Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lutego 2016

O mojej ciąży po raz pierwszy.

Nawet nie wiadomo kiedy wkroczyliśmy w III trymestr ciąży. Obecnie jest środek 29 tygodnia. Nie pisałam za wiele o tym okresie, ale myślę, że warto coś skrobnąć :) Na samym początku byłam aktywną mamą - marsze, spacery, wyjazd w góry, poranna gimnastyka i wieczorne rozciąganie. Po drodze zaliczyłam 5-dniowy pobyt w szpitalu. Nie mogę narzekać - nie wymiotowałam, jedynie pojawiły się lekkie mdłości. Wszystkie wyniki badań USG i z krwi są prawidłowe. Janek od początku zdrowo rośnie. W 18 tygodniu poczułam pierwsze ruchy, które przypominały lekkie muskanie od środka, takie delikatne bąbelki. Po jakimś czasie okazało się, że szyjka zaczyna się przedwcześnie skracać i musiałam ograniczyć swoją aktywność. Nie tylko z powodu uporczywych skurczy i bólu podbrzusza, ale zaczynałam odczuwać duże zmęczenie. Początkowo myślałam, że to taka atrakcja ciążowa. Jednak 4 tygodnie temu w badaniach wyszła mi lekka niedokrwistość. Suplementuję żelazo i energia powróciła. Na dzień dzisiejszy ograniczamy przejmowanie DHA MAMA PREMIUM - jedna tabletka co drugi dzień. Nie mamy  niedoborów, odżywiam się zdrowo i wszystkie niezbędne substancje odżywcze dostarczam z pożywienia. Maluszek wesoło dokazuje, ruchy są z każdym dniem coraz silniejsze - nie sądziłam, że dostanę takiego strzała, że się zegnę w pół :D Na chwilę obecną synek waży ok 1410 gramów :) Brzuszek jest już całkiem konkretny, bolą plecy, coraz trudniej o wygodną pozycję w trakcie snu, w trakcie szybszego marszu łapie zadyszka i ciężko nabrać powietrza w płuca. Ale się nie skarżę, wiem, że tak być musi i na swój sposób sobie z tym wszystkim radzę. Przytyłam tysiąc kilogramów, ale wagą zupełnie przestałam się przejmować. Ciekawie się będzie działo na blogu po porodzie :) Pamiętacie moją pierwszą metamorfozę ? Na pewno popularne posty, po prawej stronie nie dadzą o niej zapomnieć. Myślę, że tym razem będzie równie spektakularnie :D  Do porodu zostało maksymalnie 11 tygodni - aczkolwiek myślę, że zobaczymy się nieco wcześniej. Coraz częściej gdzieś z tyłu głowy pojawiają się myśli jak to będzie wyglądać. Nie myślę o bólu i się go nie boję. Jestem przygotowana, że nie będzie kolorowo, ale pojawia się taki lęk przed tym co nie do końca znane. Nic nie planuję, nie układam schematów i scenariuszy wydarzeń, bo i tak wszystko potoczy się spontanicznie. Aby być na bieżąco - śledźcie Instagram'a, ale spokojnie nie będzie fotorelacji :P  Spoko - nie będę też opisywać tego, co działo się na porodówce :D

Powoli kompletuję wyprawkę. Dopiero po zrobieniu listy zdałam sobie sprawę z tego, ile jest do kupienia. A my daleko w lesie. Kurier odwiedza nas codziennie, dostarczając nowe gadżety. Gdy już wszystko skompletuję napiszę o tym, co wg mnie jest niezbędne dla mamy i dla maluszka.
Fajnie odnalazłam się w roli pani domu i żony. Wiadomo - dużo się jeszcze uczę - np. tego by pamiętać o podlewaniu kwiatów minimum raz w tygodniu. Czy też nabierania codziennych chęci do posłania wyra. Więc teraz jak na dobrą żonę przystało - idę do garów! A Wam życzę udanego dnia i dobrego samopoczucia mimo paskudnej pogody.


piątek, 10 kwietnia 2015

Moja historia!

Piątek! Wolna sobota! Nareszcie się wyśpię! Huuuura!

Jedna z czytelniczek zostawiła mi komentarz, w którym pytała co dalej z tym odchudzaniem? Kurczę...dobre pytanie ;) Zmusiła mnie do refleksji i krótkiego streszczenia ostatniego roku - od maja do dnia dzisiejszego, 10-go kwietnia.

Dla nowych czytelników, ewentualnie dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć '' z czym '' zaczynałam : klik, klik.

Osiągnęłam wyznaczony cel już dawno temu. Wdrożyłam w swoje życie zasady zdrowego odżywiania, które są oczywiście po to, by je od czasu do czasu złamać. Wielokrotnie powtarzałam, że nie odchudzam się, a raczej modyfikuję, szukam zmian, otwieram się na nowości itd. Wygląd miał być efektem ubocznym niesamowitej zabawy, na drodze do samorozwoju. Nie wiedzieć kiedy wpadłam w cały ten fit szał i mną porządnie zawirowało. Trochę się pogubiłam, skręciłam na rozdrożu, nie tu gdzie trzeba. Zafiksowana na wyglądzie doprowadziłam się....do totalnego wychodzenia, pozbawienia kobiecych kształtów. Ale byłam taka szczuplutka! Taka chudzinka, taki wieszaczek, taka drobniutka...jak patrzę na zdjęcia z maja 2014... gdybym to nie była ja, pomyślałabym, że osoba na zdjęciu jest chora. Jakaś taka bez wyrazu, zapadnięta twarz, zmęczona, przetrenowana... I mimo, że się NIE GŁODZIŁAM wyglądałam jak kostucha. Nie podobałam się sobie, chociaż często w tym okresie słyszałam od koleżanek, że mam świetną figurę. Tylko zgubiłam gdzieś cycki, pupa jakaś taka niby jędrna, ale mała... zresztą co to dużo mówić...



niedziela, 8 marca 2015

W naszym dniu... ;)

Po długiej nieobecności w domu, w końcu mogę spokojnie usiąść i nacieszyć się spokojem i ciszą. Kolejny weekend zaliczony do udanych - w gronie najbliższych przyjaciół, spędzony aktywnie, radośnie i intensywnie ;) Potrzebuję takich krótkich wypadów, mimo podróży czuję się wypoczęta, naładowana pozytywną energią i radością. Przyjaciele zadbali również o to by mój brzuch był naładowany po sam wpust ;) Sprawili, że polubiłam zupę szczawiową -  co wydawało się rzeczą niemożliwą. Teraz już wiem, że nie ma zup których nie lubię, są tylko takie, które były źle zrobione ;P I chociaż czarniny nie zjem nigdy, zrobię kolejne podejście pod krupnik.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

' Przyciągasz to, co masz w sobie '

Czy zastanawiałeś się kiedyś, czy miejsce w którym znajdujesz się dzisiaj, tu i teraz jest miejscem właściwym? Nie chodzi mi o pomieszczenie, a raczej o sytuację życiową. Czy praca którą wykonujesz jest tą wymarzoną? Czy realizujesz się w życiu, w każdej z przybieranych przez Ciebie ról? Jak żyć by być najlepszą wersją siebie, lecz jednocześnie nie pozwolić na to, by poddać się presji bycia idealnym we wszystkim.

Ja nie lubię być perfekcyjna we wszystkim co robię. Niedoskonałość przynosi mi radość. Nauczyłam się mieć dystans do swojej osoby, żartować z siebie, przyznać, że coś schrzaniłam. To przez nasze błędy i nietrafione decyzje wnosimy  dobro w życie innych ludzi, cały ten bajzel ma jakiś sens. Sami wyciągamy najważniejszą lekcję - lekcję życia. Niektórzy z Was dziwią się, że można porażek - tak nazwijmy wszystko to co nie idzie po naszej myśli - nie rozpamiętywać. To nie jest tak, że jest to rzecz prosta i oczywista. Że każda sytuacja jest jednakowa. Nie jest. Niektóre wydarzenia pozostawiają w Nas większy ślad, ból i żal, inne mniejszy. Jedne wracają, inne z biegiem czasu odchodzą w zapomnienie. Sztuką jest znaleźć sposób żeby uwolnić się z błędnego, destrukcyjnego koła obwiniania się. Owszem, nie mamy wpływu na ludzi w okół nas, na sytuacje, przebieg wydarzeń. Ale mamy wpływ na siebie - na swoje emocje, myślenie i zachowanie. Spróbuj zmiany w sobie, a zobaczysz jak wiele zmieni się wokół. Paradoksalnie jeśli nie zmieni się nic, Ty zaczniesz patrzeć na konkretną sytuację w inny sposób - zmiana nastąpi - w Tobie. I jest to zmiana o wiele cenniejsza.


czwartek, 22 stycznia 2015

Trzeba dziękować za porażki.

Są czasami takie dni, w trakcie których mamy wrażenie, że wszystko nas przerasta. Problemy w pracy, ciągły stres, napięta atmosfera, wysoki poziom kortyzolu i adrenaliny we krwi i ich nagły spadek. Dochodzą problemy w domu, zagrożenie chorobą, brak energii, apatia, wycofanie z kontaktów. Dni kiedy musisz przyklejać do twarzy sztuczny uśmiech i udawać, że mimo krzywd jest całkiem spoko. Rzadko kiedy posiadanie wyrobionego zdania, sprzeciw, brak konformizmu i zasady są wartościami. Nie wszyscy lubią ludzi mądrych, częściej się ich boją, próbują rywalizować, ale grają nieczysto. W zamian za swoją osobowość możemy dostać rozpierduchę emocjonalną. Bo chyba prawdą jest, że jeśli ktoś Cię nie lubi, to dlatego, że uważa, że jesteś od niego lepszy. Bo największą sztuką jest przejść przez piekło i nie stać się diabłem. Głęboko wierzę, że wszystko ma swój cel. Trzeba dziękować za porażki bo one są początkiem powodzenia. To one zmieniają bieg naszego życia, nadają mu sens. Gdy myślimy, że cierpimy, tak naprawdę walczymy o szczęście. Złe decyzje tworzą fajne wspomnienia, kiedyś wszyscy, z biegiem czasu z niektórych sytuacji będziemy się śmiać.



poniedziałek, 12 stycznia 2015

I po weekendzie.

W miniony weekend wyspałam się, wybawiłam, uśmiałam i ... najadłam za wszystkie czasy ;) Nie było problemów dnia codziennego, zamartwień, krzywych spięć i kosmicznych akcji. Weekend spędzony w gronie bliskich przyjaciół, w stolicy. I choć wyprawa niedaleka, sprawiła nam mnóstwo radości. Nie musiałam się martwić o śniadanie bo było podane niemalże do łóżka i do tego zdrowe! Moja przyjaciółka również jest fanką zdrowego odżywiania i aktywnego stylu życia - chociaż zdarzyły się nam małe odstępstwa. Takie beztroskie chwile dobrze mi robią, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Uśmiecham się, realizuję każdego dnia swoje plany - chociaż te najmniejsze.



Śniadanie Sylwii! Zdrowe, smaczne, owocowe i kolorowe. Do tego szybko się robi :) Sezonowe owoce - mandarynki, gruszki i mniej sezonowe brzoskwinie. Całość połączona z serkiem wiejskim i płatkami. Rzadko jadam serek wiejski na słodko.Głównie dodaję do niego warzywa. Ale owocowa wersja mnie przekonała i będzie to bardzo częste śniadanie w moim jadłospisie. No i bez problemu można je zrobić szybko w pracy.










Jeden ze smaczniejszych chińczyków, jakich miałam okazję spróbować. Te najlepsze kojarzą mi się z wakacjami w Szwecji i china lunchem w Sztokholmie. Jak zwykle zdecydowałam się na ostrą wersję dania. Ale ku zaskoczeniu ostry smak nie zdominował potrawy - czuć było co się je - i na pewno nie był to pieseł. Spora porcja, estetycznie podana - na porcelanowych talerzach- a nie na zwykłych plastikach. Każde z nas najadło się do syta. I nawet wersja wegetariańska była smaczna ;)






środa, 19 września 2012

Jak biegałam wczoraj i nowa kurteczka do biegania.

Post ten pisałam wczoraj, ale czytacie go dzisiaj :D Planowanie postów to bardzo przydatna rzecz :)
Poprzedni tydzień miałam leniwy - jednym słowem fatalny. Ale odpoczęłam, naładowałam się pozytywną energią i z wielką radością poszłam dzisiaj pobiegać.
Założyłam dzisiaj nowo nabytą kurteczkę do biegania z technologią Nike Clima Fit.
Clima-FIT
To idealna propozycja dla biegacza na przelotny deszcz lub mżawkę. Wyjątkowo cienkie mikrowłókna są tak ciasno ułożone w tkanej konstrukcji tego materiału, że pomiędzy nimi pozostaje tylko minimalna przestrzeń, zdecydowanie za mała, by mogły się przez nią przedostać krople wody - na przykład deszczu lub stopionego śniegu - na tyle zaś duże, by mógł przez nie uciec na zewnątrz parujący pot. Ze względu na wyjątkowo niską wagę materiału, Clima-FIT daje poczucie lekkości i zapewnia dużą swobodę ruchów. Ponieważ Clima-FIT chroni przed deszczem i wiatrem, doskonale nadaje się jako zewnętrzna warstwa ubioru biegacza. (źródło: Run4Fun)

Na deszcz co prawda się dzisiaj nie zapowiadało, ale wieczorem zaczęło mocniej wiać.



I faktycznie kurteczka? jest bardzo lekka, w trakcie biegu w ogóle jej nie czułam. Pod nią założyłam biustonosz sportowy i koszulkę Nike z technologią Dri Fit ( usuwa wilgoć z przestrzeni między skórą a materiałem. Dzięki temu ubranie nie przykleja się do ciała, gwarantując sportowcowi wysoki komfort użytkowania - nawet podczas intensywnego wysiłku fizycznego. Przeniesiona na zewnątrz wilgoć szybciej wyparowuje, zapewniając większą swobodę ruchów oraz uczucie lekkości. Odzież z technologią Dri-FIT świetnie nadaje się jako pierwsza warstwa w ubiorze, czyli tzw. base layer). Doskonale chroniła od wiatru - mimo, że jest cienka nie było mi zimno. Uważam, że jest idealna na jesienne bieganie, nawet jak wiatr będzie chłodniejszy -możemy założyć bluzkę z długim rękawem i będziemy czuć się komfortowo. Nie wiem jak się sprawuję w deszczu, ale na pewno Wam o tym napiszę. Istotne jest to, że parujący pot ucieka na zewnątrz - mniejsze ryzyko zachorowania. Wadą może być to, że jest biała, więc szybko będzie się brudzić. Ale mnie to nie przeszkadza.

UWAGA: zarówno koszulkę jak i kurteczkę wygrzebałam w lumpeksie. 

                                                                    Wczorajszy trening biegowy                                                 


Plan początkowy: 45 minut ciągłego biegu. Jak już przebiegłam ten czas, stwierdziłam, że nie wiele już brakuje do siedmiu kilometrów. Gdy przekroczyłam siedem kilometrów stwierdziłam, że czuję się na tyle dobrze, że dobiegnę do 500 spalonych kcal. A jak stuknęło 500 to głupio było przerwać w połowie okrążenia. I takim to o to sposobem biegłam o 7 minut , pół kilometra i 18 kcal dłużej :) Fajna forma motywacji do jeszcze dłuższego wysiłku. Marzyło mi się dzisiaj 11 kilometrów - Mary mnie zmotywowała, ale jak widzicie biegałam w porze nocnej i miałam lekkiego cykora biec w pola, a kręcenie w kółko zaczęło mnie nudzić. Innym razem.

Tempo nie było jakieś zawrotne - 8 - 8.5 km/h.
Muszę kupić pulsometr - koniecznie. 24 września mam rezonans, obiecałam sobie, że jeśli wszystko będzie okiej to go kupię, a jak będzie źle to też go kupię - na pocieszenie :) Kolano wczoraj czuło się bardzo dobrze.
Bardzo bym chciała obrać sobie jakiś cel - np 5 kilometrów w 30 minut. Już biegałam w tych granicach. A wczoraj - 33 minuty. Strasznie szybko straciłam kondycję i muszę teraz wszystko mozolnie budować od nowa. Ale to nic.

A po treningu wyglądałam tak:

Prawie nie zmęczona...

Motywujecie się jakoś w trakcie wysiłku? 
I pytanie do dziewczyn, które biegają - w jakich spodniach biegacie jesienią?

sobota, 1 września 2012

Zmiana na wrzesień i interwał rowerem :D


Dobry wieczór :)
Nie, jeszcze dzisiaj nie będzie o biustonoszach :) O tym przeczytacie w poniedziałek - została mi jeszcze jedna dyscyplina sportowa do przetestowania i porównania - jak się ćwiczy w biustonoszu zwykłym i sportowym. Trwa to tak długo, bo chcę przekazać Wam nie tylko jakieś suche treści znalezione w magazynach czy w sieci, ale także moje własne odczucia. Czy te  biustonosze są takie niezbędne? I czy warto inwestować w nie dużo kasy? Także keep calm and …. :)
Praca magisterka poprawiona - jeszcze tylko przeczytam wszystko od początku. Nauka liczenia z moją kuzynką poszła całkiem przyjemnie, gorzej z literkami. Dobrze, że teraz mogę odetchnąć.

Wybrałam się dzisiaj sama na krótką :) przejażdżkę rowerową.  Czy biegam/ czy jadę rowerem głównie MYŚLĘ. W bieganiu jest mi o tyle łatwiej- że gdy wpadnę w stan zawieszenia i mimowolnie otwieram usta to nie nalatuje mi do środka mnóstwo much - ale rower też jest spoko. No i wpadłam na genialny pomysł (Kama, dlaczego dopiero teraz!?)
Zaczęłam sobie myśleć na temat różnych słów, które wiążą się z odchudzaniem, dążeniem do poprawy wyglądu ciała, z progresem. Motywacja, samoocena, mobilizacja, cel, kryzys, otyłość(kliniczna), niskie poczucie własnej wartości, emocje, energia, anoreksja, bulimia, obsesja, zafiksowanie, poczucie szczęścia itd. I znalazłam dla tych słów wspólny mianownik.
Motywacja jest słowem bardzo często używanym w psychologii. Podobnie zresztą jak...pozostałe. 
I tak o to w ten sposób narodził się pomysł by na blogu zacząć prowadzić nowy cykl. PSYCHOLOGIA ODGRYWA SZALENIE WAŻNĄ ROLE W PROCESIE DOCHODZENIA DO WYZNACZONEGO CELU, W ODCHUDZANIU, DIETETYCE. Wszystko polega na zmianie kierunku myślenia - a to wcale nie jest takie proste! Bo przecież to wszystko tkwi w mojej i Twojej głowie.  Postanowiłam połączyć  dwie rzeczy, które kocham, które są na stałe wpisane w moje życie.
Będzie to też dobry sposób by odświeżyć i usystematyzować zgromadzoną wiedzę. Nie będą to wykłady z psychologii, nie będzie to sucha, niezrozumiała teoria, ale pokazanie jak ogromną rolę odgrywa nasza psychika.

To tyle jeśli chodzi o nowości. Zapraszam do dalszej części posta w której podzielę się z Wami wrażeniami a mojej pierwszej, interwałowej jazdy rowerem. 


niedziela, 26 sierpnia 2012

Sobota na speedzie i refleksja nad gazetą Happy.

Sobota minęła mi niesamowicie szybko. Ale tak to jest jak się wstaje o 10.00. Z zaplanowanych rzeczy udało mi się tylko pomóc  mamie w robieniu nalewki malinowej (jaka szkoda,że musi aż cztery miesiące leżakować...) i ketchupu - ciekawa jestem jak będzie smakował :D Pierwszy raz robiłyśmy i ketchup i nalewkę- mam nadzieję,że będą zjadliwe. Jeśli ketchup okaże się sprawdzonym produktem podzielę się z Wami przepisem - póki co wolę nie ryzykować:)
Nie zrobiłam dzisiaj treningu wieczornego...a wszystko przez spacer i popołudniową grę w badmintona. 
Znalazłam czarne baletki gdzieś na dnie kartonu i od razu postanowiłam je założyć. Nie przewidziałam konsekwencji noszenia butów dawno nie zakładanych. Na pięcie pojawił mi się mało atrakcyjnie wyglądający bąbel. Bolał, ciągnął, aż pękł. Nie znoszę moich stóp. Są tak problematyczną częścią ciała, że czasami nie mogę uwierzyć, że każdy, ale to każdy but jest w stanie mnie tak skrzywdzić...
Rafał straszliwie mnie dzisiaj pogonił w trakcie gry. W zasadzie to biegałam z boku na bok, dzielnie się broniąc. Pojedynek przegrałam 3:1, ale walczyłam dzielnie. Dostałam trzy razy lotką w czoło :D Wybawiłam się do łez i wymęczyłam. Fajnie :)


Teraz sobie leżę, odpoczywam i przeglądam gazetę Happy.
I jestem troszkę podirytowana. Dlaczego?
Nie wiem jak Was, ale strasznie drażni mnie to, że w tej gazecie do każdej aktywności fizycznej, stronę dalej jest osobny artykuł o UBRANIACH. Gdzie jeszcze przegląd np. sprzętu czy butów jestem w stanie zrozumieć, to kilka stron ciuchów do jazdy na rolkach po prostu mnie śmieszy. Gdyby takie artykuły dotyczyły aktywności która jest przewodnią w gazecie - ok. Przerzucamy kilka stron - ciuchy na zajęcia fitness (btw w poprzednich numerach jest  to samo, kategorie się zaczynają powtarzać). Moim faworytem jest przegląd kombinezonów do nurkowania... Może nie ma w tym nic złego, ale dla mnie jest to strasznie snobistyczne. Koszulka do biegania, koszulka na fitness, koszulka na rolki, koszulka na jazdę rowerem... Na stronie głównej czytamy : SPORT&FITNESS*URODA*ZDROWIE*KUCHNIA.
Nie ma słowa o MODZIE. Stron z działu kuchnia jest 17, a z działu moda, którego teoretycznie nie ma 14. Nie liczyłam przeglądu rolek, bo akurat to uważam za cenne. Trening siłowy jest traktowany po macoszemu - w zasadzie w tym numerze jest kilka ćwiczeń rozciągających i kilka słów o ćwiczeniach budujących wytrzymałość. Koniec. Zastanawiam się czy jeszcze kiedykolwiek sięgnę po Happy.

Postanowiłam napisać Wam co znajdziecie we wrześniowym numerze z działu SPORT&FITNESS
1. Artykuł o rolkach
2. Ciuchy na rolki
3. Przegląd rolek
4. Ciuchy na rolki once again
5. Zajęcia na szarfach, Jukari Fit to Fly, Aerial joga
6. Ciuchy do 5.
7. Ćwiczenia rozciągające
8. Aqua Spinning
9.Trening wytrzymałościowy
10. Fakty i mity dotyczące biegania - bardzo fajne zestawienie. Jeśli będziecie chciały mogę zeskanować i wrzucić.
11.Przegląd odtwarzaczy mp3
12. Słuchawki...
13. Artykuł o rowerach szosowych
14. Buty no rower :))))))
15. Jazz
16. Kick-boxing

Kupujecie Happy czy jesteście wierni Shape'owi? A może w ogóle nie sięgacie po tego typu czasopisma?

czwartek, 23 sierpnia 2012

Get slim without the gym.

Wreszcie mogę odetchnąć.
Cały dzisiejszy dzień poświęciłam na wpisywanie wyników z magisterki. Byłam strasznie zła, że w taką pogodę muszę siedzieć w domu i wstukiwać żmudnie cyferki. Próbowałam znaleźć kolejną wymówkę, że może jutro wstanę o 6.00 i to zrobię? A może zostawię to jednak na weekend? Jednak z doświadczenia wiem, że sprawa przeciągnęła by się jeszcze w czasie i pierwszego września zdałabym sobie sprawę, że mam zaledwie kilka dni na pokazanie poprawek promotorowi. Więc zacisnęłam zęby, naszykowałam sobie owoców, abym mogła coś przekąsić w między czasie. Zrobiłam dwie duże przerwy - na obiad i na rower :)


Jak tak patrzę na czas to wcale na tym rowerze za bardzo nie pędzę.
Dzisiaj ograniczyłam się tylko do roweru. Na jutro planuję trening, który widzicie poniżej. Do niego dokładam beautiful booty.
































Jak widzicie znów wersja obrazkowa różni się od gifowej jeśli chodzi o ilość powtórzeń w serii. Ja pierwszą serię zacznę tak jak na gifach, drugą i trzecią tak jak na obrazku. Trening łączę. Najpierw pierwsza seria z dwóch, później druga, no i trzecia.

Pytałyście, gdzie znalazłam gify. Wszystko pochodzi z tumblr. KLIK. Zapraszam :)


czwartek, 16 sierpnia 2012

Konieczność zmian?


Dzisiaj od samego rana coś mnie trapiło. Na początku nie potrafiłam jasno określić o co chodzi. I w pewnym momencie mnie olśniło. Po prostu czegoś mi brak, czegoś mam za mało…
Schudłam 8 kilogramów. Uważam, że jest to i tak duży sukces jak na osobę, która nigdy nie była do końca przekonania czy kiedykolwiek uda jej się schudnąć. Ale teraz od jakiegoś czasu stoję w miejscu. Skupiłam się na stabilizacji wagi, bo panicznie bałam się jojo i zapomniałam chyba po drodze jaki był cel ostateczny. Waga jest stabilna, centymetry mozolnie gubię - zasługą jest pewnie bieganie. Ale ja CHCĘ czegoś więcej, potrzebuję czegoś nowego. I jeszcze ta nieszczęsna kontuzja, która wybiła mnie z rytmu. Musiałam wszystko na spokojnie przemyśleć, a kiedy mi się najlepiej myśli ? Jak biegam :)))) [ proszę nie krzyczcie].



Szału nie ma, ale piątka pękła. Czas całkiem spoko. W trakcie biegu czułam leciutki dyskomfort w kolanie, ale teraz jestem już po prysznicu i noga nie boli. Ale oczywiście idę jutro na badania kontrolne.


I do jakich doszłam wniosków ?

  • Odstawiam tabletki antykoncepcyjne. Postanowione. O tabletkach i odchudzaniu powstanie oddzielny post, bo myślę, że to sprawa którą warto poruszyć i też jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie w tej kwestii. Doszliśmy do wniosku co ma być to będzie. Później pomyślałam, że nie po to się odchudzam by zajść w ciążę i znów przytyć. Jednak mój R. pozbawił mnie złudzeń - w ciąży nie powinno się przytyć więcej jak 10 kilogramów. Jeśli przekroczę ten limit, zostanę odcięta od koryta i jeść dla dziecka, nie dla siebie. Słodko :) W każdym razie nie planuję, ale tabletki odstawiam.
  • Do biegania KONIECZNIE muszę dołączyć trening siłowy. Kropka. Chyba nie muszę nic więcej dodawać, prawda? Od października wyjeżdżamy do Olsztyna. Rafał na studia, ja w poszukiwaniu pracy. Tam jest siłownia, do której chodziłam, zajęcia fitness także mi się podobały.
  • Wracam do spisywania posiłków, aby wyeliminować błędy żywieniowe i puste kalorie.
  • Ograniczam się do jednej kawy dziennie ( ze względu na cellulit).
  • Kupuję bańki chińskie.
  • Będę czytać plan ze zdjęcia poniżej przynajmniej raz dziennie :D


 
Koniec stabilizacji, czas zacząć zrzucać. Ważę 67 kilogramów. Teraz po takiej batalii jest co raz to ciężej. Pamiętam, że do 70 kilogramy zleciały bardzo szybko. Ale nie nastawiam się na wagę, nastawiam się na centymetry o czym trąbie od samego początku. Waga to tylko element kontrolny.

Siedzę, popijam kawę i odpoczywam. Czuję jak każda komórka mojego ciała jest mi wdzięczna za dzisiejsze przerwanie rutyny i zrobienie krótkiego treningu biegowego. Po relaksującym prysznicu, jeszcze bardziej zrelaksuję się przy czytaniu Niepokoju. Tak, tak. Nie wytrzymałam, popędziłam do księgarni i kupiłam drugą część o wilkołakach z Mercy Falls. Moją recenzję Drżenia możecie przeczytać <TUTAJ>. Wyszłam z wprawy i pisanie na razie idzie mi dość mozolnie, ale może się rozpiszę, z czasem.  A te kolorowe cudeńka to do zaznaczania ulubionych fragmentów :) Pojawiły się już w Biedronce takie gadżety biurowe. Muszę koniecznie jutro się przejść i dokupić karteczek samoprzylepnych, zeszytów i cienkopisów.



To co mnie zachwyca w tej serii, to piękne okładki. Z pozoru może się wydawać, że są takie same. Ale na mnie działają w dziwny sposób. Aż zaczęłam myśleć o zimie... :)
 
I jeszcze kilka słów dotyczących sierpniowej setki. Jak widzicie, tabelka nie została edytowana. Dostałam tylko 4 maile z podsumowaniem drugiego tygodnia. Wiem, że może to być dla Was uciążliwe. Prowadzicie swoje dzienniki, wszystko skrupulatnie notujecie. Jeśli jest Wam wygodniej możemy umówić się na podsumowanie sierpniowej setki, tuż po jej zakończeniu. Oddzielny post na głównej itd.
Do dziewczyn, które wysłały mi wyniki z drugiego tygodnia: dodam je i edytuję tabelkę, w chwili gdy będę wpisywać wyniki tygodnia trzeciego.

To już połowa sierpniowej setki. Osobiście muszę spiąć mocno poślady :)
Myślę już nad kolejną akcją i mam pewien pomysł. Ale muszę go jeszcze przemyśleć.

 !!!
Zaczęło też mi coś przeszkadzać w blogu. Odnoszę wrażenie, że czytelnik nie ma łatwego dostępu do postów już opublikowanych. Poza tym nie wiem jakie macie zdanie na temat publikowania postów nie związanych z fitnessem, odchudzaniem, posiłkami ? Chodzi mi o wszelkie wpisy z działu kosmetyki naturalnej i innych, które pojawiają się na blogu. Wiem, że blog jest MÓJ i to ja decyduję o tym o czym piszę. Ale chcę byście i Wy czuli się tu dobrze. To moje miejsce, ale miejsce, które tworzę z myślą o Was. Może stworzę jakąś ankietę ? Też macie poczucie chaosu ? Jak to wygląda z punktu widzenia odbiorcy ? Będę wdzięczna za każdą wskazówkę.
 !!!

PS. Mama piecze szarlotkę.... 


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Dieta 3D Chili - dzień pierwszy



Jak tylko wstałam przystąpiłam do zmierzenia obwodów ciała i zważenia się.

Moje dzisiejsze pomiary 
Biodra: 97 (-2cm)
Udo: 58
Talia: 76 (-1cm)
Pas: 86.5 (-3.5cm)
Łydka: 35
Ramię: 27
WAGA: 68.5 kg 

Łuuuhuu :)

Śniadanie ( 10.00 - ale śniadania będę jadać o 9.00 najpóźniej)  : serek wiejski, light, pół papryki, zioła prowansalskie, pieprz
kawa

  
Jak mogłam jeść serek wiejski nie dodają do niego ziół prowansalskich ? To jest takie pyszne! Całkowicie zmieniają smak.

II śniadanie (12.00)  : jogurt naturalny, cynamon; Yerba mate

 
Jak dobrze, że lubię cynamon :) Naprawdę mocno go czuć w jogurcie, bardzo dominująca przyprawa. Jeśli ktoś nie lubi cynamonu, na pewno tego posiłku nie przełknie.

Obiad (14.30 ) : Zupa jarzynowa

 

 
Podwieczorek (17.00)  : grejpfrut, imbir

Kolacja (20.00) : kanapka

Jak wrażenia po pierwszym dniu ? Jest dobrze. Jednak po obiedzie chodziłam po domu sama nie widząc czego chcę. Dotarło do mnie czego mi trzeba, gdy mam wróciła ze sklepu a nektarynkami, borówkami o arbuzem. Zdałam sobie sprawę, że do obiadu nie zjadłam ani jednego owocu - nie przywykłam do tego. Zawsze albo śniadanie, albo jakąś przekąskę stanowił owoc. Grejpfrut po obiedzie to zdecydowanie dla mnie za późno, więc chyba to zamienię i owoc będzie po śniadaniu. Oczywiście nie chcę robić wielkich roszad. Dieta ma być dietą 3D Chili a nie 3D Kama.Jednak dieta jest elastyczna i pozwala na takie mini podmianki. 

Dzisiejszy dzień spędziłam w domu. Przygotowywałam posiłki, popijałam yerbe i czytałam "Drżenie". Książka rewelacyjna, udało mi się ją dzisiaj doczytać do końca. Nie mogłam się od niej oderwać. Jutro będziecie mogły przeczytać moją opinię na blogu książkowym. Nie mogę doczekać się kolejnych części i coraz bardziej czuję parcie na czytnika e-booków. Jest to szalenie przydatne urządzenie. Co prawda uwielbiam zapach książek, szelest przewracanych stron wprowadza mnie w cudowny stan. Jednak mój pokój nie jest przystosowany do kolejnych książek - powoduje to to, że żebym zachowała płynność czytania ciągle książki wypożyczam. Ale wiadomo - to nie to samo. Nie zawsze jest pozycja, którą chcemy poznać. Czytanie z komputera męczy moje oczy - w bonusie mam wadę wzroku ( krótkowzroczność) . Dobrze, że niedługo Gwiazdka :) Ah, no i reaktywowałam także bloga książkowego (klik).
 
Pogoda się spartoliła, więc przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że siedzę w domu, a nie biegam.  Do piątku muszę ogarnąć wyniki, ale nie  chce mi się  tego robić...Strasznie się cieszę, bo okazało się, że dwa kolejne weekendy mam wyjazdowe. Najpierw jedziemy w odwiedziny do przyjaciół, a za dwa tygodnie planujemy wybrać się na spływ kajakowy - przyjaciel załatwia już co trzeba i w tym tygodniu ma być wszystko dograne. Fajnie :)

środa, 25 lipca 2012

Złe słowa niech będą motywacją...

Ojanyyy gorące temperatury wróciły. Trening w taką pogodę naprawdę nie należy do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych.

Długo zbierałam się by porobić ćwiczenia z filmiku zamieszczonego w poście poniżej. Podrukowałam kilka artykułów dotyczących naturalnej pielęgnacji, jestem co raz bardziej nakręcona. Dzisiaj postanowiłam, że zrobię akcję denko. Jeśli przeglądacie blogi kosmetyczne, to na pewno wiecie o co chodzi. Mam zamiar opróżnić wszystkie kosmetyki które mam, w sensie użyć, nie wyrzucić do kosza :P,  nie kupując nic nowego. Bez sensu jest inwestować w półprodukty na chwilę obecną. Już mnie dzisiaj korciło by zrobić domowy peeling, ale rozsądek wziął górę. Dopiero co zaczęłam używać LUSH'owego scrubu. Mam kilka ciekawych receptur na łatwe peelingi antycellulitowe, które każda z Was bez problemu wykona w domu. Oczywiście to nie oznacza, że mój zapał zgasł i nie zamierzam bawić się w produkcję kosmetyków naturalnych. O nie nie nie. Na razie chłonę teorię i zacznę kompletować sprzęt - jakieś miarki, wagę, pipety i inne niezbędniki chemika ;D No ale dobra. Odeszłam trochę od tematu więc wracam na właściwe tory.

Zmusiłam się do tego króciutkiego treningu. Nie wykonałam wszystkich ćwiczeń, bo ciągle byłam czymś podirytowana. Po pierwsze mam zdecydowanie za mało miejsca w pokoju. Robiąc burpees solidnie przyładowałam nogą w ścianę. Po drugie ta laska skacze tam jak jakaś pchła na sterydach. W czasie gdy ja robię jedno powtórzenie ona już chyba z trzecie. Przy czym ja jeszcze chwieję się na boki i męczę próbując utrzymać ciało w prawidłowej pozycji. Z ciekawości porównałam te samo ćwiczenie robiące przez nią i przez Ewę Chodakowską. Ewa wykonuje je zdecydowanie w wolniejszym tempie, dzięki czemu każdy może nadążyć i po 5 minut nie ma wrażenia, że zszedł na zawał. Do pompek nawet nie startowałam, a w trakcie ćwiczenia o nazwie "spiders" ciągle się śmiałam. Yee, nie ma to jak udany trening :)
Ogólnie program mi się podobał, jest dynamiczny, fajnie mi się robiło planki [ tak to się odmienia ? ]. Ale na pewno go zmodyfikuję. Będę wykonywać wszystkie ćwiczenia, ale w seriach.

Nie byłam zbyt usatysfakcjonowana porannym treningiem [ lol ] . W związku z tym, że niedługo muszę wyjechać postanowiłam pójść pobiegać po obiedzie.

Pierwszy raz po treningu wyglądałam tak jak na zdjęciu :D


Straszzznie gorąco. Strasznie się zmęczyłam, a nie biegałam długo ( 33:11 min ; trening 6 km )


Uwaga ! fragment zawiera słowa niecenzurowane ! :)
Chyba dzisiaj jest taki dzień, w którym byle co potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. W trakcie biegu mam włożone słuchawki i trenuję przy  muzyce. Nie wiele słyszę co się wokół mnie dzieje, dzisiaj jednak postanowiłam muzykę wyłączyć. W trakcie biegu mijałam dwie laski. Jedna szczuplutka, wręcz chudziutka, druga pulchniejsza, widać, że ze sportem nie mają wiele do czynienia. Najpierw zarejestrowałam spojrzenie grubszej dziewczyny a później dotarł do mnie sygnał dźwiękowy " pojebało w taki skwar biegać ". Nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się radośnie i pognałam dalej. Serio nie rozumiem takich komentarzy. Mnie nie przeszkadza to jak ona wygląda, ale jeśli się już widzi kogoś, kto coś robi, by cokolwiek zmienić od razu się go ocenia, szufladkuje. I właśnie w takich chwilach wiem, że już się nie poddam. Że nie przestanę. 
Bo po kilku głębszych oddechach było już tak :))



Spotykacie się czasami z jakimiś negatywnymi komentarzami na temat tego co robicie, jak robicie i kiedy robicie ;D Rejestrujecie spojrzenia z których płynie przesłanie " ale gruuuuba " " jak jej się wszystko trzęsie" ? Czy może zdarza Wam się usłyszeć słowa otuchy od nieznajomych ?

poniedziałek, 23 lipca 2012

Przebiegłam pół półmaratonu ;D

Dzisiaj odkryłam jedną rzecz dotyczącą aplikacji endomondo na telefonie komórkowym. Przy każdym włączeniu aplikacji przed treningiem znika nam z konta 20 albo 25 groszy. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia. Niestety z puchą na karcie aplikacja nie ruszy.
Na szczęście znalazłam iPoda i pobiegłam z aplikacją Nike. Dowiedziałam się, że 26go czeka mnie zabieg chirurgiczny - niby nic groźnego, wycięcie kilku podejrzanie wyglądających pieprzyków. Mam nadzieję, że nie odbije się to w większy sposób na mojej aktywności.

Dzisiejszy trening biegowy był najdłuższy od momentu gdy zaczęłam biegać. Zarówno pod względem czasu trwania jak i pokonanego dystansu. Wybrałam inną trasę, na której czekały mnie dwa potężne podbiegi tuż przed końcem biegu. Myślałam, że nie podołam. Mięśnie paliły, rozum mówił zatrzymaj się, jednak nie poddałam się. Kontynuowałam, choć zdecydowanie wolniejszym tempem. Spodobała mi się ta trasa i jutro przebiegnę ją jeszcze raz.





Tak. Dobrze widzicie 11.60 km. Podczas biegu miałam 3 przerwy. Jedna długa trzyminutowa po 9 kilometrach i dwie minutowe po 3 i 6 kilometrze. Łącznie 5 minut . Pierwszy raz zabrałam ze sobą butelkę wody, i dobrze zrobiłam.

I jeszcze na koniec mam pytanie do Was. Czy jadacie ryby z puszki ? Takie w gotowym sosie pomidorowym ?  Czy raczej staracie się ich unikać?




Zapraszam do sierpniowej setki. W zakładce, po prawej stronie znajdziecie link do rywalizacji na endomondo.

środa, 18 lipca 2012

Odważyłam się. Zdjęcia sylwetki.

Miałyście racje. Nie zbyt dobry pomysłem jest bieganie, siłówka i bieganie. Z ledwością zrobiłam jedną serię ćwiczeń, masakra jakaś. Daruję sobie bieganie przed treningiem siłowym.
Co dzisiaj robiłam ?
- rozpiętki z hantelkami 2x3 kg
- przysiady z obciążeniem 8 kg - wiem, żałosne.
- ćwiczenia na bicepsa i trucepsa 2x3 kg
- wyciskanie - najwięcej udało mi się dwa razy wycisnąć 26 kg . LOL ;)

Mam już za sobą dzisiejszy trening biegowy 


Pierwsze dwa kilometry biegło mi się fatalnie. Wieje dzisiaj strasznie, ciężko było oddychać i miałam chwilowo wrażenie, że mimo iż przebieram nogami to stoję w miejscu. Po zrobieniu nawrotki biegłam z wiatrem, ale pod górkę, więc też nie bardzo mi pomagał. I jak na złość w tym czasie gdy zdecydowałam się iść biegać wyszło słońce. Kryzys o dziwo się nie pojawił. Myślę, że jestem w stanie biegać już 6 minut dłużej, więc kolejny trening wydłużam do 45 minut.

Jeśli chodzi o trening siłowy to nie wiem jak to do końca rozwiązać. Myślę, że zamówię sobie jakieś hantle i takie proste ćwiczenia będą wykonywać w domu.


Długo zastanawiałam się czy dodać zdjęcie mojej sylwetki. Wiecie, że miałam okropny opór, jestem zakompleksiona. Ale jak słyszę komentarze, że nie potrzebnie się tak katuję bo wyglądam : świetnie,super,idealnie - to mnie krew zalewa.
Postanowiłam się przełamać. Zdjęcie składa się z czterech fotografii mojej sylwetki robione co dwa miesiące. Odchudzanie zaczęłam po zrobieniu zdjęcia nr 1. Zdjęcie nr 2 - po dwóch miesiącach na siłowni, zdjęcie nr 3 - po odstawieniu całkowicie diety i ćwiczeń - efekt jojo, zdjęcie nr 4 - to ja wczoraj.



W chwili obecnej mam najmniejsze obwody odkąd postanowiłam coś ze sobą zrobić. Jak widać wiele mi jeszcze brakuje do Was i ogólnie do ładnej, umięśnionej, beztłuszczowej sylwetki. Tak jak pisałam : daję sobie jeszcze rok czasu.

Mam także zdjęcia robione bokiem. Tyłem zrobiłam dopiero teraz, ale mam całą pupę na wierzchu :P


Sporo spada centymetrów w talii co widać po zdjęciach, ale niepokoi mnie ta oponka. Wygląda okropnie, jest oporna na zmiany i nie mam już na nią siły. Wiem, że nie mogę wybrać sobie miejsca spalania, ale chyba muszę zwiększyć działanie na tę partię ciała, bo mnie krew zalewa.

Uff.

sobota, 14 lipca 2012

Mix z owsianką na śniadanie.

Nie lubię jak ciągle zmienia się pogoda. Skoro mamy lato, to oczekuję, że będzie ciepło, słonecznie i pogodnie. Tymczasem dzisiaj do połowy dnia były ładnie, później się ochłodziło. Zdecydowałam, że to dobry moment na trening biegowy. Pięć minut przed zamierzonym końcem rozpadało się do tego stopnia, że byłam zmuszona zakończyć go przed czasem.

Average speed : 9,00 km/h 
 
Chciałam dzisiaj pobiegać 45 minut. Biegało mi się bardzo dobrze, swobodnie, nie czułam zmęczenia. Miałam lekki kryzys, ale dość szybko go pokonałam.  Nike iFitness ponownie wskazał dłuższy dystans, ale staram się już nie zwracać na to uwagi.  Postanowiłam biegać na czas, nie na odległość. Po dwóch tygodniach biegania spodziewałam się szczerze mówiąc nieco  większych spadków. Myślę, że kluczem może być wydłużenie wysiłku aerobowego. 
Treningu siłowego dzisiaj nie zrobiłam ze względu na burzę. Myślę, że ruszę z nim od wtorku. Chcę się do niego dobrze przygotować, obejrzeć w sieci kilka filmików, choć wiem, że mój R. będzie nade mną czuwał, chciałabym mieć świadomość tego, które mięśnie mają pracować w danym ćwiczeniu, jak poprawnie wykonywać dane ćwiczenia.
 
Dzisiaj z przyjaciółką obejrzałyśmy sobie killer Ewy Chodakowskiej. Wydaje mi się być ciekawszy od pierwszego - lubię energię, ćwiczenia w ruchu. Ale te powtórki ciągłe mnie trochę niepokoją - boję się, że znów mi się szybko znudzi. Planuję wypróbować go w następnym tygodniu, szkoda tylko, że mam tak mało miejsca w pokoju. 

Dzisiaj zakupiłam kilka produktów i postanowiłam zrobić sobie słoiczek z gotowym musli na śniadanie.


owsianka, musli orzechowe, migdały, suszona żurawina, wiórki kokosowe, płatki kokosowe



czwartek, 12 lipca 2012

Trening biegowy i olejki do masażu.

Jak dobrze, że się troszkę ochłodziło ! Dawno nie miałam tak udanego treningu biegowego. Czułam się wyśmienicie, mogłabym śmiało pobiegać dłużej, jednak miałam kilka zobowiązań do zrobienia w domu i to, że wygospodarowałam czas na trening to i tak duży sukces.

Koleżanka napisała do mnie w sprawie niezgodności pomiędzy GPS'ami. Czytała na forach, że endomondo nie nalicza wszystkich kilometrów, czasami się zatrzymuje bez powodu i nie ma ochoty ruszyć dalej ;D  Przy 30 km zawsze urywa 3 kilometry. Zatem na 10 km - 1 km. W moim przypadku na 5 km nie policzył mi 500 metrów - więc wyliczenia by się zgadzały. Dzisiaj miałam taką samą sytuację. Logiczne wydaje się biegać z inną aplikacją, która nie robi takich błędów, ale endo mi się podoba i nie chcę z niego rezygnować. Więc biegam z dwiema aplikacjami i mam dwa pomiary, fajnie ;)

Pomiar endomondo 
dystans : 5.28 km 
czas : 34. 8 min
kalorie : 371 kcal

Pomiar Nike + iFitness
dystans : 6.59 km
czas : 34.8 min
kalorie : 470 kcal


Rozbieżność jest jeszcze większa...hm. Postanowiłam w następnym tygodniu pójść na stadion, zobaczymy wtedy jaki dystans wskaże endomondo.

Po dzisiejszym bieganiu jestem wykończona ( a zrobiłam jeszcze 5 kilometrów rowerem). Bolą mnie 'dwójki' i 'czwórki'. Znów miałam problem z umyciem głowy, bo unoszenie rąk do góry sprawiało mi ból.

Ja chcę masaż !

Mam pytanie do dziewczyn, które używają baniek chińskich. Czy używacie jakiś olejków ?

Ja masując się masażerem używam olejków do masażu - właśnie skończyłam bursztynowy.

Na upalne dni świetnie sprawdza się Island Spa. Niesamowicie orzeźwiający zapach morskiej bryzy.
Biała czekolada jest słodka i na lato zbyt obciążająca jak dla mnie. Toscania podoba mi się najmniej.
Starą mydlarnię uwielbiam nie tylko za olejki ( wcale nie używam ich tylko do masażu.Bursztynowy służył mi jako oliwka do paznokci, nacierałam nim także całe ciało). Można tam znaleźć cudowne peelingi cukrowe, mydła, masła do ciała, żele pod prysznic. Jest taki wybór zapachów, że na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie :)





Jutro wybieram się na krótką wycieczkę, lecę przygotować arbuza na podróż i kładę się spać.

Dobranoc i do jutra ! ;)

niedziela, 8 lipca 2012

Dzisiejsze bieganie.

Niedziela miała być dniem odpoczynku. Taaa, jasne. Zerknęłam w plan killera na lipiec Kilkamy tutaj . Zauważyłam, że sobotni trening z 30 czerwca ominęłam, a jak pamiętacie zobowiązałam się ominięte treningi odrabiać w inne dni. Wpadłam na pomysł, że w trakcie biegu porównam zapis z aplikacji iFitness Nike na iPodzie z zapisem Endomondo.
Byłam trochę zaskoczona, bo iPod wskazał,że zrobiłam pół kilometra więcej, nie ogarniam tej rozbieżności. Macie jakiś pomysł czemu GPS a wskazuje coś innego niż GPS b ?

Zapis dzisiejszego treningu biegowego 


Dzisiaj wykres graficzny - strasznie mi się spodobał ten zajączek i żółw :)))
ŹLE zaczęłam pierwszy kilometr - 4.27 to zbyt szybko jak na takie warunki pogodowe. Poskutkowało to tym, że czwarty kilometr biegłam w mocno żółwim tempie. Powinnam biec równym tempem, musZę nad tym koniecznie popracować.

Zdecydowałam się dzisiaj na założenie innych butów i na włożenie krótkich spodenek. Nogi są moim ogromnym kompleksem, wstydziłam się biegać w krótkich spodenkach i ciągle biegałam w legginsach. Ale takie przegrzewanie się nie jest dobre. Doszłam do wniosku, że jak bym miała piękne nogi, to bym się w taką pogodę nie katowała, więc wstyd schowałam w kieszeń.


Obrazek poniżej doskonale oddaje mój dzisiejszy stan :)

Po ciężkim treningu sportowe emocje siatkarskie i Agatha Christie ;))




Chyba za mało dzisiaj zjadałam, mam ogromną ochotę na coś słodkiego !

środa, 4 lipca 2012

Trening i program o który pytacie.

Znowu pokonałam siebie. A wierzcie mi w taką pogodę, bieganie nie należy do najłatwiejszych. Gdy dobiegłam do domu wyglądałam jakbym wyszła spod prysznica. I chyba nie ma większego znaczenia jaką porę dnia bym wybrała.

Podsumowanie dzisiejszego treningu biegowego


Jestem wypluta totalnie. Mieliśmy iść jeszcze dzisiaj na rower, ale chyba nie jestem w stanie. Zamiast tego wybieram się do biblioteki, po nowe książki.

Pytałyście mnie co to za program w którym organizuje sobie w zasadzie wszystko.
Jest to OneNote - miałam go w pakiecie Office'a. Dzięki niemu możemy zbierać, organizować, wyszukiwać. Zapisywać pomysły i uwagi, notować spotkania, umieszczać slajdy, notatki, plany wydarzeń, dzienniki. Można wklejać motywacyjne i inspracyjne obrazki, prowadzić książkę kucharską, zaplanować podróż. Kalendarz i notes w jednym miejscu.





TUTAJ znajdziecie filmik :)