Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 listopada 2014

The Body Shop, Hemp Hand Protector - perfekcyjne nawilżanie.

Cudownie być w domu! Cudownie popijać gorące kakao, nie przejmując się złem panującym za oknem. Nawet w sumie fajnie, że tak pada, czasami taka mroczna aura pozytywnie wpływa na moją kreatywność. A jeszcze cudowniej pachnieć marihuaną, no prawie.


Hemp Hand Protector to propozycja od The Body Shop, którą od dawna chciałam wypróbować. Od znajomych słyszałam same pozytywne opinie, ale w związku z tym, że zazwyczaj kosmetyki kupuję, a później one robią za ozdobę szafek, półek i stolików, troszkę czasu minęło zanim go pierwszy raz użyłam. Jeśli można pokochać jakiś kosmetyk od pierwszego użycia, to ten krem niewątpliwie takim jest.

Po pierwsze: skład!

Składniki (wg INCI): Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Myristate, Cannabis Sativa Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Dimethicone, C12-15 Alkyl Benzoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cera Alba, Panthenol, Methyl Soyate, Phenoxyethanol, Parfum, Sodium Benzoate, Allantoin, Citric Acid, Potassium Sorbate,Xanthan Gum, Hydrogenated Castor Oil, Retinyl Palmitate, Copernicia Cerifera Cera, Disodium EDTA,Tocopherol, Talc, CI 77288, CI 77492, CI 77491, CI 77499.

Po drugie: działanie!

Krem przeznaczony jest dla osób ze skórą suchą, zniszczoną, potrzebującą regeneracji i silnego nawilżenia. Spełnia swoje zadanie w 100%. Skóra po użyciu jest miękka, gładka, nawilżona. Niewątpliwie będzie to mój krem numer jeden w okresie zimowym, gdy dłonie będą potrzebować intensywnej pielęgnacji. Kolejnym plusem jest konsystencja oraz szybkie wchłanianie.




Kolor lekko zielonkawy, zapach przypomina mi trawę z domieszką ziół. Na pewno nie jest to zapach marihuany, ale jest w nim coś ciekawego.  Przypomina mi troszkę zapach Karma- Komba - szamponu w kostce od Lusha, choć nie jest aż tak intensywny. Idealny na okres jesienno-zimowy, latem preferuję raczej zapachy lżejsze - owocowe, kwiatowe, energetyzujące, orzeźwiające. Dodatkowo produkt jest wydajny - wystarczy niewielka ilość na pokrycie powierzchni całych dłoni. 

Po trzecie: opakowanie!

Jestem wielką fanką kremów w metalowych tubkach. Są poręczne, nie narzekam na uciekający korek - bo mi korek zawsze ucieka - bez względu na opakowanie produktu. Ten póki co nie jest mocno złośliwy i jeszcze nie zniknął na dobre.

Jak dla mnie same zalety:

- długotrwały efekt
- extra nawilżanie
- wydajność
- szybkie wchłanianie
- gęsta konsystencja
- od pierwszego użycia skóra miękka, elastyczna
- fajny zapach
- poręczna tubka

Cena: 25 zł 30 ml 

Poleeeeeeeeeeecam!

Robi się późno, więc kończę wieczorne rozpieszczanie podniebienia i czytanie książki, o której niebawem Wam opowiem, bo jest przefantastyczna. 




 





















Dobranoc. 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Suchy Olejek NUXE Huile Prodigieuse.

W okresie jesienno-zimowym dużą uwagę przywiązuję do pielęgnacji mojego ciała. Lubię kremy, masła do ciała, balsamy intensywnie nawilżające. Ale olejki są moim numerem jeden - zwłaszcza jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, łokci, kolan i włosów.
Obecnie stosuję olejek zamknięty w małej, zgrabnej, szklanej buteleczce firmy NUXE.

SKUTECZNOŚĆ DZIĘKI NATURZE

Ten suchy olejek o zawartości 98,1% składników pochodzenia naturalnego to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E – tak skomponowana formuła odżywia, odnawia wygładza skórę twarzy i ciała oraz włosy. Wystarczy jeden gest!
 

DOBRODZIEJSTWO DLA MOJEJ SKÓRY

Skóra twarzy i ciała staje się gładka i jedwabista.
Włosy nabierają elastyczności, miękkości i połysku.
 

NAJWAŻNIEJSZE AKTYWNE SKŁADNIKI

Nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych (z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia) oraz witaminę E: ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy.
Nie zawiera konserwantów, olejów mineralnych ani silikonów.




Uwielbiam go. Ma przyjemny, oryginalny , elegancki zapach. Doskonale odżywia i nawilża skórę, wygładza ją i dodaje blasku.  Niemalże natychmiast się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nakładam go na włosy, twarz i suchą skórę łocki i kolan - zimą, latem traktuję nim całe ciało. Jedyna wada - to brak dozownika w tej wersji olejku (30 ml). Większe objętościową produkty zawierają pompkę, dzięki której możecie wydobyć taką ilość jaką chcecie. Ja często biorę go za dużo, przez co jest mniej wydajny. 

Polecam, polecam, polecam :)

czwartek, 14 listopada 2013

Błoto z Morza Martwego - walka o piękną cerę.

W okresie jesienno-zimowym zawsze narzekam na kondycję mojej skóry i twarzy. Jest nie tylko przesuszona, ale też bardo delikatna, wrażliwa, widać przebarwienia, plamki. Zaczęłam tworzyć listę grudniowych, naturalnych kosmetyków, planuję wybrać się również na kurację kwasami. Póki co próbuję ratować się jak mogę w warunkach domowych.

Dzisiaj po treningu i wieczornym spacerze z psem postanowiłam wypróbować nowy nabytek - Błoto z Morza Martwego.



Korzyści ze stosowania Błota z Morza Martwego są bardzo liczne. Błoto z Morza Martwego jest mieszanką pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego, jak takze składników organicznych, występujących wzdłuż linii brzegowej. Połączenie obu tych elementów -  pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego oraz substancji organicznych - powoduje powstanie niepowtarzalnego środka terapeutyczno-kosmetycznego. 

- oczyszcza skórę
- zwęża pory
- złuszcza martwy naskórek
- stymuluje regeneracje skóry
- odżywia
- pielęgnuje
- niweluje podrażnienia i zaczerwienienia

Błoto mineralne z Morza Martwego leczy rany, ożywia cebulki włosów oraz eliminuje łojotokowe zapalenie skóry i łupież. Nakładanie błota pomaga wyprostować zmarszczki oraz opóźnia proces starzenia skóry. 
Stwierdzono również leczniczy wpływ błota na migrenę oraz bóle głowy. Nakładanie 
błota na stawy oraz kręgosłup wywiera leczniczy wpływ na przeróżne choroby: artretyzm, zapalenie kości i chrząstki, zapalenie szpiku kostnego, zapalenie nerwu, reumatyzm, psychologiczny stres, zmęczenie oraz bezsenność. źródło





 I tak przygotowaną papkę nakładamy na twarz. Różne źródła podają różny czas trzymania preparatu na skórze. Jedno ze źródeł podaje 0d 2-3 minut, drugie natomiast mówi nawet do 15.

Ja po nałożeniu papki na twarz od razu poczułam swędzenie i pieczenie - podobnie jak w przypadku nakładania maści czy płynów dermatologicznych. Początkowo się zaniepokoiłam, ale doczytałam, że jest to normalna reakcja skóry. Natomiast jeśli dodatkowo zaobserwujecie obrzęk - niezwłocznie zmyjcie błoto z twarzy. 
Jeśli chodzi o zapach to jest on nijaki - ja czuję moją piwnicę :D. Zapach ten przypomina mi również strych z butwiejącym krewnem, albo muł rzeczny - ale jest to bardzo delikatny zapach, niemalże niewyczuwalny. Niektórzy producenci dodają do błota olejki eteryczne czy inne substancje chemiczne poprawiające zapach - jednak może to niekorzystnie wpływać na skórę.


Faktycznie! Skóra jest przyjemnie miękka, delikatna, nie błyszczy się, wydaje się być dobrze oczyszczona. W trakcie zmywania błota zrobiłam dodatkowo lekki peeling. Niestety skóra jest również zaczerwieniona w miejscach gdzie były niedoskonałości - zdrapana krostka, niezagojona ranka - mam nadzieję, że do jutra czerwone plamki znikną.

Znacie ten produkt? 


środa, 18 września 2013

Płyn micelarny Tołpa - recenzja.

W chwili gdy przedłużyłam sobie rzęsy, musiałam zdecydować się na płyn miceralny. Pierwszy raz stanęłam przed wyborem micerala i padło na Tołpę.


Usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Jest delikatny i ma fizjologiczne pH, dzięki czemu można go używać również do demakijażu oczu. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia uczucie komfortu (szczególnie po zabiegach dermatologii estetycznej, nadmiernej ekspozycji słonecznej). Jest przeznaczony do stosowania bez użycia wody.

Nie mam porównania, ale muszę przyznać, że miceral spełnia swoje funkcje. Dobrze zmywa maikjaż oczu - przykładam wacik z płynem do dolnych rzęs, trzymam przez krótką chwilę, nie muszę mocno pocierać oka. Dobrze radzi sobie również w demikjażu całej twarzy. Nie wysusza skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, łagodzi podrażnienia, zapach jest przyjemny choć intensywny. Ma bardzo poręczną butelkę, przez otworem wylewa się tyle płynu ile chcemy.

Zdecydowanie polecam :)

środa, 26 czerwca 2013

Moja pielęgnacja twarzy latem#1

Nadmiar stresu w moim życiu, nie do końca czyste jedzenie i stagnacja pod względem fizycznym bardzo szybko wpłynęły na kondycję mojej skóry. I chociaż latem twarz wygląda o wiele lepiej, to niezbędna jest jej specjalna pielęgnacja.
Od pół roku jestem pod opieką dermatologa i razem z panią doktor walczymy z moimi problemami skórnymi. Na pierwszą wizytę przyszłam mocno wysypana, z podskórnymi grudkami, zapchanymi porami, podrapanymi krostami, przesuszoną skórą i masą przebarwień. Pierwszym krokiem było wyleczenie ran, które sama sobie zafundowałam, później zaczęłam używać szereg maści, żeli, kremów kosmetyków z konkretnymi stężeniami. Potrzech miesiącach moja skóra wyglądała na prawdę bardzo dobrze. Widoczne były jedynie drobne zaczerwienienia, pojedyncze krostki i przebarwienia. Dzisiaj miałam trzecią wizytę. Skóra jest w końcu czysta i dobrze nawilżona, jednak zdarzają się podskórne grudki - zwłaszcza po prawej stronie brody - na jednym z blogów kosmetycznych przeczytałam, że może być to problem hormonalny. Jestem obecnie kilka dni przed miesiączką, całościową nie wyglądam za specjalnie, więc to może to? Jednak moim problemem wciąż są przebarwienia. Dostałam kolejny lek, mam nadzieję, że ten pomoże.


Jeśli chodzi o moją pielęgnację w chwili obecnej, to stosuję krem nawilżający Puritin z Iwostin - rano i co drugi dzień wieczorem. Na przebarwienia gdy nie ma słońca stosuję serum na przebarwienia, do którego dodaję kwasu hialuronowego z Beautyever. Dwa widoczne na zdjęciu kremy nawilżające już są prawie wyzerowane. Do przemywania twarzy, jako toniku używam hydrolatu różanego, pod oczy łagodzący krem nagietkowy od Sylveco.


Do zmywania makijażu stosuję oczyszczającą piankę z La Rosay, mleczka z Yves Rocher i dwufazowego płynu do demakijażu oczu od Nivei.

W chwili obecnej odstawiam Aknemycin, będę stosować Atrederm oraz Skinoren.




















No i oczywiście filtry ochronne - ale o tym w kolejnym poście.
Do pełnej pielęgnacji potrzebuję jeszcze dobrego żelu oczyszczającego - Lushowy Angels on Bare Skin mi się skończył, zastanawiam się nad czymś nowym, być może sięgnę również po dermokosmetyki.
Skóra w trakcie takiej kuracji jest mocno przesuszona i potrzebuje dużego nawilżenia. Koleżanka namawia mnie na olej tamanu - podobno doskonale nawilża i jest dobry w walce z wszelakimi problemami skórnymi.

Jeśli macie jakieś sprawdzone kosmetyki - zwłaszcza nawilżające, również półprodukty, czy też takie, które zwalczają przebarwienia - piszcie.

W kolejnej częściach pokażę Wam moją letnią kolorówkę :)

niedziela, 3 lutego 2013

Ciasteczka z czekoladą - powinni tego zabronić :) Scrub od Fennel

Jakiś czas temu pisałam o przesyłce jaką otrzymałam od firmy Fennel.
Wewnątrz paczki znajdował się peeling i masło do ciała. Kosmetyki testuję już bardzo długo, więc przyszedł czas na ich premierę.


Dzisiaj napiszę o smakowitym scrubie do ciała. Niejednokrotnie miałam ochotę go pożreć ;)

Zdaniem producenta Chocolate Chip Cookie Body Scrub to  energizujący peeling o zapachu Ciasteczek z Czekoladą, który obudzi zmysły i oczyści skórę z naturalnymi drobinkami, które usuwają martwy naskórek, oczyszczają, wygładzają, pobudzą mikrokrążenie i nadają skórze zdrowy wygląd. Posiada apetyczny czekoladowy zapach. Dzięki peelingowi skóra będzie lepiej wchłaniać substancje aktywne zawarte w kremach i balsamach. Pojemność: 300 g


Muszę przyznać, że jest to póki co mój ulubiony peeling do ciała :) Nie jest on może mega wielkim ścierakiem, ale dla mnie zupełnie wystarczającym. Czuję, że ściera naskórek. Drobinki są średniej wielkości, konsystencja kosmetyku jest bardzo fajna, zwarta, lekko tłustawa - przez substancję na wierzchu, która jednocześnie nawilża skórę.


Peeling jest bardzo wydajny. Ilość zaprezentowana na zdjęciu powyżej wystarcza mi na brzuch, uda i pośladki. Doskonale się rozprowadza.


Skóra po zmyciu wodą jest IDEALNA. Mięciutka, wygładzona no i niesamowicie pachnąca. Bo zapach to jeden z głównych atutów kosmetyku. Pachnie nieziemsko - jeśli lubicie ciasteczka z czekoladą to wiecie o czym  mówię ;) Zapach jest słodki, ale nie mdlący. Bardzo długo utrzymuje się na skórze. 

Plusy
- obłędny zapach
- długotrwały zapach na ciele
- świetna konsystencja
- wydajny
- dobrze się rozprowadza
- bardzo dobrze zdziera, ale nie rani i nie szkodzi skórze
- skóra gładka, miękka 
- ładne opakowanie
Minusy
- brak

Zachęcam do zajrzenia na stronę internetową - klik. Znajdziecie tam pozostałe kosmetyki firmy, katalog produktów i informacje dotyczące zakupu.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam różniaste czekoladowe, karmelowe, kokosowe i waniliowe kosmetyki - zwłaszcza zimą. Latem stawiam na te rześkie, egzotyczne i owocowe :)
 

piątek, 4 stycznia 2013

Orientana podejście drugie. Maska z jedwabnej tkaniny nasączona biopeptydami, granatem i zieloną herbatą.

Z firmą Orientana miałam już przyjemność współpracować. Pierwszy kosmetyk, który otrzymałam okazał się rewelacją i bez wahania mogę powiedzieć, że Orientana to moje odkrycie roku 2012. Więcej o maśle shea i olejkach możecie przeczytać tutaj - klik,klik.
Produkt, który chcę Wam dzisiaj przedstawić otrzymałam od firmy w ramach współpracy ogłoszonej na facebooku. Byłam bardzo ciekawa innych kosmetyków Orientany. Maskę nałożyłam po wieczornej kąpieli, odprężona, zasiadłam z książką i odpoczywałam...

Do testowania otrzymałam maseczkę nasączoną biopeptydami, granatem i zieloną herbatą - o działaniu ujędrniającym, detoksykującym, rozświetlającym i mocno nawilżającym - w sam raz dla mnie aby poprawić kondycję skóry w tym trudnym okresie. 





Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia. Dzięki biopeptydom daje natychmiastowy efekt.Aktywne składniki maski to biopeptydy roślinne, ekstrakt z owocu granatu, 
ekstrakt z zielonej herbaty, alantoina pozyskiwana z żywokostu lekarskiego,  ekstrakt z korzenia lukrecji, kolagen, kwas hialuronowy. 

Zawartość opakowania




Maska składa się z dwóch części: jedwabnej i foliowej. Na oczyszczoną twarz  nakładamy maskę jedwabną do twarzy, białą stroną do góry.Maskę pozostawiamy  na 25-30 minut - do całkowitego wchłonięcia płynu w skórę twarzy. 


Rzeczywiście działanie maski jest natychmiastowe! Skóra jest gładka, miękka, przyjemna w dotyku, rozświetlona, nawilżona i wygląda na prawdę dobrze. Po 25 minutach przeźroczysta maska zaczęła robić się biała - skutek wysychania jedwabiu i wchłaniania płynu przez skórę.
Zapach maseczki jest delikatny, lekko wyczuwalny.
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i zachęcam Was do przetestowania. Do wyboru mamy:

* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, algami filipińskimi i aloesem
* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, miłorząbem japońskim i aloesem
* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, granatem i zieloną herbatą

Cena jednego płatka : 15 zł. Troszkę dużo, zważywszy na fakt, że maskę powinno się nakładać na twarz minimalnie dwa razy w tygodniu. Nie mniej jednak uważam, że warto spróbować. 

Moja ocena 5/5

Kolejnym produktem Orientany na jaki się skuszę będzie balsam w kostce ;) A Wy znacie już kosmetyki tej firmy?

środa, 21 listopada 2012

Powrót do domu i przesyłka od Fennel.

Bieganie po przerwie nie jest łatwe - tak jak myślałam. Dlatego dzisiaj nie poszalałam, tylko 3 kilometrowy bieg w średnim tempie. Nie mogę za bardzo przeanalizować treningu, bo nie doładowałam telefonu i nie uruchomiło mi się endomondo. Ale na jutrzejszy bieg je przygotuję - dużo lepiej mi się biega z aplikacją. Co prawda biegłam stałą trasą, którą dobrze znam, więc wiem mniej więcej jaki dystans pokonałam, jednak to nie to samo.A jutro mama idzie maszerować a ja biegać, śmiesznie będzie.
Zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Tak jak w ciągu dnia lepiej mi się biega bez muzyki, tak też wieczorem mi jej brakuje. Niestety mój ipod przepadł, nikt oczywiście w domu nic nie wie - ale czemu mnie to nie dziwi. Zadanie na jutrzejszy dzień - przetrzepać pokój.

Dzisiaj wróciłam do domu i czekało na mnie kilka niespodzianek.
Kilka miesięcy temu wymieniałam maile z firmą Fennel. Dzisiaj na stoliku czekała na mnie przesyłka a w niej dwa produkty tej firmy.
Kosmetyki FENNEL to kosmetyki z Tajlandii dostępne na Polskim rynku.


Do testów otrzymałam masło do ciała Plumeria. Kwiatu plumerii nie znałam, ale zapach i kolor są zaskakujące.  Intensywny, egzotyczny zapach plumerii zaliczany jest ponoć do afrodyzjaków. Korzystnie wpływa na samopoczucie i łagodzenie stanów emocjonalnych.
Drugim produktem jest Peeling cukrowy Ciasteczka z Czekoladą. Też się nie mogłam powstrzymać i otworzyłam. Zapach jest obłędny. Nie mogę doczekać się pierwszego użycia.


Recenzje kosmetyków - wkrótce.

Czekały na mnie również pingwiny. Jak się na nie spojrzałam, to stwierdziłam, że coś im dolega :D Są jakieś takie totalnie wykręcone.


I renifery. Do reniferów nie mam żadnych zastrzeżeń :)


Dobrze być w domu. Nie na długo, bo w piątek znów wracam do Olsztyna. Ale od grudnia znów home. Sweet home?

niedziela, 23 września 2012

Masło shea i olejki do ciała - Orientana.


Dzisiaj mam się już troszkę lepiej. Przeziębienie nadal mi dokucza, ale nie tak bardzo jak wczoraj. Rafał dzisiaj przyniósł mi olbrzymi korzeń imbiru i słoik miodu lipowego :D
A jeśli już o imbirze mowa, chcę się dzisiaj z Wami podzielić moimi wrażeniami po stosowaniu masła shea i olejki do ciała z Orientany a którym kilka słów pisałam tutaj.

Do wyboru macie dwa masełka: jaśmin i zielona herbata oraz imbir i paczula.


Masełko zamknięte jest w poręcznym, plastikowym pudełeczku z zakrętką. Ale to co cudowne kryje się pod zakrętką...


Pierwsze co mnie zachwyciło: zapach i konsystencja. Ostry, intensywny zapach imbiru i świeżość paczuli działają pobudzająco na moje zmysły. Zapach nie jest nachalny i duszący, aczkolwiek dla osób lubiących wyraziste kompozycje zapachowe.


Konsystencja jest GENIALNA. Niby stała, ale płynna :) Malutkie kuleczki widoczne na zdjęciu to masełko shea (karite) które dopełnia olejek imbirowy i paczulowy - ale skład jest o wiele bogatszy i ciekawszy! Wszystkie składniki są tłoczone na zimno i nierafinowane przez co zachowały swoją pełną naturalną wartość.
Bez problemu wydobywa się pożądaną ilość masełka. Świetnie się rozprowadza, masełko rozpuszcza się pod wpływem temperatury ciała. Doskonale natłuszcza i nawilża. Szybko się wchłania a zapach utrzymuję się na skórze przez długi czas. Skóra jest miękka, błyszcząca i przyjemna w dotyku.


Ze względu na jego właściwości antycellulitowe używam go głównie na nogi, ramiona i brzuch. Gdy zakładam później długie spodnie od pidżamy albo legginsy czuję przyjemne ciepełko. Jeśli chodzi o jego zwalczenie cellulitu - za krótko go stosuję by wypowiedzieć się na ten temat. Jednak zauważyłam, że skóra jest napięta i wygładzona.

Zachęcam Was także do zapoznania się z dobrodziejstwami jakie niosą ze sobą składniki zawarte w produkcie.

Maso Shea (Karite) – bogate w kwasy tłuszczowe oraz witaminy A, E i F - regeneruje i odnawia zniszczony naskórek. Wygładza i zmiękcza skórę, stymuluje aktywność komórek do odmładzania. Łagodzi podrażnienia, przyspiesza procesy gojenia, niweluje reakcje alergiczne.
Masło kakaowe – bogate w naturalne autoutleniacze neutralizujące działanie szkodliwych wolnych rodników, witaminy, minerały takie jak magnez, wapno, potas.  Wspaniale nawilża i chroni skórę. 
Masło mango – doskonale nawilża, zmiękcza, uelastycznia, łagodzi podrażnienia  i goi skórę.

Masło kokum – doskonale zmiękcza i uelastycznia skórę. Stosowane do pielęgnacji skóry suchej, zrogowaciałej i szorstkiej - doskonale zapobiega wysuszeniu i wiotczeniu, a także pomaga w regeneracji. Bardzo dobrze się wchłania, nie zatyka porów.
Olej migdałowy - wpływa na jędrność i elastyczność skóry i opóźnia proces starzenia.
Olej z kiełków pszenicy - bogaty w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy, składniki mineralne, lecytyny, enzymy, fitosterole, karoteny. 
Olejek imbirowy – dzięki właściwościom rozgrzewającym i pobudzającym krążenie pomaga zwalczać celulit, ujędrnia i modeluje sylwetkę. Działa przeciwbakteryjnie, przeciwłojotokowo i przeciwzapalnie.
Olejek paczulowy –  zalecany jest dla skóry dojrzałej, wspomaga jej regenerację, pozytywnie wpływa na skórę popękaną, zmiękcza ją i pomaga usuwać zaczerwienienia. Zwalcza takie problemy skórne jak m.in.trądzik. Działa jako antydepresant.

Za co lubię masło shea i olejki do ciała?
- piękny, intensywny zapach długo utrzymujący się na skórze
- świetna konsystencja
- ładne, zgrabne opakowanie
- kosmetyk naturalny
- bogaty, fenomenalny skład
- doskonale nawilża i natłuszcza
- szybko się wchłania
- wygładza, ujędrnia skórę
- rozgrzewa
 - nie testowany na zwierzętach
- działanie antycellulitowe

Na prawdę polecam Wam ten produkt, gwarantuję, że będziecie z niego bardzo zadowolone.
Więcej o masełku możecie przeczytać na stronie producenta.




poniedziałek, 10 września 2012

Moja pielęgnacja twarzy - plan na wrzesień i październik.

Choć jeszcze nie do końca skompletowałam wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne, postanowiłam dzisiaj dodać post o mojej pielęgnacji twarzy na wrzesień i październik. Gdy pojawi się jakiś nowy produkt zostaniecie o tym poinformowane przy okazji wpisów o naturalnej pielęgnacji.

W ramach przypomnienia

  • Mam cerę suchą
  • W związku z tym, że cera jest sucha jest też mało elastyczna, mało wilgotna i mało jędrna,
  • Dużo przebarwień i plamek posłonecznych,
  • Bardzo mało zanieczyszczeń (!!!) zwężone, czyste pory,
  • Troszkę popękanych naczynek
  • Trądzik ostatecznie zwalczony
  • Worki i sińce pod oczami

Wiedząc już czego potrzebuje moja skóra, postanowiłam opracować wstępny plan pielęgnacji.
 
Celem planu pielęgnacyjnego jest  nawilżenie, nawodnienie i sprawienie, by skóra była jędrna i elastyczna.
Drugim ważnym celem jest wyeliminowanie przebarwień. Oczywiście ważne jest, aby przy tym wszystkim utrzymać ją w czystości. 
 
Pielęgnacja twarzy - wrzesień/październik
 
Rano
- czyścik Lush'a - Angels on Bare Skin- tutaj możecie o nim przeczytać, 
- hydrolat z róży stulistnej z Mazideł
- kremy nawilżające/matujące 
- krem z filtrem Vichy 50+

Wieczorem
- demakijaż (mleczko, płyn dwufazowy),
- peeling 
- hydrolat z różny stulistnej
- krem pod oczy - Sylveco
- krem nawilżajacy - brzozowy klik
- serum Iwostin na przebarwienia

Dodatkowo!
Trzy razy w tygodniu maski na twarz - czekoladowa, algowa, z granatem, z awokado, głęboko nawilżająca maska z Yves Rocher.
Raz w tygodniu maska na twarz z glinką, algami, arbutyną i witaminami
Raz w tygodniu Dark Angles klik
 
UWAGI
Mleczko do demakijażu chcę zastąpić płynem miceralnym. Ciągle też myślę o OCM - jednak chyba wciąż mam za mało wiedzy jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy olejami. Niewykluczone jednak, że w październiku pojawi się mała modyfikacja. Po wykorzystaniu zapasów kremów nawilżających kupuję bazę kremową i tworzę krem dostosowany do własnych potrzeb. Jeśli zauważę, że któryś z produktów nie służy mojej skórze - odstawiam go. Nie wszystkie produkty są naturalne, w przyszłości będę dążyć by sukcesywnie zastępować je jednak naturalnymi kosmetykami. Oczywiście moje przebarwienia zostaną uwiecznione na fotografii. Po 8 tygodniach kuracji zobaczymy jak spisało się serum z Iwostinu.


Jeśli chodzi o kremy nawilżające, nawadniające, to oprócz tych ze zdjęcia powyżej dysponuję próbkami. Vichy i Effaclar Duo - do zadań bardzo specjalnych, Ziajki mam chyba z 50 saszetek, Eucerin i Nivea na zmarszczki. Pozostałe to kremy nawilżające.


Lista zakupów
- kwas hialuronowy
- olej do OCM
- mocznik
- witaminy All in one

Kolejne plany pielęgnacyjne, który muszę opracować to plan pielęgnacji włosów i całego ciała - z body wrappingiem włącznie. 
 
Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa: farbować czy nie farbować?


A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy? Może polecicie jakiś sprawdzony krem nawilżający albo olejek do cery suchej?
A może zainteresował Was jakiś kosmetyk i chcecie go bliżej poznać?

piątek, 7 września 2012

Pierwsza współpraca - Orientana.

Kilka dni temu nawiązałam współpracę z firmą Orientana.
Cieszę się niezmiernie, że będę mieć okazję przetestować produkty tej firmy i podzielić się odczuciami z moimi czytelnikami.



                                                                Dlaczego Orientana?                                                                   

ORIENTANA to 100% naturalne kosmetyki z roślin azjatyckich do pielęgnacji. Składniki pochodzą z czystych ekologicznie rejonów Azji, a ich receptury stworzone zostały przez kosmetologów i farmaceutów w oparciu o tradycyjną medycynę azjatycką. W produkcji wykorzystywane są tylko naturalne ekstrakty roślinne, które są przetwarzane w taki sposób aby nie utracić swoich cennych dla organizmu wartości.
Jest to połączenie ekologicznego stylu życia, zainteresowania Azją i modelu życia zgodnie z naturą. Producenci oczarowani pięknem azjatyckich kobiet zagłębili się w tajniki naturalnego dbania o urodę. Teraz i my możemy korzystać z dobrodziejstw azjatyckiej natury. 

Kosmetyki nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych ( brak parabenów, parafiny, silikonów, sztucznych zapachów, koloryzatorów), nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego i nie są testowane na zwierzętach!Składy poszczególnych kosmetyków zawierają mnóstwo naturalnych ekstraktów, witamin i enzymów, które bardzo korzystnie oddziałują na skórę

ORIENTANA to specjalna konsystencja kosmetyków. Żelowa konsystencja ułatwia wnikanie w skórę  osiem razy efektywniej niż w zwykłych kremach. Dzięki tej konsystencji ułatwiony zostaje proces osmozy -
ponad 90% naturalnych odżywczych składników z łatwością wchłania się w skórę, a jednocześnie skóra uwalnia szkodliwe substancje i oczyszcza się.
Ponadto w ofercie znajdziemy kosmetyki odpowiednie dla każdego rodzaju skóry. 
Wybór kosmetyków jest na prawdę imponujący - w ofercie firmy znajdziecie zarówno balsamy do ust, balsamy do ciała, mydła do ciała na bazie masła shea, masła do ciała, peelingi/scruby, kremy do twarzy, kremy pod oczy.

Ja do przetestowania od Pani Ani do przetestowania otrzymałam masło shea i olejki do ciała. Imbir i Paczula. Dlaczego akurat te masło? Ze względu na olejek imbirowy, który ma właściwości rozgrzewające i pobudzające krążenie przez co pomaga w walce z cellulitem i modeluje sylwetkę.



O podstawowych składnikach i właściwościach przeczytacie w momencie recenzji. Jedyne co mogę na daną chwilę powiedzieć: MASŁO MA OBŁĘDNY ZAPACH I CUDOWNĄ KONSYSTENCJĘ. 

Znacie firmę Orientana? Jeśli nie to zachęcam do odwiedzenia strony internetowej. 

Dostałam dzisiaj jeszcze jedną paczuszkę...ale o tym jutro :)

czwartek, 6 września 2012

Wygrana w konkursie :)

Na początku sierpnia Cellulitka zorganizowała konkurs, który udało mi się wygrać :)
Strasznie się cieszyłam, bo pierwszy raz wygrałam konkurs zorganizowany z blogosferze. Kiedyś, gdy byłam jeszcze dzieckiem, udało mi się wygrać lalkę Barbie w truskawkowej sukience, czy też zestaw śniadaniowy do szkoły ze Scooby Doo. Zestaw był fajny. Z bidonem, z pojemnikiem na kanapki. Niestety, teraz słuch o nim zaginął.
Ucieszyłam się ponownie gdy listonosz zapukał do drzwi. Początkowo w ogóle wypadło mi  z głowy, że niedługo przyjdzie paczuszka z wygraną i zastanawiałam się, kto coś do mnie wysłał. Ale po rozdarciu koperty już wiedziałam :)

UWAGA: zdjęcia są fatalnej jakości - robione telefonem komórkowym.


Nagrodą są trzy zestawy kosmetyków...



próbka perfum, 10 tabletek CelluOff ( już mam 20 :D ), naklejki na paznokcie...


chusteczki z motywem Marilyn Monroe <3 i prezencik w ślicznym pudełeczku...


a w pudełeczku ... piękne, ręcznie robione kolczyki.


Całość


Jeszcze raz bardzo dziękuję!

wtorek, 4 września 2012

Pożegnanie rozmiarów i Yves Rocher

Ten tydzień zaczął się na prawdę szalenie. Wszystko dzieje się tak szybko, zmieniam jedno miejsce na drugie. Spotykam starych znajomych, odnawiam przyjaźnie, jeżdżę na rowerze, próbuję gdzieś w tym wszystkim się nowo odnaleźć. Niedawno wróciłam, a już jutro wyjeżdżam, gdy tylko wrócę jedziemy do mojej kuzynki po zdjęcia z wesela (1900!) - może coś jutro wrzucę ;) Lubię życie na pełnych obrotach, a takie spokojne wieczory jak ten- doceniam i celebruję.
W trakcie pobytu w Warszawie postanowiłam zahaczyć o kilka sklepów odzieżowych. Obiecałam sobie nie kupować nowych ciuchów hurtowo, ewentualnie jakiś drobiazg. Dzisiaj prawie mi się to udało. Z radością stwierdziłam, że definitywnie pożegnałam się z rozmiarem L  ! Huuuura. Pożegnałam się także ze spodniami w rozmiarze 40 ! Huuura :) W przypływie szczęście sięgnęłam po trzy koszulki (dwie w modnym w tym sezonie kolorze czerwonego wina), pasek i kilka bzdetów do włosów. Dzisiaj doszła też paczka z Yves Rocher. Na zdjęciu to, co udało się  mamie i mi kompletować.

1.Yves Rocher, Pureté Clean, Shampooing Purifiant ( Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się) - chcę trochę odpocząć od szaponów LUSH'a. Mamie spodobał się ten szampon więc postanowiłyśmy go wziąć. Wolałam spróbować tych z Green Pharmacy - no ale dam mu szansę.
2. Aksamitne mleczko do demakijażu z wyciągiem z trzech herbat. Już go użyłam - ma fenomenalny zapach. Nie zmywam nim oczu. Będę go używać do czasu aż zamówię micelara do zmywania twarzy.
3. Maseczka przywracająca świeżość i blask
4. Balsam odbudowujący na zniszczone końcówki z odżywczym mleczkiem z owsa.
5. Maseczka przywracająca blask z owocem z granatu z Hiszpanii
6. Tonik głęboko oczyszczający
7. Krem nawilżająco - matujący na dzień

Co na pewno znajdzie się w moim planie pielęgnacji? Krem nawilżająco-matujący, maseczka spod trójki, czasami maseczka spod piątki i przez jakiś czas mleczko do demakijażu. Już mam niemal wszystko, czego będę używać w pielęgnacji, myślę za tydzień będzie już calutki plan :)

Lubicie kosmetyki z Yves Rocher?
Polecacie coś sprawdzonego?

Na pytanie: kiedy przestaniesz się odchudzać? Odpowiadam -  tym zdjęciem :0 


 

niedziela, 2 września 2012

Peeling kawowy - handmade.

 
Prawdopodobnie teraz szykuję się na koncert Dody w jej i moim rodzinnym mieście a blogger publikuje mój wpis- szaleństwo :)

Jakiś czas temu skończyły mi się wszystkie peelingi pod prysznic o działaniu antycellulitowym.
Nie chciałam kupować kolejnego, postanowiłam zrobić go samodzielnie. Czytałam na kilku blogach, że dziewczyny robiły i bardzo sobie chwalą peeling kawowy. Właśnie na taki się zdecydowałam. Ja jednak go zrobiłam trochę inaczej.
Czego użyłam? 

2 łyżki kawy 
Łyżka cynamonu
3 łyżki cukru - ja dałam biały 
Olejek bursztynowy 
Żel kawowy pod prysznic 
                                               Wczoraj dodałam szczyptę witaminy B3 

Wszystkie suche substancje wrzucamy do pustego pojemnika. Następnie dodajemy żel pod prysznic i dokładnie mieszamy. Dodajemy kilka kropel olejku - może być też oliwa z oliwek. Po zrobienie peeling wygląda tak


Obecnie wygląda tak


Delikatnie peelinguje - ale ścieranie jest odczuwalne. Skóra jest gładka, miękka i delikatnie natłuszczona. Do domowego SPA idealny - oczywiście jeśli lubicie taką kompozycję zapachową. Nie
wiem na ile peeling z takich proporcji wystarczy - ja go używam 3 razy w tygodniu.Jestem z niego zadowolona, w przyszłości wypróbuję innych mieszanek :)


A Wy jakich peelingów używacie? Robicie same czy wolicie te sklepowe?