Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 sierpnia 2017

Jak zmobilizować się do odchudzania, aktywności fizycznej, zmiany?

Jak zmobilizować się i zacząć ćwiczyć? Nie jest to łatwe zadanie - zwłaszcza gdy jesteś mamą. Nadmiar obowiązków, stres związany z nową rolą i sytuacją życiową, zmęczenie porodem i opieką nad dzieckiem, wieczny niedobór snu, zmienne samopoczucie spowodowane wciąż wahającymi się hormonami. Podejmujesz pierwsze kroki ku zmianie, jednak nic nie idzie w dobrym kierunku. Waga w pewnym momencie się zatrzymuję i nie chcę spadać, bądź też zaczyna znowu iść w górę. Twoje samopoczucie i samoocena jednocześnie lecą w dół. Czemu tak się dzieje, co robię nie tak? Wiele osób z mojego otoczenia ma świadomość tego, co im się w swoim ciele nie podoba. Niektórzy przesadzają, inni faktycznie realnie podchodzą do sprawy. Sama należę do osób krytycznie patrzących na siebie. Myślę, że dostrzeżenie problemu i sama myśl o zmianie to dobry początek. Często gdy rozmawiam z ludźmi słyszę o tym, jak bardzo źle czują się w swoim ciele, jak bardzo wpływa to na ich samopoczucie, że nie wchodzą w spodnie, które kupili w zeszłym miesiącu. Wtedy często zadaje pytanie : czemu w takim razie nic z tym nie zrobisz? W odpowiedzi słyszę milczenie, setki argumentów (wymówek? - nie mnie to oceniać) oraz to, że nie wiedzą od czego zacząć, nie wiedzą co zrobić, jak zrobić, że nie mają motywacji.  Gorzej gdy osoby patrzą na siebie przez krzywe zwierciadło i nie mają zamiaru niczego zrobić ze swoim zdrowiem. Jeśli źle czujesz się z samą sobą możesz wybrać jedną z dwóch dróg - zostać w tym samym miejscu, w którym jesteś teraz - co może mieć różne konsekwencje w przyszłości, bądź też wyrazić chęć zmiany. Pracą nad sobą to ciągłe kształtowanie charakteru, zmiana ku lepszemu, dążenie do czegoś więcej. Niewątpliwie wymaga to od osoby wielu ważnych cech - niektórzy się z nimi rodzą, inni muszą je wypracować - mowa tu o systematyczności, samodyscyplinie, zaangażowaniu, nie odkładaniu wszystkiego na wieczne jutro, otwartości na nowe doświadczenia. Nie jest to prosta droga, ale w życiu nic co jest coś warte nie przychodzi samo z siebie. Wiele rzeczy, które chcemy poprawić wymagają naszego osobistego zaangażowania, nakładu pracy i poświęcenia. 


Jeśli rodziłaś siłami natury, teoretycznie aktywność fizyczną możesz zacząć sześć tygodni po porodzie (gdy zakończy się okres połogu i otrzymasz zielone światło od lekarza prowadzącego). Jak to wygląda w praktyce? Różnie. Jedne kobiety mogą zacząć lekkie ćwiczenia już po tych książkowych sześciu tygodniach, inne mogą wciąż odczuwać różnego rodzaju ból. Nie warto nic robić ponad swoje siły. Cały okres ciąży, poród i połóg są tak same w sobie wycieńczające, że kobiecy organizm potrzebuje czasu by wrócić do równowagi. Nie ma co kierować się podręcznikiem czy koleżanką - każdy organizm reaguje inaczej i adoptuje się w różnych tempie. Warto dać sobie ten czas i odpocząć. Pamiętajmy - w pierwszej kolejności zdrowie, potem dobre samopoczucie - efekt końcowy - poprawa wyglądu. Nie odwracajmy tej kolejności. Po cesarskim cięciu możesz wrócić do aktywności pół roku po porodzie. 

Kolejna rzecz o której warto wspomnieć zanim przejdę do tego, co właściwie Was interesuje. 

Jeśli chcesz wyglądać perfekcyjnie jak Anka Lewandowska, to PRZESTAŃ to robić - natychmiast. Nie muszę chyba pisać czemu, ale jeśli jednak muszę to napiszę. Po pierwsze Pani Ania jest z zawodu sportowcem. Trenuje wyczynowo i intensywnie. Wiadomka, że po ciąży będzie wyglądać lepiej niż 90% polskich matek/kobiet. Nie powinno to nikogo dziwić, ale jednak jej brzuch kilka dni po porodzie  wzbudził olbrzymie poruszenie - dlaczego? Dotąd nie wiem.  Po drugie Pani Ania to Pani Ania Lewandowska - osoba publiczna, majętna, mająca pomoc od opiekunek, rodziny, sztabu wielu innych osób o których istnieniu pewnie nawet nie mamy pojęcia, osoby-duchy dbające o perfekcyjny wizerunek. Nie chcę pisać, że to źle, czy to dobrze - bo nie to stanowi punkt mojego wywodu. Musisz zrozumieć, że Ty to Ty - z własnymi możliwościami, kompetencjami, ale również ograniczeniami. Bardzo fajnie, jak ludzie motywują innych do działania. Bardzo nie fajnie, jak wprawiają miliony kobiet w kompleksy. Czemu akurat o tym wspominam? Bo jest mega wielki boom na Panią Anie - i dobrze, motywuje setki kobiet i odwala naprawdę świetną robotę. Jednak zrozum, że motywowanie się kimś,a próba naśladowania kogoś to są dwie różne rzeczy. Nie można mieć wszystkiego, a na pewno nie od razu. Ona na swoje ciało, zdrowie i kondycje pracowała latami, nie możliwe jest osiągnięcie takich efektów po kilkumiesięcznym leżeniu na kanapie. Sama w pewnym momencie miałam poczucie beznadziejności - jednak, gdy uświadomiłam sobie tych kilka prostych prawd, poczułam się lepiej i po prostu zaczęłam robić swoje. 


Co z tą motywacją? Zanim rzucisz się na głęboko wodę zatrzymaj się, nabierz powietrza w płuca i pomyśl jak to rozegrać. Ale przede wszystkim....

1.WIZYTA U LEKARZA

Jako psychodietetyk muszę napisać o tym, że przed każdą redukcją powinno się odwiedzić lekarza rodzinnego i wykonać kilka podstawowych badań.  Morfologia krwi z rozmazem - tutaj warto zwrócić uwagę na poziom hemoglobiny - jej niski poziom, może obniżać wydolność organizmu, wskazywać na problemy zdrowotne, utrudniać proces redukcji tkanki tłuszczowej Hormon tarczycy (TSH) - oceniamy stan metaboliczny organizmu, kondycję tarczycy. Po ciąży warto zbadać również inne hormony - płciowe - mogące mieć wpływ na masę ciała, a także kortyzol. Warto równiez wykonać badanie poziomu ferrytyny, żelaza, elektrolitów, glikemii na czczo, poziom witaminy D, B12 i kwasu foliowego, badania wątrobowe, lipidogram, homocysteinę, badanie ogólne moczu.


2. POZNAJ SWOJE NAWYKI

Musisz zastanowić się nad swoimi nawykami - więcej pisałam o tym tutaj. Poznanie nawyków i zwyczajów żywieniowych jest podstawowym krokiem, który pomoże określić źródło problemu i jego stopniową eliminację. Więcej o nawykach - jak je poznać, nazwać, odróżnić napiszę niebawem.

3. PRZYGOTOWANIE

Kolejnym krokiem jest przygotowanie - zarówno do zmiany nawyków żywieniowych jak i aktywności fizycznej. Skupienie się na przygotowaniach mobilizuje do dalszego działania, ponieważ już samo w sobie wymaga od Ciebie wysiłku i nakładu pracy. Aby przygotować się do ''diety'' musisz zadbać o wyposażenie lodówki, uprzątnięcie szafek z mało wartościowej żywności (nie musisz zjadać czy wyrzucać, możesz oddać potrzebującym), zastanowić się nad menu na najbliższy tydzień. Jeśli pracujesz warto kupić (jeśli nie posiadasz) lunchboxy, czy po prostu pojemniki śniadaniowe, wodę (dobrą opcją jest butelka filtrująca - osobiście takiej nie posiadam, ale planuję zakup). Pojawia się pytanie co z wagą kuchenną - pewnie warto ją mieć, ale ja nie jestem za obsesyjnym ważeniem kawałka papryki...dieta ma być stylem odżywiania, nie restrykcją. Nie chcę by kojarzyło Ci się to z przymusem, wyrzeczeniem - bo to nie o to chodzi.

Przygotowanie do aktywności fizycznej - warto zacząć od zastanowienia się nad wyborem danej aktywności. Zastanów się co lubisz robić, co w chwili obecnej będzie dla Ciebie możliwe - zarówno pod względem organizacji czasu, finansowym jak i odpowiednim do możliwości organizmu. Jeśli zdecydujesz się biegać - zakup odpowiednie obuwie, jeśli chcesz ćwiczyć w domu - zakup karimatę. Nie musisz od razu wykupywać całego sklepu sportowego - hantle początkowo zastąpią butelki z wodą. Określ co chcesz robić, oceń czy sprzęt którym dysponujesz Ci wystarcza.

4. PROWADŹ NOTATKI

Gdy ja zaczęłam moją metamorfozę, bardzo pomocne okazało się założenie bloga. Początkowo pisałam dla siebie, później pojawiło się kilka osób, które mi kibicowały, po pewnym czasie liczba obserwatorów wciąż szła w górę. Było to bardzo motywujące. Dodatkowo prowadziłam prywatne zapiski - odnotowywałam swoje małe sukcesy, ale również potknięcia - co pomogło mi zrozumieć, gdzie popełniam błąd. Z czasem olbrzymią radość sprawiało mi samo planowanie treningów, tras biegowych czy ustalanie menu na nadchodzące dni. 

5. NIE MUSZĘ - CHCĘ

Wyzbądź się myślenia, że coś musisz. Nic nie musisz. Dieta to nie ma być restrykcja, lista zakazów co możesz jeść, a czego nie. Wiele badań psychologicznych jasno wskazuje, że gdy odczuwamy przymus z zewnątrz nie wpływa to dobrze na naszą motywację, zwiększa natomiast szansę na niepowodzenie. Porzuć również myślenie, że z czymś walczysz - wagą, kilogramami, nawykami. Ty nie walczysz z samym sobą, Ty się zmieniasz. 

6. MOTYWACJI SZUKAJ W SOBIE

Jak wspomniałam na początku - porównywanie się z innymi nie ma najmniejszego sensu. Zgoda - niektórym osobom pomaga patrzenie na szczupłe, wysportowane kobiety na tumblr czy instagramie. Myślą sobie - ja też będę tak wyglądać.  Ale niektóre osoby na przeglądaniu motywacyjnych zdjęć kończą, nieświadomie wpędzając się w coraz większe kompleksy. Motywacji musisz szukać w sobie - w swoich myślach, celach, planach. Zadaj sobie pytaie po co chcesz się zmienić, co to może Ci dać, co to dla Ciebie oznacza? Warto to wszystko nazwać, spisać, powiesić w widocznym miejscu i każdego dnia - krok po kroku dążyć ku nim. Pamiętaj również o tym, że nic nie dzieje się od razu - skoro nie przytyłaś od jednej tabliczki czekolady, to też po jednym treningu nie schudniesz. Na pierwsze efekty trzeba czasami trochę poczekać - i to moim zdaniem jest newralgiczny moment - gdy już pewne postępy zauważysz, sama siebie będziesz nakręcać do dalszego działania, poczujesz ogromną satysfakcję, wdzięczność dla samej siebie, szczęście, że jednak się udało. 

7. POKOCHAJ I ZAAKCEPTUJ SIEBIE

Wydaje mi się, że wiele z nas ocenia siebie zbyt surowo. Był taki program Majki Sablewskiej - nieco inaczej my patrzymy na siebie niż ma to rzeczywiście miejsce. Każda zmiana, każdy kryzys, każdy koniec i każdy początek wymagają AKCEPTACJI. "W porządku - mam te 20 kg nadwagi, nie ma co płakać, bo na nic się to zda. Mój brzuch wygląda jak flak, gdy się poruszam, czuję się jak ameba - każda część ciała żyje swoim życiem - akceptuję". Żebyśmy się dobrze zrozumieli - to, że akceptujesz nie oznacza to tego, że masz spocząć na laurach i pozostać tu gdzie jesteś. Akceptacja nie oznacza tego, że nie możesz w swoim życiu czegoś ulepszać, zmieniać, dążyć do czegoś więcej. W tym momencie możesz podjąć dojrzałą, świadomą decyzję, czy zostajesz tu gdzie jesteś, czy podejmujesz pracę nad sobą. Akceptacja może Cię wyzwolić, zdjąć z Ciebie kajdany wiecznego smutku i niezadowolenia z siebie, paradoksalnie sama akceptacja już może być zmianą. 

8. NIE BÓJ SIĘ PROSIĆ O POMOC

Jeśli jesteś mamą Twoimi głównymi problemami może być "brak czasu", zmęczenie i brak opieki do dziecka. Ja osobiście nie przyjmuję czegoś takiego jak nagminny brak czasu - owszem, zdarzają się dni, że mam tyle pracy, że nie wygospodaruję nawet 15 minut na trening. Uważam, że wszystko jest kwestią dobrej organizacji, ale także zaangażowania otoczenia. Warto prosić o pomoc - męża, rodzinę. Wyjaśnić dlaczego, jak często i w jakich godzinach potrzebna będzie pomoc. Innym rozwiązaniem, jest ćwiczenie w trakcie drzemek dziecka, gdy pójdzie spać na noc, bądź też w trakcie jego zabawy. Warto popróbować i zobaczyć co sprawdza się w Waszym przypadku. Jeśli masz problem ze zmianą nawyków - poszukaj odpowiedzi na forach, blogach, instagramie. Nie bój się także sięgać po pomoc specjalisty - psychodietetyk pomoże Ci ogarnąć temat, poukładać myśli, udzieli psychoedukacji. W dzisiejszych czasach mamy możliwość korzystania z wielu źródeł jednocześnie. 

Wypisałam OGÓLNE czynniki, każdy z nich warto omówić w sposób szczegółowy. Sposobów na zwiększenie motywacji może być więcej, ale najpierw po porostu zacznij. W razie pytań - piszcie śmiało i jak zawsze zapraszam do dyskusji. 

CO WAM POMAGA SIĘ ZMOBILIZOWAĆ? 


wtorek, 15 sierpnia 2017

Dlaczego nie mogę schudnąć? KROK 1 - Poznaj przeciwnika. O sile nawyków.

Witam Was serdecznie! 
Ostatnio zrobiło się dość aktywnie i w skrzynce odbiorczej zalega wiele odpowiedzi - pozwoliłam sobie na to, że odpowiedzi na te powtarzające się pytania udzielę tutaj - na blogu. Tak na prawdę nie wiem czemu tak późno podejmuję się tego wątku - myślę, że pomoże każdemu z nas. 
Mianowicie: jak przestać jeść słodycze? czemu nie mogę schudnąć mimo licznych diet? co z tymi nawykami żywieniowymi? Po kolei. Zaczniemy od nawyków, bo to otworzy nam drogę do dalszych rozważań.

NAWYK - CO TO TAKIEGO?

Arystoteles mawiał, że jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. Nasze nawyki mogą poprowadzić nas albo do sukcesu albo do porażki. Kojarzycie taką grafikę krążącą w sieci porównującą ludzi sukcesu i porażki? Nawyki i automatyzmy to my. Jest to nasza druga natura. Nasz mózg nie zastanawia się co zrobić tuż po wstaniu - wstajesz, wstawiasz wodę na kawę,ale przede tym wypijasz szklankę wody - nawyk, przyzwyczajenie, zachowanie automatyczne. Niewątpliwie ma to swoje zalety, ponieważ w naszym otoczeniu równocześnie dzieje się tyle rzeczy, dociera do nas tyle bodźców, że mózg musi ratować się schematami i automatyzmami. 

Niektóre nawyki nam służą inne nie - celowo nie chcę pisać, że niektóre są dobre, a inne złe - każdy ma prawo do subiektywnego odbierania świata, a określenie dobry/zły w moim przekonaniu nadaje czasem błędny kierunek myślenia. Dla jednego dobrym nawykiem będzie bieganie na czczo, dla kogoś innego bardzo złym - ponieważ zawsze trzeba pamiętać o śniadaniu itd. Część wyrobionych nawyków nam służy - dzięki nim jesteśmy w stanie  sprawnie funkcjonować, stale się rozwijać, kształtować swoją osobowość, nadawać jej barw, dbać o swoją kondycję fizyczną i psychiczną. Jednak znajdą się też takie, które uniemożliwiają nam żyć w pełni, szczęśliwie, podkopują nasze cele, marzenia, plany i oczekiwania. Ponadto wpływają na spadek samooceny, niskie poczucie własnej wartości, tworzą przekonanie, że nie mamy kontroli nad swoim życiem. Nawyki często kształtują się w sposób mało świadomy, swoje początki mają daleko w dzieciństwie czy w latach wczesnej młodości. Aby zmienić nawyk trzeba nie tylko go wyodrębnić, nazwać - a więc uświadomić sobie jego istnienie, ale także świadomie podjąć decyzję co dalej. 

Co jeszcze charakteryzuje nawyk? Można go zmieniać, kształtować, pracować nad nim. Nie jest dany raz na zawsze. Gdy nie ma nagrody, zachowanie wygasza się.  Nie jest tak, że każdy nasz dzień jest z góry zaplanowany - często gdy jeden dzień nie różni się niczym od drugiego mówimy o tym, że żyjemy na automacie, posługujemy się dość powszechnie występującymi sformułowaniami - '' u mnie stara bieda'' , czy ''po staremu''.  Nie zastanawiamy się nad kolejnością działań, przychodzi to po prostu - suma nawyków. Nawyki decydują o tym, o której wstaniemy z łóżka, jak się odżywiamy, ile czasu poświęcamy na książkę, a ile na telewizję. Decydują o czasie spędzonym na świeżym powietrzu, stosunku do pieniądza, jakie mamy relacje z innymi ludźmi. Decydują o tym, że odkładamy wszystko na wieczne jutro i myślimy, że przecież zdążymy z tym projektem - w konsekwencji wyrabiamy w sobie nawyk robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Od tej jednej czekoladki nie przytyję - w końcu miałam taki stresujący dzień w pracy - w konsekwencji gdy czujemy się źle sięgamy po słodkości - a centymetrów przybywa. Może mieć to różne konsekwencje


Najpierw my kształtujemy pewne nawyki, następnie one przejmują kontrolę nad nami, wpływając i kształtując nasze zachowanie, myśli, emocje. Mogą być pomocne ale i podstępne. Należy pamiętać również o tym, że nawyk nawykowi nie równy - dlatego też nie piszę o nawykach w kategorii dobry/zły - to, że sprawdza się w domu, w innym miejscu może być źle odbierany. Ja np. mam nawyk siadania z podkulonymi nogami na kanapie. Podczas odwiedzin u znajomych, gdy czuję się swobodnie również łapię się na tym, że tak robię - nie zastanawiając się czy takie zachowanie wypada czy nie. Zmieniają się okoliczności, nawyk może nie być pożądanym. Jest to oczywiście dość banalny przykład. Warto wspomnieć również o tym, że nawykowe może być nie tylko zachowanie, ale również myślenie, na skutek wielokrotnego powtarzania określonej myśli. A to może mieć wręcz bardzo niebezpieczne konsekwencje. Błędne przekonania na temat nas samych czy innych ludzi mogą tkwić w nas bardzo długo, pielęgnując wiele negatywnych emocji, co z kolei może doprowadzić nas do zaburzeń psychicznych. Jest to skrajna sytuacja, jednak należy mieć świadomość, że warto w życiu się zatrzymać i zastanowić. Uważność - ostatnimi czasy bardzo modna, ale nie bez powodu. 

JAK POWSTAJE NAWYK?

Aby powstał nawyk potrzebne są trzy zmienne - sytuacja - zachowanie - konsekwencje.  
Przykład: Konsekwencje zachowania (np. jedzenie słodyczy) po sytuacji stresowej (sytuacja) są pożądane (poprawa nastroju, rozładowanie napięcia) to niemal na pewno w przyszłości, gdy pojawi się podobna sytuacja, nastąpi podobne zachowanie. Rozumiecie o co chodzi?  Co zrobić by to zmienić? Tym konkretnym przykładem chciałabym się zająć w następnym poście - bo jak się okazuje, porzucenie słodyczy to na prawdę olbrzymi problem dla wielu osób. 

JAK ZMIENIAĆ NAWYKI ?

Zawsze powtarzam ( sobie i innym ), że zmiana wymaga od nas wykroczenia poza strefę komfortu. Nie zawsze musi kojarzyć się z czymś nie przyjemnym, ale jednak przełamanie schematu, czy też potocznie mówiąc przyzwyczajenia wymaga od nas włożenia wysiłku.

Dlaczego tak ciężki zmienić przyzwyczajenie? Ponieważ jak się okazuje sama chęć zmiany nie jest wystarczająca. Podtrzymujemy nie służące nam nawyki głównie dlatego, że trwanie w nich, mimo negatywnych konsekwencji jest łatwiejsze i wygodniejsze niż próba ich zmiany czy odrzucenia. Ponadto w bardzo krótkiej chwili, sprawiają, że czujemy się lepiej. Strega komfortu to nic innego jak przestrzeń, w której czujemy się bezpiecznie. Musimy przekroczyć jej granicę, by działy się rzeczy magiczne, by zacząć działać i dostrzegać zmianę. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ wymaga ono od nas poświecenia - spokoju, stabilizacji, tego co znane. Poza strefą komfortu czekają na nas rzeczy nowe, nie rzadko budzące niepokój i lęk. Czego się obawiamy? Porażki. Obawiamy się tego, że zmiana się nie uda, że coś pójdzie nie tak mimo naszego poświęcenia.


Jednak to właśnie mierzenie się z tym co nie znane jest dla jednostki najbardziej rozwojowe. Nie zawsze zmiana musi wiązać się z lękiem, a wyjście poza strefę komfortu z ciągłym dyskomfortem. Błędem byłoby oczekiwanie, że za pomocą myślenia życzeniowego nasze życie się zmieni, nie podejmując żadnych prób zmiany. Nasze życie - w naszych rękach, c'nie? Gdy oczekujemy czegoś nowego, musimy zdać sobie sprawę z tego, że mało co w życiu przychodzi od tak sobie. Prawie zawsze jest to efekt naszej pracy, włożonego wysiłku, nasze osobistego zaangażowania w sprawę. To wszystko wiąże się ze zmianą nawykowego myślenia - o rzeczywistości, o sobie, o innych. Aby dany nawyk wystąpił potrzebna jest sytuacja. To ona jest punktem wyjścia i dostarcza informacji, jakie były konsekwencje danego zachowania.

OD CZEGO ZACZĄĆ ZMIANĘ?

Na pewno nie uda się zmienić wszystkiego od razu. Wiem, że tak by było najlepiej, najszybciej i najprościej, ale tutaj nie ma drogi na skróty. Łatwo nie będzie. Chcąc zacząć zmianę powinniśmy zastanowić się nad tym, jakie konsekwencje utrzymują nawyk i starać się je wyeliminować. Co daje mi takie ,a nie inne zachowanie? Jak się czuję? Co to mówi o mnie?  Aby zerwać z danym nawykiem, warto również wyrobić sobie inny - pożądany - który ten stary wymaże. "Podstawową metodą zmiany nawyku jest manipulowanie jego konsekwencjami - nie dopuszczajmy do wystąpienia pożądanych konsekwencji zachowania, sprawiając jednocześnie, by owe konsekwencje pojawiły się po innym zachowaniu"(dr Przemysław Bąbel). Zmieniając jeden nawyk, możemy sprawić, że za nim zmienią się kolejne. Warto zmianę zacząć powoli, od tego co wywołuje w nas jak najmniej stresu czy dyskomfortu. Chcesz rzucić palenie, zacząć biegać, zdrowo się odżywiać, przestać jeść słodycze i poświęcać mniej czasu na facebooka? Zastanów się, jakie małe kroki możesz podjąć ku zmianie - ale nie we wszystkich sytuacjach jednocześnie, bo to zdecydowanie za dużo. Takie rzucanie się na głęboko wodę jest bez sensu. Rodzi niepotrzebną presję i zmniejsza szanse na powodzenie. Warto jest na tym etapie porozmawiać z kimś zaufanym - może być to ktoś z rodziny czy przyjaciół - jak i ktoś profesjonalny - zajmujący się wsparciem psychologicznym. Taka rozmowa pomoże Ci wszystko uporządkować, sprawi, że będziesz bardziej refleksyjny, pozwoli Ci dostrzec Twoje wewnętrzne możliwości, zasoby, ale też ograniczenia. Gdy chcemy zmienić jakiś nawyk musimy być świadomi, przygotowani, działać racjonalnie i rozsądnie. 

Mam dla Ciebie zadanie!

Pomyśl dzisiaj o swoich nawykach. Zastanów się które Ci służą, a które nie. Nazwij je. Pomyśl, jak wpływają na Twoje życie. Czy jesteś z tego zadowolony\a? Co byś zmienił. Nie myśl na razie jak, tylko co - o tym JAK jeszcze porozmawiamy. Zapisz na kartce, schowaj - jeśli chcesz dzisiaj stworzę specjalną tabelę i podeślę Ci na pocztę. Mnie zawsze to pomaga. Zapytaj jak to widzą inni. Zbierz jak najwięcej danych, informacji. To KROK 1. Myślę, że najważniejszy. No to jak?


Źródło:  Charaktery, luty 2017.
Psychologia-spoleczna.pl 

Chcesz być na bieżąco? Kliknij LUBIĘ TO 

niedziela, 2 lipca 2017

Siemka lipiec - plany na nadchodzący miesiąc.

Lipiec? Ale, że już lipiec? Jeniuuuuuu! Powtórzę sie po raz setny - ale ten czas gna! Moje dziecko ma juz 14 miesięcy! CZTERNAŚCIE. Mówi daj daj daj na wszystko co jadalne i mniej jadalne. Kiedy on tak dorósł, ze w trakcie posiłku sam probuje posługiwać się łyżeczką, wybiera co zje, a czego absolutnie ne? Za szybko.

Żeby się zorganizować niektórzy ludzie ( to wszystko uwarunkowane jest indywidualnie zależne od osobowości) potrzebują planowania. Mniej istotne jest czy będzie to planner, kreatywne bujo, kalendarz, czy tez zwykła kartka papieru. Ważne by się sprawdzało.

Miałam pewien martwy okres, kiedy to przestałam planować cokolwiek, żyjąc chwilą, łapiąc dzień, zapominając o tysiącu ważnych spraw. I tak po czasie orientowałam się, że termin zapisu na kurs już dawno minął, że w zamrażarce skończyły się zapasy mięsa, a książki z biblioteki przetrzymuje dobre pół roku. Dodatkowo w trakcie ciąży i karmienia piersią procesy poznawcze ulegają pogorszeniu (co jest całkowicie normalne, ale średnio bezpieczne), także dodając to do mojego wrodzonego braku zorganizowania i odkładania wszystkiego na później jest sytuacja katastrofalna.


Także postanowiłam, że na bloga wróci comiesięczny cykl planowania (a pod koniec podsumowanie). Pamiętam, że bardzo motywowało mnie to do działania i z czasem ta motywacja zewnętrzna ( która stanowią poniekąd odbiorcy bloga) stała się motywacja wewnętrzna, a także wyrobiłam pewne nawyki (o sile nawyków innym razem). Jest to dla mnie najskuteczniejsza, sprawdzona forma motywacji - należę do osób, którym ciężko jest daną czynność zapoczątkować - ale mam tego świadomość i staram się nad tym pracować. Trochę to smutne, że wciąż brakuje mi tej samodyscypliny i zaparcia, ale podobno sztuką jest praca nad sobą, a człowiek uczy i powinien rozwijać się całe życie. Dodatkowo stworzę sobie tracker (codziennik) do odhaczania każdego dnia - założonego zadania, ale to już w wersji papierowej.




Plany na lipiec

✔️ Ukończyć trzy kursy (jeden z zakresu neuropsychologii i dwa psychologii dziecka)
✔️ Przeczytać 5 książek ( zaległych mam pierdylion, muszę podkręcić tempo)
✔️ Oddać książki do biblioteki
✔️ Zagospodarować witrynę w mieszkaniu
✔️ Poukładać kosmetyki w łazience
✔️ Oddać potrzebującym ubrania w których nie chodzę od dłuższego czasu
✔️ Wyspacerować 50 kilometrów ( endomondo )
✔️ Pić dwa litry wody dziennie
✔️ Ograniczyć ilość węglowodanów prostych w diecie (dzień bez słodyczy)
✔️ Systematyczna pielęgnacja twarzy (wprowadzić metodę 10 kroków)
✔️ Zwiększyć ilość warzyw w diecie ( min. 3 razy do posiłku )
✔️ Regularnie przyjmować suplementy
✔️ Wywołać zdjęcia
✔️ Zacząć plan oszczędzanie/
- zapisać się do stomatologa i okulisty


Myślę, że na chwile obecną są to najważniejsze rzeczy, nad którymi muszę popracować, które muszę zrealizować, wprowadzić w życie. Liczę na to, że wszystko się poukłada na tyle dobrze, że wypracuję w sobie postawę bycia osoba systematyczną, co myślę, że zaprocentuje w życiu w ogóle.


Jak widzicie nie ma nic na temat większej aktywności fizycznej, ćwiczeń w ciąży (poza spacerami). Należę do tej grupy mam ciężarnych, które niestety aktywność fizyczną muszą ograniczyć do minimum. Nie każdemu udaje się zachować aktywny tryb życia i brzuch Ani Lewandowskiej po ciąży. Czasami powrót do formy trwa nieco dłużej, ale pamiętajcie ze wszelka praca nad sobą prędzej czy później przyniesie efekty. Najważniejsza jest harmonia miedzy Tobą a Twoim organizmem. Wsłuchaj się w niego, nie rób nic na siłe i przede wszystkim z nikim się nie porównuj.

Pzd Kama.

A jakie Wy macie plany na lipiec? Nad czym pracujecie, co odpuszczacie, co nowego wcielacie w życie?


wtorek, 27 listopada 2012

Fitmotywacja w ramce :)

 Miałam problemy z dodaniem zdjęć i wpisu na bloga. Skorzystałam z komputera Rafała i jakimś cudem zdjęcia się ładują. Blogger sobie dzisiaj ze mną pogrywa :)

Wstałam  dzisiaj z łóżka i siedziałam. Nie było mleka,nie było porannej kawy. W dniu dzisiejszym mój leń był tak mocno zaktywizowany, że nie pozwalał mi nawet na zaparzenie zielonej herbaty. Siłą trzymał mnie na łóżku, grożąc, krzycząc i marudząc. Mówił też coś o tym, że w poniedziałek wyjeżdża na jakiś czas. To dobrze. Ale będzie mi go troszkę brakowało, w końcu fajna z nas para (:

W ramach dodatkowej motywacji, postanowiłam zrobić element dekoracyjny do mojego pokoju. Lubię różne pierdółki, obrazki, ramki do zdjęć, figurki etc. I choć parapet mam niemalże w całości zajęty przez doniczki, wygospodarowałam ciut miejsca na fit inspirację :)

Ramki zakupiłam jakiś czas temu w Pepco. Obrazki znalazłam w sieci :)



Czasami dobrze jest się zdrzemnąć. Ja wybieram się na drzemkę zwłaszcza wtedy gdy coś bardzo mnie denerwuje lub przytłacza.
Druga ramka ma mi przypominać o tym, żebym się nie poddawała. Żebym usiadła, zaczerpnęła powietrza i nie oceniała się zbyt surowo. To, że nie ma dzisiaj efektów, nie znaczy, że nie będzie ich za miesiąc. Więc uspokój się, rób swoje a osiągniesz to czego chcesz :)

Macie w zasięgu wzroku fitmotywację? :)

wtorek, 11 września 2012

Słoiczek z wyzwaniami.

Kilka dni temu, na blogu Savannah Grey, przeczytałam o bardzo pomysłowej formie motywacji. Bo jej przecież nigdy nie za wiele. Pomysł tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam zastosować go także u siebie. O czym mowa? O słoiczku z wyzwaniami.

Zaletą całego projektu jest niewątpliwie prostota, Twój własny wkład i poczucie sprawstwa. Zdajesz sobie sprawę z tego, co zapisujesz i co wrzucasz do słoiczka. Tu nie ma miejsca na sztuczki i wymówki. W końcu sama tego chciałaś, to do czegoś ma służyć. Nie oszukuj, bo oszukasz siebie, wyciągasz karteczkę i działasz. Taka jest idea :) Większą ilość informacji zdobędziesz na blogu Savannah.

Jak to będzie funkcjonować u mnie?

Każdego dnia będę losować ze słoiczka karteczkę. Pora losowania - rano. Pora wykonania - ciężko określić.Wyzwania spisałam na kolorowych,neonowych karteczkach - niewątpliwie przyciągają uwagę :) Wyzwania mają różny stopień trudności. Może się okazać, że któregoś dnia wylosuję karteczkę - dzień bez kofeiny - i wbrew pozorom jest to dla mnie zadanie trudniejsze niż np. 100 brzuszków.


Jaka jest ich tematyka? Różna. Wyzwania dotyczą zarówno wysiłku fizycznego (brzuszki,pajacyki,programy treningowe), diety jak i samorozwoju (nauka języka, czas poświęcany literaturze, nauce itp).  Na zdjęciu znajduje się połowa karteczek. Widać tu m.in godzinę biegu, domowe SPA, Ewę Chodakowską czy rozkazujące pomysły na obiad :D.
Może także być tak, że danego dnia wylosuję nawet cztery karteczki. Oczywiście słoiczkowe wyzwania nie są zastępstwem mojego planu treningowego, są jedynie pewnym urozmaiceniem ;)


Jak na razie najbardziej podoba mi się karteczka: jutro wstajesz o 6, bo jak nie to pożałujesz :D 
W dalszym ciągu wspinam się na wyżyny kreatywności i dopisuję coś nowego. 


Zastosujecie taką metodę również u siebie?

środa, 5 września 2012

Obiecanki cacanki...a głupiemu radość?

Do końca roku 2012 zostały cztery miesiące - już nie całe. Zerknij w kalendarz, notes, wpis na blogu z dnia pierwszego stycznia. Co widzisz? Dłuuuuuugo listę postanowień noworocznych? Skąd ja to znam. Usiądź, weź listę do ręki. I co? Jak Ci idzie? Udało Ci się zrealizować któreś z postanowień? A może już wszystko osiągnąłeś? Jeśli ze smutkiem dojdziesz do wniosku, że nie udało Ci się skreślić ani jednego punktu - NIE MARTW SIĘ ! Do końca roku są jeszcze cztery miesiące ! A przez tak długi czas możesz robić magiczne rzeczy! Ale zanim to zrobisz, zanim zaczniesz spisywać kolejne postanowienia, zastanów się gdzie tkwi przyczyna obecnego stanu rzeczy? Jak sobie obiecywać, by danego słowa dotrzymać? Jak ze stanu ZROBIĘ przejść do stanu ZROBIŁAM/EM?

Dlaczego planując coś często mówimy: od jutra, od urodzin, on Nowego roku, od poniedziałku ( ja szczególnie zrzucam wszystko na poniedziałek), po wakacjach, NIE OD DZIŚ TYLKO OD KIEDYŚ TAM?

Psychologia tłumaczy to w dwojaki sposób. Po pierwsze wyznaczone terminy ulokowane  w przyszłości są łatwiejsze do zaakceptowania. To co staje się odległe wydaje się być łatwiejsze do wykonania, bardziej prawdopodobne, a osiągnięcie sukcesu jest niemal pewne. Po drugie wynika to z potrzeby do porządku - bo łatwiej jest coś liczyć od pierwszego niż od trzynastego. Lepiej zacząć na początku roku niż od czwartego miesiąca. Dzięki tak wyznaczonym punktom granicznym łatwiej jest nam policzyć ile dni czy miesięcy trwamy w postanowieniu. Nawet wyzwania tworzone przez nas- blogerki - zaczynają się z początkiem miesiąca - na pewno to zauważyłyście :) Wynika to poniekąd z lenistwa. A skąd biorą się postanowienia? Z POTRZEBY ZMIAN. Bo jeśli czegoś Ci brak, jeśli z czegoś nie jesteś zadowolona wprowadzasz zmiany - sedno tkwi w tym by na wprowadzaniu i planowaniu się nie kończyło. Dlatego też wyzbądźmy się nawyku planowania czegoś od jutra. Zacznij od dziś, postaw na dzień dzisiejszy. Pamiętaj ! TWOJA HISTORIA ZACZYNA SIĘ WŁAŚNIE DZIŚ, TWOJA PRZYSZŁOŚĆ ZACZYNA SIĘ OD DZIŚ. WSZYSTKO MA POCZĄTEK WŁAŚNIE DZIŚ! 


Druga bardzo istotna sprawa. Zerknij na swoja listę. Jak ona wygląda? Czy każde zdanie zaczyna się od słów nie będę ? Nie będę jeść słodyczy, nie będę się objadać, nie będę się lenić, nie będę chodzić późno spać ... Wiele naszych postanowień to różne formy samoograniczenia się. A każde ograniczanie własnej wolności - czy to narzucane przez kogoś, czy przez samego siebie wywołuje opór. Skreśl słówko nie ! Będę jeść zdrowo, będę wcześnie wstawać, będę zwracać uwagę na to ile jem, będę żyć aktywnie, będę ograniczać słodycze. Wprowadź zmiany dotyczące tego co będziesz robić a nie czego nie będziesz!

Deklaracje dotyczące zmian są trojakiego rodzaju.
1. Skupiasz się na tym CO zrobisz. Chciałabym schudnąć. Chciałabym jeść zdrowo. Chciałabym mieć figurę jak motywatorki z tumblr itd. Skupiamy się na tym czego chcemy i tylko na tym.Brak tu pomysłu jak osiągnąć zamierzony cel, brak refleksji i przemyślanego planu działania. 
2. ZAMIERZAM TO ZROBIĆ. Wiem co chcę zrobić, znam środki, które mi w tym pomogą, a głowie rysuje mi się pewien plan. Tylko brak tu określenia granic czasowych. Kiedyś to zrobię, jutro a może w grudniu, albo od nowego roku, przecież to już niedługo. NIE, NIE, NIE. ZACZNIJ OD DZIŚ. OD TERAZ, WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE! Odkładając zmiany na później obudzisz się pewnego dnia i zdasz sobie sprawę z tego ile czasu zmarnowałaś. CZAS JEST CENNY, SZANUJ GO, PAMIĘTAJ O TYM. DZIAŁAJ, NIE MA NA CO CZEKAĆ.
3. Ostatni wariant postanowień jest najbardziej kompletny. Wiesz co chcesz zrobić, wiesz jak do tego dążyć i wiesz kiedy. Określasz sam ramy czasowe - właśnie te zakotwiczenie w czasie jest niezmiernie ważne. Pamiętaj o stawianiu sobie realistycznych zadań - jeśli wiesz, że do końca roku nie dasz rady osiągnąć tego czego pragniesz - daj sobie więcej czasu. Plany obejmują zazwyczaj długą perspektywę czasową (np. rok), tymczasem badania psychologiczne dowiodły tego, że małe kroki są praktyczniejsze. Stawiaj sobie minicele - np. zamiast planować, że do końca roku zrzucisz 10 kilogramów, zaplanuj zrzucenie 3 kilogramów w trzy miesiące. Jeśli chcesz zacząć biegać ciągiem 40 minut - postaw na plany treningowe, które Ci to w łatwy sposób umożliwią. Jest to bardzo realny czas, a i cel główny może zostać osiągnięty wcześniej!

Jednak samo przedstawienie sobie celu nie jest równoważne z tym, że podejmiemy jakiekowiek działania, poza mówieniem o tym wszem i wobec. Po pierwsze musisz naprawdę, NAPRAWDĘ tego chcieć. Musi Ci zależeć, musisz być zdeterminowana, zaangażowana, nastawiona na zmianę. Po drugie musisz mieć przekonanie o tym, że JESTEŚ W STANIE TO ZROBIĆ. No bo jesteś! Po trzecie bądź gotowa na nachodzącą falę emocji - nie zawsze pozytywnych. Nastaw się na to, że przed Tobą górki, pagórki a czasami dołki i rowy. Gdy trzeba płacz, gdy musisz wrzeszcz, ciesz się całą sobą:) O emocjach i ich roli w sporcie jeszcze na pewno przeczytacie - nie raz. Jest to temat rzeka.


Rozbiłam zaplanowany tekst na kilka części bo i tak wpis wyszedł trochę dłuższy niż myślałam.
Pierwszy wpis miał na celu ZMOTYWOWANIE WAS DO DZIAŁANIA. Nie porzucajcie postanowień, ale zmieńcie do nich podejście. Masz zadanie na dziś ! Wyznacz sobie cele, określ realny czas ich realizacji i wypisz narzędzia, które Ci w tym pomogą. Twoja przyszłość zaczyna się właśnie DZISIAJ.


wtorek, 4 września 2012

Pożegnanie rozmiarów i Yves Rocher

Ten tydzień zaczął się na prawdę szalenie. Wszystko dzieje się tak szybko, zmieniam jedno miejsce na drugie. Spotykam starych znajomych, odnawiam przyjaźnie, jeżdżę na rowerze, próbuję gdzieś w tym wszystkim się nowo odnaleźć. Niedawno wróciłam, a już jutro wyjeżdżam, gdy tylko wrócę jedziemy do mojej kuzynki po zdjęcia z wesela (1900!) - może coś jutro wrzucę ;) Lubię życie na pełnych obrotach, a takie spokojne wieczory jak ten- doceniam i celebruję.
W trakcie pobytu w Warszawie postanowiłam zahaczyć o kilka sklepów odzieżowych. Obiecałam sobie nie kupować nowych ciuchów hurtowo, ewentualnie jakiś drobiazg. Dzisiaj prawie mi się to udało. Z radością stwierdziłam, że definitywnie pożegnałam się z rozmiarem L  ! Huuuura. Pożegnałam się także ze spodniami w rozmiarze 40 ! Huuura :) W przypływie szczęście sięgnęłam po trzy koszulki (dwie w modnym w tym sezonie kolorze czerwonego wina), pasek i kilka bzdetów do włosów. Dzisiaj doszła też paczka z Yves Rocher. Na zdjęciu to, co udało się  mamie i mi kompletować.

1.Yves Rocher, Pureté Clean, Shampooing Purifiant ( Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się) - chcę trochę odpocząć od szaponów LUSH'a. Mamie spodobał się ten szampon więc postanowiłyśmy go wziąć. Wolałam spróbować tych z Green Pharmacy - no ale dam mu szansę.
2. Aksamitne mleczko do demakijażu z wyciągiem z trzech herbat. Już go użyłam - ma fenomenalny zapach. Nie zmywam nim oczu. Będę go używać do czasu aż zamówię micelara do zmywania twarzy.
3. Maseczka przywracająca świeżość i blask
4. Balsam odbudowujący na zniszczone końcówki z odżywczym mleczkiem z owsa.
5. Maseczka przywracająca blask z owocem z granatu z Hiszpanii
6. Tonik głęboko oczyszczający
7. Krem nawilżająco - matujący na dzień

Co na pewno znajdzie się w moim planie pielęgnacji? Krem nawilżająco-matujący, maseczka spod trójki, czasami maseczka spod piątki i przez jakiś czas mleczko do demakijażu. Już mam niemal wszystko, czego będę używać w pielęgnacji, myślę za tydzień będzie już calutki plan :)

Lubicie kosmetyki z Yves Rocher?
Polecacie coś sprawdzonego?

Na pytanie: kiedy przestaniesz się odchudzać? Odpowiadam -  tym zdjęciem :0 


 

piątek, 20 lipca 2012

Wyzwanie ! Serdecznie zapraszam :)

Hej wszystkim ! Z moim zdrowiem bez zmian, nadal mam dolegliwości żołądkowe. Pieczenie, palenie, dyskomfort. Myślę, że to grypa żołądkowa, która powinna szybko minąć. Żywię się jedynie chlebem z masłem ( białym, bo jest lekkostrawny).

Wspomniałam wczoraj, że szykuję małe wyzwanie. Dopracowałam wczoraj banner - nie jest jakiś artystyczny, ale Ci, którzy pamiętają mój plakat zaliczeniowy, na pewno mnie doskonale rozumieją :D

 Mam nadzieję, że do niego dołączycie i będziemy wspierać się wzajemnie. 

Wyzwanie : Sierpniowa setka
O co chodzi ?

Wyzwanie polega na pokonaniu w sierpniu stu kilometrów. W jaki sposób ? W jaki tylko chcecie i lubicie. Bieganie, jazda na rowerze, jazda na rolkach, pływanie, maszerowanie … wszystko co robione jest na dystans.  Oczywiście nie musicie decydować się na jeden rodzaj aktywności, można je ze sobą dowolnie łączyć.  Warto zaopatrzyć się w darmowe aplikacje ( np. endomondo ), które będą notować nasze treningi i pokazywać dokładnie przebyty dystans danego dnia. Więcej o aplikacjach, dziennikach treningowych znajdziecie w najnowszym numerze Happy. Jeśli wyrazicie taką chęć, postaram się zrobić posta z podstawowymi informacji na temat poszczególnych stron i dzienników.

Jeśli zdecydujecie się dołączyć do zadania zamieście gdzieś bannerek, na czas jego trwania.  Cotygodniowy raport będzie mile widziany, aczkolwiek nie jest on wymagany. 

Nie musicie dokumentować swoich treningów, robimy to przede wszystkim dla siebie. Oszukując innych, tak naprawdę oszukujemy przede wszystkich samych siebie. 

Mam świadomość, że większość osób  wykonujących daną aktywność, stawia głównie na czas, a nie na dystans.  Ale myślę, że może to być wyzwanie, które pozytywnie wpłynie na progres wykonywanych treningów. Każdy dodatkowy metr to ogromna radość.

Wyzwanie zrealizowane w połowie, czy nawet w mniejszej części to i tak duży sukces! Próbowałaś, chciałaś, zawsze możesz zacząć jeszcze raz w dowolnym momencie.  Oczywiście nie musisz się zatrzymać na stu kilometrach. Skoro szło Ci tak dobrze, kontynuuj dobrą passę !

Wyzwanie traktuję przede wszystkim jako zabawę. Jest to także sprawdzenie dla systematyczności, bez której nie ma pożądanych efektów.  Wreszcie, jest to doskonałe źródło motywacji.
Zapraszam Was wszystkich do udziału w wyzwaniu, życzę miłej zabawy i radości z wykonywanej aktywności fizycznej. Pokonujcie kilometry, spalajcie kalorie, ujędrniajcie ciało. Cieszcie się tym. 

Pod tym postem możecie deklarować swoją chęć wzięcia udziału w wyzwaniu. Następnie stworzę listę osób, a także zakładkę, w której będę zapisywać Wasze cotygodniowe osiągnięcia. Oczywiście tak jak wspomniałam, nie jest to wymagane, aczkolwiek fajnie będzie to wyglądać :)

Do wyzwania można dołączyć w dowolnym momencie.




Swoje cotygodniowe sprawozdania ślijcie na mój adres mailowy : kamila.czarna201@gmail.com

sobota, 14 lipca 2012

Plan na trening siłowy i kolejne pomiary.

Wczorajszy dzień był dniem rozpusty (wolałabym o nim zapomnieć). Jakiś czas temu pisałam, że warto zrobić sobie jeden dzień świąteczny, ale ja chyba za bardzo zaszalałam i do końca lipca ścisły post ;)

Po długiej rozmowie z moim narzeczonym i po rozważeniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałam się do biegania i jazdy na rowerze dodać 'elementy' treningu siłowego. Mój R. ma własną, prowizoryczną siłkę, gdzie znajduje się wszystko co potrzeba aby zrobić podstawowy trening na daną partię ciała. Przekonał mnie tym, że robiąc przysiady i wykroki ze sztangą, hantlami będę mieć na prawdę fajną pupę. Dodam do tego jeszcze rozpiętki, wyciskanie na ławce, wiosłowanie i jakiś ćwiczenia na ramiona ( może te zaproponowane przez dziewczyny z Tone it up !? ).

Plan jest taki : biegnę 3 kilometry, odpoczywam 10 minut, robię trening siłowy ( 3 serie po 15 powtórzeń, z czasem zacznę eksperymentować z obciążeniem), odpoczywam 10 minut i wracam 3 kilometry. I tak trzy do czterech razy w  tygodniu przez lipiec i sierpień.

Muszę jutro zrobić koniecznie zdjęcia !  Daję sobie rok na osiągnięcie tego co sobie zaplanowałam ;)

Dzisiaj rano dokonałam także pomiarów


                Było                           Jest

Ramię      27,5                            27
Udo         58,5                            58
Łydka       36                              35
Pas           96                              94
Biodra      99                              99
Talia      83  80                           78
Biust         93                             90

Cieszy mnie spadek w talii i w pasie. Spodziewałam się, że w biuście będzie spadać najwięcej i najszybciej. Ale jak na 14 dni i średnie trzymanie diety - bo zdarzały się wpadki - nie jest najgorzej.
Kolejny pomiar : koniec lipca.


 

poniedziałek, 9 lipca 2012

Malutki sukces.

Dzisiaj post na szybko, bo dopiero wróciłam do domu. Do południa spędziłam czas w bibliotece i z moją chrześniaczką, później jeździłam na rowerze i siedziałam w ogrodzie z R. Nie mogłam się już zmusić, żeby wyjść teraz pobiegać.

Czy też Was tak mocno motywują widoczne zmiany zachodzące w ciele ?
Pamiętacie jak jakiś czas temu pisałam, że kupiłam sobie za małe miętowe szorty? Dzisiaj postanowiłam je założyć i zobaczyć jak wyglądają po tych morderczych dziewięciu dniach. Najpierw w nie weszłam, później zapięłam by z radością stwierdzić, że wyglądają cudownie :)




Duuużo pracy przede mną, ale w spodenki weszłam :)


Dostaliśmy od cioci porzeczki, część zamroziłam, z reszty mama ma zrobić dżem :) Świetna kolacja, nie ma co...


niedziela, 8 lipca 2012

Moja historia.

Kilka osób pytało mnie dlaczego przerwałam uprawianie sportu. Jest to dość długa historia, ale myślę,że warta opowiedzenia.
Wszystko zaczęło się w szkole podstawowej, w momencie gdy wraz z koleżankami z osiedla zapisałyśmy się do szkolnego klubu sportowego na zajęcia z piłki ręcznej. Początkowo była to dla mnie zabawa, spędzanie wolnego czasu w sposób aktywny, a także miejsce spotkań z przyjaciółmi. Na treningach rozwijałam się zarówno pod względem siły jak i szybkości. W szóstej klasie podstawówki nauczycielka od wychowania fizycznego zabrała mnie na zawody sportowe organizowane na stadionie - tzw. czwartki lekkoatletyczne. To tam zdobyłam pierwszy medal w życiu i moja przygoda ze sportem zaczęła się na dobre. Zostałam zauważona przez trenerkę z gimnazjum, która zapytała czy byłabym zainteresowana klasą sportową w szkole w której uczy. Był to ten czas, gdy chodziło się do szkoły, która leży w rejonie zamieszkania. Jednak za wstawiennictwem trenerki od września zaczęłam naukę w klasie sportowej, w dalszym ciągu kontynuując trenowanie piłki ręcznej. 5 godzin lekcji wf'u w tygodniu, dwa półtorej godzinne treningi w tygodniu i zajęcia pływania w sobotę zrobiły swoje. Borykałam się w tym czasie z anemią, bo choć miałam pięknie rozwinięte mięśnie i nie wyglądałam jak kostucha, na taki wysiłek musiałam zjadać za mało kalorii - ale jadałam wszystko i w bardzo dużych ilościach. Nie tyłam, problemów z wagą, metabolizmem - nie miałam nigdy. Do czasu. Zostałam zauważona przez trenera trenującego drużynę lekkoatletów. Bardzo chciałam iśc w tym kierunku, trenować z profesjonalistami, w porządnym, renomowanym klubie sportowym. Trenowałam jeszcze więcej. Treningi w szkole mi nie wystarczały, za wszelką cenę chciałam poprawić swój czas w sprincie na sto metrów. W piłkę ręczną grałam dla przyjemności, ciężko mi było zrezygnować z treningów. Szczególnie po sukcesie, które osiągnęłyśmy z dziewczynami - wywalczony srebrny medal w Kępnie. W międzyczasie biegałam biegi przełajowe, skakałam w dal, grałam w koszykówkę i unihokeja. Jeździłam na każde zawody sportowe. Jedyną dyscypliną sportową, która mnie nie pociągała była siatkówka. Z czasem zaczęłam odczuwać lekki ból w stanie kolanowym, który lekceważyłam.  Byłam zdeterminowana, miałam cel, do którego dążyłam. Sport stał się moją pasją, moim odpoczynkiem, moją mantrą, moim życiem. Jednak marzenia zostały przerwane w brutalny sposób. W ostatniej klasie gimnazjum na turnieju piłki ręcznej doznałam bardzo bolesnej kontuzji. Początkowo podejrzewano,że to skręcenie stawu kolanowego, założono mi gips, jednak okazało się, że ból nie ustąpił, kolano jest w dalszym ciągu niestabilne, nie mogłam chodzić. Już wtedy wiedziałam,że coś jest nie tak. Wysłano mnie do stolicy, gdzie postawiono diagnozę : zerwanie więzadła krzyżowego przedniego, uszkodzenie łąkotki bocznej.



Prawidłową stabilność kolana zapewniają stabilizatory czynne, należą do nich mięśnie otaczające staw kolanowy oraz bierne, do których należą więzadła, zwłaszcza więzadło krzyżowe przednie.Jest ono położone wewnątrzstawowo i odgrywa istotną rolę w zapewnieniu stabilności stawu. Jednocześnie jest więzadłem, które najczęściej ulega uszkodzeniom.
Jest to kontuzja z którą często muszą borykać się sportowcy. Ja miałam robioną rekonstrukcję więzadła metodą artroskopową.

Operacja, długa rehabilitacja i bariera psychologiczna spowodowały, że przestałam uprawiać jakikolwiek sport. Nie muszę chyba wspominać o rozczarowaniu, rozgoryczeniu, żalu i straconej szansie. Straciłam motywację, straciłam radość. Gdy ktoś mi mówił, że sport to zdrowie pokazywałam mu moją szpetną bliznę na kolanie...



Jednak dziś wiem, że moja przygoda ze sportem się nie zakończyła. Robię to dla siebie, by czuć się szczęśliwa, by mieć wymarzoną figurę i zdrowie.


Dziś jestem motywacją dla samej siebie !


sobota, 7 lipca 2012

Kącik medalowy.

Pisałam w poprzednim poście, że w trakcie porządków znalazłam kolejne źródło motywacji. Faktycznie coś w tym jest. Gdy biegam i mam kryzys wracam pamięcią do czasów, gdy trenowałam i zdobywałam nagrody. Sport był dziedziną w której się realizowałam. Był jak nałóg, nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Mam masę pamiątek z tego okresu - zdjęcia, dyplomy, wycinki z gazet no i oczywiście medale.



Najcenniejsze są złote medale w sprincie na 100 metrów i medale uzyskane w indywidualnym ( brązowy) i grupowym ( złoty) biegu przełajowym. Skakałam także w dal, grałam w koszykówkę, unihokeja, ale głównie biegałam i w tej dyscyplinie odnosiłam największe sukcesy.
Medalem który ma dla największą wartość sentymentalną jest medal wywalczony wraz z drużyną w piłce ręcznej.


Podczas remontu część medali poginęła, część znajduje się w piwnicy. Przypadkowo w komodzie udało mi się znaleźć pozostałości, co mnie bardzo bardzo ucieszyło. Moim marzeniem jest wypracować sobie taką kondycję jak miałam kiedyś. Wierzę, że mi się to uda.


piątek, 22 czerwca 2012

Joga?

Znalazłam dzisiaj wśród książek i chęci do praktykowania Jogi powróciły.



Praktykowałyście kiedyś Jogę ? 

Planuję choć jeden dzień poświęcać na ćwiczenia. Na dobrą sprawę zapomniałam wszystkiego czego się nauczyłam i muszę zacząć od podstaw. Moje ciało na pewno nie jest tak sprawne jak kiedyś...Jakieś rady, sugestie ?

Ale chciałabym kiedyś zrobić tak :)


źródło :facebook.com

czwartek, 7 czerwca 2012

Itty Bitty Bikini workout.

Przeglądając stronę dziewczyn z Tone It Up znalazłam bardzo fajny workout. Fajny - bo można się solidnie zmęczyć i ostro pojechać z tłuszczykiem.

Bikini Body MAX BURN!
  • 20 jumping Jacks
  • 10 burpees
  • 20 lunges
  • 5 minute jog
  • 10 push-ups
  • 10 dips
  • 20 lunges
  • 5 minute jog
  • 20 second plank on hands
  • 20 tummy tucks
  • 5 minute jog
  • 20 bicycle crunches
  • itty bitty routine!!  
  Czym jest itty bitty routine bikini workout ?

 

Poniżej zamieszczam filmik, gdzie wszystko jest ładnie, pięknie pokazane przez dziewczyny :)

ŹRÓDŁO : TONE IT UP ! BLOG.

Wszystko DO itty bitty wydaje mi się być wykonalne, ale jak tak patrzę na ten filmik ... może być ciężko. Myślę, że w dzień wolny od biegania wezmę moją matę do ćwiczeń i pójdę do babci do ogrodu, w domu nie mam za bardzo warunków. Strasznie podoba mi się sceneria ćwiczeń - piękna plaża, słoneczko, blisko morze... Sama przyjemność ! :)

A po treningu ...

Piękna motywacja

wtorek, 29 maja 2012

Kosmetykowe must have.

W związku z tym, że pogoda się popsuła - strasznie wieje, przelotnie pada i na horyzoncie pojawiły się chmury burzowe postanowiłam odpuścić z dzisiejszym treningiem biegowym. Skupiłam się na pracy magisterskiej, koniec jest już coraz bliżej. Ponadto zrobiłam sobie małą listę must have kosmetyczną na najbliższe dni.

Trzy produkty z LUSH'a już zostały przeze mnie zamówione i z ogromną ciekawością czekam na kuriera.
Są to moje pierwsze zakupy w LUSH'u i mam przeczucie, że nie ostatnie. 
Aqualinkę zakupię przy kolejnym pobycie w domu - mam ostatnią dziwną fazę na białą czekoladę.
Limonowy żel pod prysznic firmy Original Source obłędnie pachnie, mam dobre wspomnienie dotyczące poprzedniego płynu do kąpieli tej linii.
Maska czekolada na twarz i dekolt ze Starej Mydlarni już została przeze mnie zakupiona, niebawem ją wypróbuję.
Jedynie masło shea i kokosowy krem do ciała z TBS muszę zamówić przez internet.





poniedziałek, 21 maja 2012

Gotowany łosoś i powrót do biegania.

Jestem wykończona. Znów wróciłam do biegania, jednak do nie tak intensywnego jak poprzednim razem. Kondycja moja trochę podupadła przez ten miesiąc błogiego leżenia i nic nierobienia. Treningi biegowe zaczęłam już wczoraj, dzisiaj także się zmotywowałam. Kostka już mnie dokucza, smaruję ją maścią i jakoś daje radę.


Poniżej fajne zestawienie, piętnastu powodów, dla których warto biegać :) Bardzo dobry motywator, może zacznę powtarzać sobie trzy razy dziennie, albo gdy leń zacznie przejmować nade mną kontrolą.



Dzisiaj zdążyłam zrobić zdjęcie obiadu zanim zaczęłam jeść :)



Kawałek łososia gotowane w wodzie, z białym pieprzem, przyprawą włoską i szczypiorkiem. Do tego gotowana mini marchewka i kawałek cytryny.

Jutro po raz pierwszy w życiu będę robić Ratatuj - co prawda nie samodzielnie, od podstaw, ale od czegoś zacząć trzeba :)
Strasznie ubolewam nad tym, że nigdzie nie mogę dostać szparagów. Na weekend wracam do mojego rodzinnego miasta, mam nadzieję, że tam będą one dostępne. Przeglądam masę przepisów ze szparagami - w końcu mamy sezon (!) i aż nie mogę uwierzyć, że nigdzie ich nie ma. Wcześniej miałam takie problemy z cukinią, teraz na szczęście jest ogólnodostępna.

Dzisiaj :
Ś : jogurt naturalny, musli, chipsy bananowe
O: obrazek
P: spaghetti z makaronem świderki, pełnoziarnisty ( kolejność powinna być zdecydowanie odwrotna, jednakże był to posiłek przedtreningowy, więc jest ok)
K: twarożek domowy, kilka rzodkiewek, szczypiorek


czwartek, 26 kwietnia 2012

Wyzwanie ! Aktywna majówka.

Wklejam swój plan, który przygotowałam w ramach wyzwania : aktywna majówka. Myślę, że to świetna inicjatywa, które dodatkowo zmobilizuje nas wszystkim w walce o piękne i zdrowe ciało.



















Mam nadzieję, że jest cokolwiek widać na tym obrazku. Zrobiłam Prt Sc z One Note.  Na dole dwa zdjęcia - jako dodatkowe motywacje i oczywiście hasło przewodnie bloga : STOP WISHING, START DOING ! :)
Gdzieś może nadprogramowo dorzucę rower lub basen. Jednak tabela wyżej to plan minimum.
Startuję w sobotę.
Życzę sobie i Wam, żeby nam się udało wytrwać w majówkowych postanowieniach :)



Small changes.

Pamiętam dzień, gdy obiecałam sobie, że dopóki nie schudnę nie kupię sobie żadnego nowego ciucha.
Z przykrością muszę się przyznać, że postanowienia nie dotrzymałam :) Ale zrobiłam pewien myk motywacyjny - jedną sukienkę kupiłam o rozmiar mniejszą, druga ma odkryte plecy - więc fałdek trzeba się koniecznie pozbyć :)

źródlo : stradivarius
 
zdjęcie pochodzi z lookbook'a


Nadal walczę z zakwasami, poszłam dzisiaj na długi, spokojny spacer i czuję się lepiej. Myślę, że już jutro będę mogła wrócić na spokojnie do biegania i zakwasy już się więcej nie pojawią.

Na jednym z blogów motywacyjnych znalazłam taką tabelkę.


Dzisiaj jest drugi dzień jak nie używam windy ( rzeczywiście, jest się czym chwalić ;) , a dzisiaj nawet truchtem wbiegłam na piąte piętro.
 Jeśli chodzi o majonez, to wyeliminowałam go z mojej diety. Zdarza mi się zjeść małą łyżeczkę majonezu light do jajek na twardo.
Mleka używam tylko do kawy.
Sprzątać sprzątam, ale prawda jest taka, że bardzo dużo czasu spędzam w towarzystwie komputera.
Piję rzadko, ale jeśli już to dużo.
Nie mam własnego samochodu, więc chodzę, chodzę, chodzę. Gdy jest kiepska pogoda, wtedy korzystam z autobusów.
Od niedzieli nie jem słodyczy.
Mleko do kawy piję 2 %.
Lody jem bardzo rzadko, jeśli już to 'mrożoną truskawkę'
Jeśli chodzi o płyny, to piję najczęściej wodę niegazowaną, colę zero - chociaż ją też muszę wykopać z diety. Pijam za rzadko i mam tego świadomość.

Mogłoby się wydawać, że są to takie " duperelki ", ale myślę, że jeśli faktycznie się je wyeliminuje, to będzie to tylko z korzyścią dla nas. Jeśli chodzi o te utraty kilogramów, to niespecjalnie mnie to przekonuje :)


Jutro wracam do domu, strasznie się cieszę. Planujemy ze znajomymi zrobić ognisko, więc majówkę spędzę aktywnie.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Trening z Ewą Chodakowską

Jestem po pierwszym, pełnym treningu z Ewą. Więcej o płycie i treningu pisałam tutaj.
Jak się czuję ? Doskonale ! Jeśli pominę zakwasy w nogach, pośladkach i ramionach oraz mój pokraczny chód - to faktycznie czuję się świetnie. Trening ukończyłam cała mokra z wypiekami ale i uśmiechem na twarzy. Dawno się tak nie skatowałam fizycznie.
Z kilkoma ćwiczeniami mam jednak spory problem i musiałam je pominąć.
Nie jestem w stanie tak podnieść nogi, jeśli podnoszę ją do połowy wysokości to jest dobrze.

źródło :  ewachodakowska.pl

Problemy sprawiają mi także problemy na brzuchu, które wymagają oderwania ud od podłoża. Bez względu na to czy napinam mocno brzuch czy też nie, czuję ogromne napięcie w okolicy krzyżowej.Zastanawiam się nad włączeniem kamerki w trakcie ćwiczeń, abym mogła na spokojnie zobaczyć czy ćwiczenia wykonuję w prawidłowy sposób. Jeszcze jeden problem który miałam, to utrzymanie równowagi , chwiałam się na różne strony :)

Czy te ćwiczenia też sprawiają Wam problem ? Jak sobie z nim radzicie ? Jakieś cenne porady, wskazówki?

Trening z Ewą będę na razie robić 4 razy w tygodniu ( wtorek, środa, czwartek, sobota).
A dzisiaj zmobilizowałam się do biegania, ciekawa jestem ile czasu i jakim tempem dam radę biec. Wezmę ze sobą Nanusia, żeby mógł prawidłowo odnotować dystans i czas, bo na te jego wyliczenia spalonych kalorii przestałam zwracać uwagę.


Motywacja na dzisiaj : 



 PS. Dokonałam dzisiaj pomiarów i miałam lekką depresję sytuacyjną :)