Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 sierpnia 2014

Oleje do ciała!

Latem moja skóra jest wybitnie wymagająca. Jeśli tylko kilka dni odpuszczę sobie codzienną pielęgnację pojawiają się tego efekty - przesuszona skóra, łuszcząca się - zwłaszcza na ramionach, w okolicach łokci. Traci swój blask i gładkość w dotyku. Aby utrzymać jej stałe nawilżenie w tym okresie stawiam głównie na olejki - naturalne, bogate w składniki odżywcze, o przepięknym zapachu. Dzisiaj pięć moich ulubionych olejków do ciała, jeden przedstawię Wam nieco bliżej.


O Orientanie pisałam między innymi tutaj. Przedstawiałam Wam masło shea i olejki do ciała. Do dnia dzisiejszego pamiętam intensywny zapach imbiru i radość po każdym stosowaniu. Tym razem postawiłam na olejek z jaśminem indyjskim. Ale w składzie kosmetyku znajdziemy również inne cenne olejki: olej sezamowy, olejek migdałowy i inne. Jest to nowość pośród moich olejków i póki co mogę o nim napisać jedno - ma obłędy zapach. Jednak jestem pewna, że Orientana i tym razem mnie nie zawiedzie.

Olej bursztynowy ze Starej Mydlarni jest olejem najrzadziej przeze mnie używanym. Głównie wcieram go w dłonie, paznokcie i stopy. Dodaję go również do kąpieli.

Alterrę migdały i papaja używam głównie do olejowania włosów. Jest to produkt przyjemny w zapachu, moje włosy dobrze na niego reagują, dość łatwo się zmywa i ''nie wychodzi'' następnego dnia. Jednak jeśli chodzi o włosy mam zamiar przerzucić się na olejki khadi - koleżanka stosuje i zauważyła pierwsze efekty zmniejszenia wypadania włosów po zaledwie kilku aplikacjach.

Olej kokosowy - jemu poświęcę oddzielny wpis, na pewno wszystkim olej dobrze znany.

Na sam koniec zostawiłam olejek zakupiony w H&M. Z olejkiem naturalnym nie ma on zbyt wiele wspólnego. W składzie parafina i sylikony, ale zaraz za nimi olejek arganowy i witamina E. Używam go rzadko, raczej na specjalne okazje, do podkreślenia opalenizny.



Olejek fajnie nawilża skórę pozostawiając na niej świecące drobinki, które utrzymują się dość długo. Ładnie pachnie, a dzięki aplikatorowi w postaci pompki jest łatwy do wydobycia pożądanej ilości kosmetyku. Mam wrażenie, że lekko brązuje skórę. Fajna propozycja wakacyjna.



Wracam do OCM, regularnego olejowania włosów i wszelakich maseczek z olejkami w składzie. Dobrze robiły mojej twarzy - którą teraz czeka poważna regeneracja ;)
W planach mam wzbogacenie się o olej ze słodkich migdałów, olej tamanu, kocanki i rózany.
Ale najpierw projekt denko - po zużyciu dwóch zdecyduję się na kupno nowego. Sprzątając w łazience odnalazłam wiele kosmetyków, część z nich powędrowała do kosza.

Jakie są Wasze ulubione oleje? Może jakieś polecacie? Wasze doświadczenia z OCM?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Suchy Olejek NUXE Huile Prodigieuse.

W okresie jesienno-zimowym dużą uwagę przywiązuję do pielęgnacji mojego ciała. Lubię kremy, masła do ciała, balsamy intensywnie nawilżające. Ale olejki są moim numerem jeden - zwłaszcza jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, łokci, kolan i włosów.
Obecnie stosuję olejek zamknięty w małej, zgrabnej, szklanej buteleczce firmy NUXE.

SKUTECZNOŚĆ DZIĘKI NATURZE

Ten suchy olejek o zawartości 98,1% składników pochodzenia naturalnego to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E – tak skomponowana formuła odżywia, odnawia wygładza skórę twarzy i ciała oraz włosy. Wystarczy jeden gest!
 

DOBRODZIEJSTWO DLA MOJEJ SKÓRY

Skóra twarzy i ciała staje się gładka i jedwabista.
Włosy nabierają elastyczności, miękkości i połysku.
 

NAJWAŻNIEJSZE AKTYWNE SKŁADNIKI

Nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych (z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia) oraz witaminę E: ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy.
Nie zawiera konserwantów, olejów mineralnych ani silikonów.




Uwielbiam go. Ma przyjemny, oryginalny , elegancki zapach. Doskonale odżywia i nawilża skórę, wygładza ją i dodaje blasku.  Niemalże natychmiast się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nakładam go na włosy, twarz i suchą skórę łocki i kolan - zimą, latem traktuję nim całe ciało. Jedyna wada - to brak dozownika w tej wersji olejku (30 ml). Większe objętościową produkty zawierają pompkę, dzięki której możecie wydobyć taką ilość jaką chcecie. Ja często biorę go za dużo, przez co jest mniej wydajny. 

Polecam, polecam, polecam :)

czwartek, 14 listopada 2013

Błoto z Morza Martwego - walka o piękną cerę.

W okresie jesienno-zimowym zawsze narzekam na kondycję mojej skóry i twarzy. Jest nie tylko przesuszona, ale też bardo delikatna, wrażliwa, widać przebarwienia, plamki. Zaczęłam tworzyć listę grudniowych, naturalnych kosmetyków, planuję wybrać się również na kurację kwasami. Póki co próbuję ratować się jak mogę w warunkach domowych.

Dzisiaj po treningu i wieczornym spacerze z psem postanowiłam wypróbować nowy nabytek - Błoto z Morza Martwego.



Korzyści ze stosowania Błota z Morza Martwego są bardzo liczne. Błoto z Morza Martwego jest mieszanką pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego, jak takze składników organicznych, występujących wzdłuż linii brzegowej. Połączenie obu tych elementów -  pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego oraz substancji organicznych - powoduje powstanie niepowtarzalnego środka terapeutyczno-kosmetycznego. 

- oczyszcza skórę
- zwęża pory
- złuszcza martwy naskórek
- stymuluje regeneracje skóry
- odżywia
- pielęgnuje
- niweluje podrażnienia i zaczerwienienia

Błoto mineralne z Morza Martwego leczy rany, ożywia cebulki włosów oraz eliminuje łojotokowe zapalenie skóry i łupież. Nakładanie błota pomaga wyprostować zmarszczki oraz opóźnia proces starzenia skóry. 
Stwierdzono również leczniczy wpływ błota na migrenę oraz bóle głowy. Nakładanie 
błota na stawy oraz kręgosłup wywiera leczniczy wpływ na przeróżne choroby: artretyzm, zapalenie kości i chrząstki, zapalenie szpiku kostnego, zapalenie nerwu, reumatyzm, psychologiczny stres, zmęczenie oraz bezsenność. źródło





 I tak przygotowaną papkę nakładamy na twarz. Różne źródła podają różny czas trzymania preparatu na skórze. Jedno ze źródeł podaje 0d 2-3 minut, drugie natomiast mówi nawet do 15.

Ja po nałożeniu papki na twarz od razu poczułam swędzenie i pieczenie - podobnie jak w przypadku nakładania maści czy płynów dermatologicznych. Początkowo się zaniepokoiłam, ale doczytałam, że jest to normalna reakcja skóry. Natomiast jeśli dodatkowo zaobserwujecie obrzęk - niezwłocznie zmyjcie błoto z twarzy. 
Jeśli chodzi o zapach to jest on nijaki - ja czuję moją piwnicę :D. Zapach ten przypomina mi również strych z butwiejącym krewnem, albo muł rzeczny - ale jest to bardzo delikatny zapach, niemalże niewyczuwalny. Niektórzy producenci dodają do błota olejki eteryczne czy inne substancje chemiczne poprawiające zapach - jednak może to niekorzystnie wpływać na skórę.


Faktycznie! Skóra jest przyjemnie miękka, delikatna, nie błyszczy się, wydaje się być dobrze oczyszczona. W trakcie zmywania błota zrobiłam dodatkowo lekki peeling. Niestety skóra jest również zaczerwieniona w miejscach gdzie były niedoskonałości - zdrapana krostka, niezagojona ranka - mam nadzieję, że do jutra czerwone plamki znikną.

Znacie ten produkt? 


czwartek, 5 września 2013

Szampon idealny? Recenzja Organix Nourishing Coconut Milk Shampoo.

Moja droga w poszukiwaniu szamponu idealnego trwała i trwała bez końca. Ten wysuszał, tamten plątał, inny brzydko pachniał, kolejny słabo się pienił i źle oczyszczał. Zawsze coś. W końcu znalazłam to, czego szukałam. I przepadłam.



Organiczny szampon z kolekcji Coconut Milk to ekskluzywne połączenie naturalnego mleczka kokosowego o działaniach odżywiających z proteinami białka kurzego, nadającego włosom elastyczności i wytrzymałości. Dodatkowo formułę szamponu uzupełniono w olej kokosowy, który nawilża włosy od cebulek aż po końce. Zniewalający zapach mleczka kokosowego rozpieszcza także zmysły sprawiając, że kąpiel jest przyjemniejsza. Produkty marki Organix zawierają wyłącznie organiczne, aktywne składniki i są wolne od siarczanów. Dzięki użyciu materiałów nadających się do recyclingu opakowania oraz etykiety produktów Organix są przyjazne dla środowiska. 

Jak wrażenia?

Pierwszeco mnie zachwyciło to zapach: cudowny, rajski, słodki, intensywny, mleczno-kokosowy. Bardzo długo utrzymuje się na włosach. Konsystencja szamponu jest lekko galerowata, mlecznego kolory, łatwo wydobywa się z opakowania. Szampon doskonale oczyszcza, dobrze sie pieni - znacznie mniej niż stosowane do tej pory przeze mnie produkty. Juz w trakcie spłukiwania włosów czujemy, że są one miękkie i przyjemne w dotyku. Stan ten utrzymuje się również po wysuszeniu głowy - włosy są pełne blasku, sprężyste i delikatne. Szampon nie wysusza i nie podrażnia skóry głowy. Możemy go kupić w drogeriach hebe ( koszt ok.25 zł). Z tej linii dostępna jest również odżywka i serum.


Znacie firmę Organix? Możecie polecić jakieś produkty?

środa, 26 czerwca 2013

Moja pielęgnacja twarzy latem#1

Nadmiar stresu w moim życiu, nie do końca czyste jedzenie i stagnacja pod względem fizycznym bardzo szybko wpłynęły na kondycję mojej skóry. I chociaż latem twarz wygląda o wiele lepiej, to niezbędna jest jej specjalna pielęgnacja.
Od pół roku jestem pod opieką dermatologa i razem z panią doktor walczymy z moimi problemami skórnymi. Na pierwszą wizytę przyszłam mocno wysypana, z podskórnymi grudkami, zapchanymi porami, podrapanymi krostami, przesuszoną skórą i masą przebarwień. Pierwszym krokiem było wyleczenie ran, które sama sobie zafundowałam, później zaczęłam używać szereg maści, żeli, kremów kosmetyków z konkretnymi stężeniami. Potrzech miesiącach moja skóra wyglądała na prawdę bardzo dobrze. Widoczne były jedynie drobne zaczerwienienia, pojedyncze krostki i przebarwienia. Dzisiaj miałam trzecią wizytę. Skóra jest w końcu czysta i dobrze nawilżona, jednak zdarzają się podskórne grudki - zwłaszcza po prawej stronie brody - na jednym z blogów kosmetycznych przeczytałam, że może być to problem hormonalny. Jestem obecnie kilka dni przed miesiączką, całościową nie wyglądam za specjalnie, więc to może to? Jednak moim problemem wciąż są przebarwienia. Dostałam kolejny lek, mam nadzieję, że ten pomoże.


Jeśli chodzi o moją pielęgnację w chwili obecnej, to stosuję krem nawilżający Puritin z Iwostin - rano i co drugi dzień wieczorem. Na przebarwienia gdy nie ma słońca stosuję serum na przebarwienia, do którego dodaję kwasu hialuronowego z Beautyever. Dwa widoczne na zdjęciu kremy nawilżające już są prawie wyzerowane. Do przemywania twarzy, jako toniku używam hydrolatu różanego, pod oczy łagodzący krem nagietkowy od Sylveco.


Do zmywania makijażu stosuję oczyszczającą piankę z La Rosay, mleczka z Yves Rocher i dwufazowego płynu do demakijażu oczu od Nivei.

W chwili obecnej odstawiam Aknemycin, będę stosować Atrederm oraz Skinoren.




















No i oczywiście filtry ochronne - ale o tym w kolejnym poście.
Do pełnej pielęgnacji potrzebuję jeszcze dobrego żelu oczyszczającego - Lushowy Angels on Bare Skin mi się skończył, zastanawiam się nad czymś nowym, być może sięgnę również po dermokosmetyki.
Skóra w trakcie takiej kuracji jest mocno przesuszona i potrzebuje dużego nawilżenia. Koleżanka namawia mnie na olej tamanu - podobno doskonale nawilża i jest dobry w walce z wszelakimi problemami skórnymi.

Jeśli macie jakieś sprawdzone kosmetyki - zwłaszcza nawilżające, również półprodukty, czy też takie, które zwalczają przebarwienia - piszcie.

W kolejnej częściach pokażę Wam moją letnią kolorówkę :)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Przesyłka od Beautyever.

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Beautyever przesyłkę, którą się chwalę :)


Co otrzymałam?

- Hydrolat różany - otrzymywany z kwiatów róży stulistnej, doskonale nadaje się do skóry przesuszonej, dojrzałej, wymagającej regeneracji i odnowy.Działa lekko napinająco i przeciwzmarszczkowo..
Idealny także do pielęgnacji skóry wrażliwej, ze skłonnością do zaczerwień i rozszerzonych naczynek, działa lekko ściągająco, zmniejszając widoczność porów skóry. Hydrolat różany zawiera w swoim składzie antocyjany i kwas galusowy, przez co wykazuje właściwości antyoksydacyjne, wzmacniające naczynia krwionośne oraz działanie ściągające i oczyszczające. Obecność powyższych składników, należących do grupy flawonoidów, powoduje redukcję zaczerwień, wzmacnia wytrzymałość i przepuszczalność naczyń krwionośnych – poprawia ogólny wygląd skóry. 
Hydrolat zamierzam stosować jako samodzielny tonik do przemywania skóry rano, jako mgiełkę do twarzy i włosów. Już uwielbiam go za zapach.
- Kwas hialuronowy i rozpuszczalny kolagen - to dwa składniki, które będę dodawać do moich kremów nawilżających i balsamów. Jeszcze nie zdecydowałam się na ukręcenie czegoś swojego, ale być może wkrótce się zmobilizuję.


piątek, 4 stycznia 2013

Orientana podejście drugie. Maska z jedwabnej tkaniny nasączona biopeptydami, granatem i zieloną herbatą.

Z firmą Orientana miałam już przyjemność współpracować. Pierwszy kosmetyk, który otrzymałam okazał się rewelacją i bez wahania mogę powiedzieć, że Orientana to moje odkrycie roku 2012. Więcej o maśle shea i olejkach możecie przeczytać tutaj - klik,klik.
Produkt, który chcę Wam dzisiaj przedstawić otrzymałam od firmy w ramach współpracy ogłoszonej na facebooku. Byłam bardzo ciekawa innych kosmetyków Orientany. Maskę nałożyłam po wieczornej kąpieli, odprężona, zasiadłam z książką i odpoczywałam...

Do testowania otrzymałam maseczkę nasączoną biopeptydami, granatem i zieloną herbatą - o działaniu ujędrniającym, detoksykującym, rozświetlającym i mocno nawilżającym - w sam raz dla mnie aby poprawić kondycję skóry w tym trudnym okresie. 





Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia. Dzięki biopeptydom daje natychmiastowy efekt.Aktywne składniki maski to biopeptydy roślinne, ekstrakt z owocu granatu, 
ekstrakt z zielonej herbaty, alantoina pozyskiwana z żywokostu lekarskiego,  ekstrakt z korzenia lukrecji, kolagen, kwas hialuronowy. 

Zawartość opakowania




Maska składa się z dwóch części: jedwabnej i foliowej. Na oczyszczoną twarz  nakładamy maskę jedwabną do twarzy, białą stroną do góry.Maskę pozostawiamy  na 25-30 minut - do całkowitego wchłonięcia płynu w skórę twarzy. 


Rzeczywiście działanie maski jest natychmiastowe! Skóra jest gładka, miękka, przyjemna w dotyku, rozświetlona, nawilżona i wygląda na prawdę dobrze. Po 25 minutach przeźroczysta maska zaczęła robić się biała - skutek wysychania jedwabiu i wchłaniania płynu przez skórę.
Zapach maseczki jest delikatny, lekko wyczuwalny.
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i zachęcam Was do przetestowania. Do wyboru mamy:

* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, algami filipińskimi i aloesem
* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, miłorząbem japońskim i aloesem
* Maskę z jedwabnej tkaniny na twarz - nasączoną biopeptydami, granatem i zieloną herbatą

Cena jednego płatka : 15 zł. Troszkę dużo, zważywszy na fakt, że maskę powinno się nakładać na twarz minimalnie dwa razy w tygodniu. Nie mniej jednak uważam, że warto spróbować. 

Moja ocena 5/5

Kolejnym produktem Orientany na jaki się skuszę będzie balsam w kostce ;) A Wy znacie już kosmetyki tej firmy?

środa, 21 listopada 2012

Powrót do domu i przesyłka od Fennel.

Bieganie po przerwie nie jest łatwe - tak jak myślałam. Dlatego dzisiaj nie poszalałam, tylko 3 kilometrowy bieg w średnim tempie. Nie mogę za bardzo przeanalizować treningu, bo nie doładowałam telefonu i nie uruchomiło mi się endomondo. Ale na jutrzejszy bieg je przygotuję - dużo lepiej mi się biega z aplikacją. Co prawda biegłam stałą trasą, którą dobrze znam, więc wiem mniej więcej jaki dystans pokonałam, jednak to nie to samo.A jutro mama idzie maszerować a ja biegać, śmiesznie będzie.
Zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Tak jak w ciągu dnia lepiej mi się biega bez muzyki, tak też wieczorem mi jej brakuje. Niestety mój ipod przepadł, nikt oczywiście w domu nic nie wie - ale czemu mnie to nie dziwi. Zadanie na jutrzejszy dzień - przetrzepać pokój.

Dzisiaj wróciłam do domu i czekało na mnie kilka niespodzianek.
Kilka miesięcy temu wymieniałam maile z firmą Fennel. Dzisiaj na stoliku czekała na mnie przesyłka a w niej dwa produkty tej firmy.
Kosmetyki FENNEL to kosmetyki z Tajlandii dostępne na Polskim rynku.


Do testów otrzymałam masło do ciała Plumeria. Kwiatu plumerii nie znałam, ale zapach i kolor są zaskakujące.  Intensywny, egzotyczny zapach plumerii zaliczany jest ponoć do afrodyzjaków. Korzystnie wpływa na samopoczucie i łagodzenie stanów emocjonalnych.
Drugim produktem jest Peeling cukrowy Ciasteczka z Czekoladą. Też się nie mogłam powstrzymać i otworzyłam. Zapach jest obłędny. Nie mogę doczekać się pierwszego użycia.


Recenzje kosmetyków - wkrótce.

Czekały na mnie również pingwiny. Jak się na nie spojrzałam, to stwierdziłam, że coś im dolega :D Są jakieś takie totalnie wykręcone.


I renifery. Do reniferów nie mam żadnych zastrzeżeń :)


Dobrze być w domu. Nie na długo, bo w piątek znów wracam do Olsztyna. Ale od grudnia znów home. Sweet home?

niedziela, 23 września 2012

Masło shea i olejki do ciała - Orientana.


Dzisiaj mam się już troszkę lepiej. Przeziębienie nadal mi dokucza, ale nie tak bardzo jak wczoraj. Rafał dzisiaj przyniósł mi olbrzymi korzeń imbiru i słoik miodu lipowego :D
A jeśli już o imbirze mowa, chcę się dzisiaj z Wami podzielić moimi wrażeniami po stosowaniu masła shea i olejki do ciała z Orientany a którym kilka słów pisałam tutaj.

Do wyboru macie dwa masełka: jaśmin i zielona herbata oraz imbir i paczula.


Masełko zamknięte jest w poręcznym, plastikowym pudełeczku z zakrętką. Ale to co cudowne kryje się pod zakrętką...


Pierwsze co mnie zachwyciło: zapach i konsystencja. Ostry, intensywny zapach imbiru i świeżość paczuli działają pobudzająco na moje zmysły. Zapach nie jest nachalny i duszący, aczkolwiek dla osób lubiących wyraziste kompozycje zapachowe.


Konsystencja jest GENIALNA. Niby stała, ale płynna :) Malutkie kuleczki widoczne na zdjęciu to masełko shea (karite) które dopełnia olejek imbirowy i paczulowy - ale skład jest o wiele bogatszy i ciekawszy! Wszystkie składniki są tłoczone na zimno i nierafinowane przez co zachowały swoją pełną naturalną wartość.
Bez problemu wydobywa się pożądaną ilość masełka. Świetnie się rozprowadza, masełko rozpuszcza się pod wpływem temperatury ciała. Doskonale natłuszcza i nawilża. Szybko się wchłania a zapach utrzymuję się na skórze przez długi czas. Skóra jest miękka, błyszcząca i przyjemna w dotyku.


Ze względu na jego właściwości antycellulitowe używam go głównie na nogi, ramiona i brzuch. Gdy zakładam później długie spodnie od pidżamy albo legginsy czuję przyjemne ciepełko. Jeśli chodzi o jego zwalczenie cellulitu - za krótko go stosuję by wypowiedzieć się na ten temat. Jednak zauważyłam, że skóra jest napięta i wygładzona.

Zachęcam Was także do zapoznania się z dobrodziejstwami jakie niosą ze sobą składniki zawarte w produkcie.

Maso Shea (Karite) – bogate w kwasy tłuszczowe oraz witaminy A, E i F - regeneruje i odnawia zniszczony naskórek. Wygładza i zmiękcza skórę, stymuluje aktywność komórek do odmładzania. Łagodzi podrażnienia, przyspiesza procesy gojenia, niweluje reakcje alergiczne.
Masło kakaowe – bogate w naturalne autoutleniacze neutralizujące działanie szkodliwych wolnych rodników, witaminy, minerały takie jak magnez, wapno, potas.  Wspaniale nawilża i chroni skórę. 
Masło mango – doskonale nawilża, zmiękcza, uelastycznia, łagodzi podrażnienia  i goi skórę.

Masło kokum – doskonale zmiękcza i uelastycznia skórę. Stosowane do pielęgnacji skóry suchej, zrogowaciałej i szorstkiej - doskonale zapobiega wysuszeniu i wiotczeniu, a także pomaga w regeneracji. Bardzo dobrze się wchłania, nie zatyka porów.
Olej migdałowy - wpływa na jędrność i elastyczność skóry i opóźnia proces starzenia.
Olej z kiełków pszenicy - bogaty w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy, składniki mineralne, lecytyny, enzymy, fitosterole, karoteny. 
Olejek imbirowy – dzięki właściwościom rozgrzewającym i pobudzającym krążenie pomaga zwalczać celulit, ujędrnia i modeluje sylwetkę. Działa przeciwbakteryjnie, przeciwłojotokowo i przeciwzapalnie.
Olejek paczulowy –  zalecany jest dla skóry dojrzałej, wspomaga jej regenerację, pozytywnie wpływa na skórę popękaną, zmiękcza ją i pomaga usuwać zaczerwienienia. Zwalcza takie problemy skórne jak m.in.trądzik. Działa jako antydepresant.

Za co lubię masło shea i olejki do ciała?
- piękny, intensywny zapach długo utrzymujący się na skórze
- świetna konsystencja
- ładne, zgrabne opakowanie
- kosmetyk naturalny
- bogaty, fenomenalny skład
- doskonale nawilża i natłuszcza
- szybko się wchłania
- wygładza, ujędrnia skórę
- rozgrzewa
 - nie testowany na zwierzętach
- działanie antycellulitowe

Na prawdę polecam Wam ten produkt, gwarantuję, że będziecie z niego bardzo zadowolone.
Więcej o masełku możecie przeczytać na stronie producenta.




czwartek, 13 września 2012

Z mokradeł wyłania się kobieta wodorost ... ;)

Gdy przebudziłam się dzisiaj o 6.00 rano i spojrzałam w okno odczułam ulgę, że nie muszę wstawać i wychodzić na zewnątrz. Jednocześnie poczułam lekki niepokój, bo już za miesiąc skończą się wygody i wstawanie o której się chce. Nie ważne będą zawieje, ulewy, śnieżyce. Na szczęście jeszcze nie muszę się tym przejmować, za oknem mokro już od rana, a dzień jest niesamowicie senny. Już tęsknie za latem. Bieganie i jazda na rowerze  na zewnątrz nie są w tej chwili możliwe. Ograniczam się do mini wyzwań słoiczkowych - wczoraj zrobiłam sto przysiadów :D Dzisiaj cierpię zębowe katusze - nie sądziłam, że tak dotkliwie odczuję piaskowanie.



Na umilenie sobie dnia zrobiłam maskę z alg i białej glinki. Przez mamę nazwana zostałam kosmitką, przez kuzynkę kobietą wodorostem. A mnie się wydaje, że najbliżej mi do Shreka ;)

Do wykonania maski algowej z białą glinką wykorzystałam:
- 2 płaskie łyżeczki spiruliny
- 1,5 płaskiej łyżeczki białej glinki
- szczyptę niacynamidu
- szczyptę arbutyny
- wodę przegotowaną zmieszaną z hydrolatem różanym


Wszystkie sypkie substancje łączymy ze sobą, powoli dolewamy wodę z hydrolatem, często mieszamy do uzyskania odpowiedniej konsystencji.


I otrzymaną papkę nakładamy na umytą i osuszoną twarz. Maseczkę trzymamy na twarzy do dwudziestu minut. Skóra jest miękka, gładka i wygląda na świeżą. Maskę taką nakładać będę raz w tygodniu. Jednak zostało mi trochę jej z dzisiaj bo wyszła mi zbyt rzadka, więc jutro także ją zastosuję.


Jak spędzacie mokre, szare,bure i leniwe dni ?

poniedziałek, 10 września 2012

Moja pielęgnacja twarzy - plan na wrzesień i październik.

Choć jeszcze nie do końca skompletowałam wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne, postanowiłam dzisiaj dodać post o mojej pielęgnacji twarzy na wrzesień i październik. Gdy pojawi się jakiś nowy produkt zostaniecie o tym poinformowane przy okazji wpisów o naturalnej pielęgnacji.

W ramach przypomnienia

  • Mam cerę suchą
  • W związku z tym, że cera jest sucha jest też mało elastyczna, mało wilgotna i mało jędrna,
  • Dużo przebarwień i plamek posłonecznych,
  • Bardzo mało zanieczyszczeń (!!!) zwężone, czyste pory,
  • Troszkę popękanych naczynek
  • Trądzik ostatecznie zwalczony
  • Worki i sińce pod oczami

Wiedząc już czego potrzebuje moja skóra, postanowiłam opracować wstępny plan pielęgnacji.
 
Celem planu pielęgnacyjnego jest  nawilżenie, nawodnienie i sprawienie, by skóra była jędrna i elastyczna.
Drugim ważnym celem jest wyeliminowanie przebarwień. Oczywiście ważne jest, aby przy tym wszystkim utrzymać ją w czystości. 
 
Pielęgnacja twarzy - wrzesień/październik
 
Rano
- czyścik Lush'a - Angels on Bare Skin- tutaj możecie o nim przeczytać, 
- hydrolat z róży stulistnej z Mazideł
- kremy nawilżające/matujące 
- krem z filtrem Vichy 50+

Wieczorem
- demakijaż (mleczko, płyn dwufazowy),
- peeling 
- hydrolat z różny stulistnej
- krem pod oczy - Sylveco
- krem nawilżajacy - brzozowy klik
- serum Iwostin na przebarwienia

Dodatkowo!
Trzy razy w tygodniu maski na twarz - czekoladowa, algowa, z granatem, z awokado, głęboko nawilżająca maska z Yves Rocher.
Raz w tygodniu maska na twarz z glinką, algami, arbutyną i witaminami
Raz w tygodniu Dark Angles klik
 
UWAGI
Mleczko do demakijażu chcę zastąpić płynem miceralnym. Ciągle też myślę o OCM - jednak chyba wciąż mam za mało wiedzy jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy olejami. Niewykluczone jednak, że w październiku pojawi się mała modyfikacja. Po wykorzystaniu zapasów kremów nawilżających kupuję bazę kremową i tworzę krem dostosowany do własnych potrzeb. Jeśli zauważę, że któryś z produktów nie służy mojej skórze - odstawiam go. Nie wszystkie produkty są naturalne, w przyszłości będę dążyć by sukcesywnie zastępować je jednak naturalnymi kosmetykami. Oczywiście moje przebarwienia zostaną uwiecznione na fotografii. Po 8 tygodniach kuracji zobaczymy jak spisało się serum z Iwostinu.


Jeśli chodzi o kremy nawilżające, nawadniające, to oprócz tych ze zdjęcia powyżej dysponuję próbkami. Vichy i Effaclar Duo - do zadań bardzo specjalnych, Ziajki mam chyba z 50 saszetek, Eucerin i Nivea na zmarszczki. Pozostałe to kremy nawilżające.


Lista zakupów
- kwas hialuronowy
- olej do OCM
- mocznik
- witaminy All in one

Kolejne plany pielęgnacyjne, który muszę opracować to plan pielęgnacji włosów i całego ciała - z body wrappingiem włącznie. 
 
Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa: farbować czy nie farbować?


A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy? Może polecicie jakiś sprawdzony krem nawilżający albo olejek do cery suchej?
A może zainteresował Was jakiś kosmetyk i chcecie go bliżej poznać?

piątek, 7 września 2012

Pierwsza współpraca - Orientana.

Kilka dni temu nawiązałam współpracę z firmą Orientana.
Cieszę się niezmiernie, że będę mieć okazję przetestować produkty tej firmy i podzielić się odczuciami z moimi czytelnikami.



                                                                Dlaczego Orientana?                                                                   

ORIENTANA to 100% naturalne kosmetyki z roślin azjatyckich do pielęgnacji. Składniki pochodzą z czystych ekologicznie rejonów Azji, a ich receptury stworzone zostały przez kosmetologów i farmaceutów w oparciu o tradycyjną medycynę azjatycką. W produkcji wykorzystywane są tylko naturalne ekstrakty roślinne, które są przetwarzane w taki sposób aby nie utracić swoich cennych dla organizmu wartości.
Jest to połączenie ekologicznego stylu życia, zainteresowania Azją i modelu życia zgodnie z naturą. Producenci oczarowani pięknem azjatyckich kobiet zagłębili się w tajniki naturalnego dbania o urodę. Teraz i my możemy korzystać z dobrodziejstw azjatyckiej natury. 

Kosmetyki nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych ( brak parabenów, parafiny, silikonów, sztucznych zapachów, koloryzatorów), nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego i nie są testowane na zwierzętach!Składy poszczególnych kosmetyków zawierają mnóstwo naturalnych ekstraktów, witamin i enzymów, które bardzo korzystnie oddziałują na skórę

ORIENTANA to specjalna konsystencja kosmetyków. Żelowa konsystencja ułatwia wnikanie w skórę  osiem razy efektywniej niż w zwykłych kremach. Dzięki tej konsystencji ułatwiony zostaje proces osmozy -
ponad 90% naturalnych odżywczych składników z łatwością wchłania się w skórę, a jednocześnie skóra uwalnia szkodliwe substancje i oczyszcza się.
Ponadto w ofercie znajdziemy kosmetyki odpowiednie dla każdego rodzaju skóry. 
Wybór kosmetyków jest na prawdę imponujący - w ofercie firmy znajdziecie zarówno balsamy do ust, balsamy do ciała, mydła do ciała na bazie masła shea, masła do ciała, peelingi/scruby, kremy do twarzy, kremy pod oczy.

Ja do przetestowania od Pani Ani do przetestowania otrzymałam masło shea i olejki do ciała. Imbir i Paczula. Dlaczego akurat te masło? Ze względu na olejek imbirowy, który ma właściwości rozgrzewające i pobudzające krążenie przez co pomaga w walce z cellulitem i modeluje sylwetkę.



O podstawowych składnikach i właściwościach przeczytacie w momencie recenzji. Jedyne co mogę na daną chwilę powiedzieć: MASŁO MA OBŁĘDNY ZAPACH I CUDOWNĄ KONSYSTENCJĘ. 

Znacie firmę Orientana? Jeśli nie to zachęcam do odwiedzenia strony internetowej. 

Dostałam dzisiaj jeszcze jedną paczuszkę...ale o tym jutro :)

niedziela, 2 września 2012

Peeling kawowy - handmade.

 
Prawdopodobnie teraz szykuję się na koncert Dody w jej i moim rodzinnym mieście a blogger publikuje mój wpis- szaleństwo :)

Jakiś czas temu skończyły mi się wszystkie peelingi pod prysznic o działaniu antycellulitowym.
Nie chciałam kupować kolejnego, postanowiłam zrobić go samodzielnie. Czytałam na kilku blogach, że dziewczyny robiły i bardzo sobie chwalą peeling kawowy. Właśnie na taki się zdecydowałam. Ja jednak go zrobiłam trochę inaczej.
Czego użyłam? 

2 łyżki kawy 
Łyżka cynamonu
3 łyżki cukru - ja dałam biały 
Olejek bursztynowy 
Żel kawowy pod prysznic 
                                               Wczoraj dodałam szczyptę witaminy B3 

Wszystkie suche substancje wrzucamy do pustego pojemnika. Następnie dodajemy żel pod prysznic i dokładnie mieszamy. Dodajemy kilka kropel olejku - może być też oliwa z oliwek. Po zrobienie peeling wygląda tak


Obecnie wygląda tak


Delikatnie peelinguje - ale ścieranie jest odczuwalne. Skóra jest gładka, miękka i delikatnie natłuszczona. Do domowego SPA idealny - oczywiście jeśli lubicie taką kompozycję zapachową. Nie
wiem na ile peeling z takich proporcji wystarczy - ja go używam 3 razy w tygodniu.Jestem z niego zadowolona, w przyszłości wypróbuję innych mieszanek :)


A Wy jakich peelingów używacie? Robicie same czy wolicie te sklepowe?



piątek, 31 sierpnia 2012

Paczka z mazideł i moja walka z trądzikiem.

Miałam dzisiaj problem ze wstaniem z łóżka. Przyczyną tego są obolałe mięśnie :) Dwójki ciągną strasznie, plecki bolą, a brzuszek piecze. Jedynie pośladki i czwórki nie dają się we znaki.

Dzisiejszy poranny wpis dotyczyć będzie pielęgnacji :)

Pisałam wczoraj, że doczekałam się paczki z mazideł.



sobota, 25 sierpnia 2012

Naturalna pielęgnacja.


Jakiś czas temu pisałam Wam, że odkryłam nową pasję, którą w dalszym ciągu poznaję. Z każdym dniem uczę się czegoś nowego. Zainteresowanie pielęgnacją za pomocą kosmetyków naturalnych - bo o tym będzie dzisiejszy wpis - nie przyszło w momencie gdy zdecydowałam się na rewolucję w moim życiu. Szczerze mówiąc wcześniej nie przywiązywałam zbyt dużo uwagi do pielęgnacji twarzy, czy ciała. Zawsze żyłam w przekonaniu, że na kremy, maski jestem jeszcze za młoda. Dopiero teraz wiem, jak błędny był mój tok myślenia. Widzę jak wiele zawdzięczam systematycznej, przemyślanej pielęgnacji.
Gdy zaczęłam się zdrowo odżywiać, zwracać uwagę na spis składników znajdujących się na produkcie, nawyk ten przełożył się na produkty kosmetyczne. Zaczęłam uczyć się analizy składów, poznawać czym jest dana substancja i jakie ma właściwości. Był to moment gdy poznałam pierwsze kosmetyki naturalne - padło na  LUSH'a. Im więcej czytałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że jest to kolejny aspekt mojego życia, który chcę poddać zmianom - nie radykalnym, ale stopniowym. Kosmetyki naturalne, półprodukty kosmetyczne, pogłębianie wiedzy o nich stały się w pewnym sensie moją kolejną pasją. Kosmetyki naturalne niosą ze sobą samo dobro- bo co może być lepsze dla naszej skóry? Kosmetyki naturalne mają obłędne zapachy - świeże, nie sztuczne i chemiczne. Pozbawione są konserwantów, które są kancerogenne.
Możecie powiedzieć, że ceny za kosmetyki naturalne są kosmiczne. Ktoś kiedyś powiedział  "Jeśli chcesz żyć zdrowo, musisz mieć portfel z nadwagą" - to nie do końca prawda, po prostu zmiany trzeba wprowadzać stopniowo, zamiast kilku kosmetyków konwencjonalnych można kupić jeden naturalny. Nie zawsze więcej znaczy lepiej. Uważam, że taka zmiana każdemu wyjdzie na dobre.
Dla mnie to oczywiste, że skoro zmieniam swój styl życia - zaczynam się zdrowo odżywiać, żyć aktywnie, pragnę także pozytywnie działać na swoje ciało w zakresie pielęgnacji. Są to elementy, które mają wspólny mianownik, granice między nimi się zacierają i stanowią jedność.


Moja bardzo dobra koleżanka jest dermokonsultantką i korzystając z okazji wybrałam się do niej na darmową analizę skóry (wiele aptek oferuje takie usługi, poszukajcie ich w swoich miastach). Wcześniej miałam bardzo problematyczną cerę. Dużo wyprysków, zamkniętych i zanieczyszczonych porów. Walczyłam długi czas z trądzikiem, po którym do dnia dzisiejszego mam nieprzyjemne pamiątki w postaci płytkich blizn i przebarwień ( te zafundowałam sobie podczas opalania - nie smarując twarzy żadnym kremem ochronnym). Podobno także przyjmowanie hormonów i eksponowanie twarzy na promienie słoneczne sprzyja powstawaniu przebarwień. Pozostał mi głupi nawyk z lat wcześniejszych i jak tylko widzę jakoś niedoskonałość lecę do lustra i zaczynam z nią walczyć. Najczęściej kończy się to zaczerwienionym placem, albo malutką ranką - funduje sobie kolejne znaki.  Mam skłonność do powstawania bliznowców, ze względu na dużą produkcję przez mój organizm kolagenu - tak powiedział mi lekarz. Ja nie wiem, nie znam się.

Analiza twarzy trochę mnie zaskoczyła. Co wykazała ?
  • Mam cerę suchą - to głównie dzięki Normaderm Vichy - bardzo silny żel, który zwalczył mój trądzik, ale używałam go bardzo długo i skutecznie wysuszył mi skórę, ale i dokładnie ją oczyścił ,
  • W związku z tym, że cera jest sucha jest też mało elastyczna, mało wilgotna i mało jędrna,
  • Dużo przebarwień i plamek posłonecznych,
  • Bardzo mało zanieczyszczeń (!!!) zwężone, czyste pory,
  • Troszkę popękanych naczynek
  • Trądzik ostatecznie zwalczony
  • Worki i sińce pod oczami

Wiedząc już czego potrzebuje moja skóra, postanowiłam opracować wstępny plan pielęgnacji.

Celem planu pielęgnacyjnego jest  nawilżenie, nawodnienie i sprawienie, by skóra była jędrna i elastyczna.
Drugim ważnym celem jest wyeliminowanie przebarwień. Oczywiście ważne jest, aby przy tym wszystkim utrzymać ją w czystości. 

O kosmetykach, których będę używać w trakcie pielęgnacji twarzy napiszę w kolejnym poście dotyczącym naturalnej pielęgnacji. 

                                            źródło:pinterest.com

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Body wrapping.

Aby skutecznie zwalczyć cellulit musimy mieć świadomość z jak opornym i ciężkim do zwalczenia wrogiem przychodzi nam się zmierzyć. Pisałam już o tym, jakie rodzaje broni pomogą nam w walce. Jak będzie spis treści, wtedy wszystko będziecie mieć w jednym miejscu :)
1. ćwiczenia fizyczne
2. dieta
3. peelingi
4. wspomaganie usuwania toksyn naprzemienne kąpiele, masaże masażerem, bańka chińska
5. kosmetyki antycellulitowe
6. zabiegi antycellulitowe 
7. suplementy 
8. spożywanie dużej ilości wody

Dzisiaj chciałabym napisać o jednym z zabiegów antycellulitowych, który przynosi świetne rezultaty. Zabieg ten w salonach SPA kosztuje nawet 200 zł...ale prawda jest taka,że zabieg ten możesz zrobić w swoim domowym SPA! Będziemy do tego potrzebować troszkę teorii, mieszanek/kosmetyku i folii spożywczej.

O jakim zabiegu mowa? O Body Wrapping ( często używa się także nazwy body wrap)
Body wrapping jest zabiegiem modelującym sylwetkę. Polega on na zastosowaniu preparatów antycellulitowych i owijaniu ciała folią, lub rozgrzanymi bandażami. Celem zabiegu jest zmniejszenie obwodu i wymodelowanie ciała, wygładzenie i dotlenienie skóry, wyeliminowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej i zredukowanie cellulitu.


 W jaki sposób zabieg działa na nasze ciało ?
- ujędrnia i napina skórę
- pomaga w likwidacji cellulitu
- oczyszcza ciało z toksyn
- zwiększa tempo metabolizmu

 Teraz kilka słów o preparatach stosowanych w zabiegu. 

Do smarowania możesz wybrać produkt, który lubisz, który masz, który wiesz, że jest skuteczny, który jest polecany. Wybór zależy od Ciebie. Mogą to być olejki, kremy, sera, żele czy też własne mieszanki. To na co warto zwrócić uwagę to skład kosmetyku i czy zawiera on substancje czynne, odpowiedzialne za te wszystkie szałowe efekty : algi morskie, minerały, błoto z Morza Martwego, sól morska, kofeina. L-karnityna, papryka, witaminy, cynamon, goździki, imbir, zielona herbata itp.

Do zabiegu polecane są kosmetyki z firmy BingoSpa. Ja firmę znam od jakiegoś czasu, ale głównie o niej czytam na blogach kosmetycznych. Nie miałam jeszcze żadnego produktu tej firmy, ale właśnie do zabiegu próbuję wybrać coś dla siebie. Korzystając z okazji, że jesteśmy przy kosmetykach BingoSpa. Polecacie jakieś ich produkty? Głównie chodzi mi o maski do twarzy. Czy są takie specjalne mające właściwości nawilżające?
 














Do czasu aż kupię jakiś odpowiedni kosmetyk będę używać własnej mieszanki.
Na mieszankę składają się: fusy zmielonej kawy, kakao, cynamon i balsam do ciała ( w moim przypadku Eveline 3D) Nakładamy papkę na ciało, obwijamy się folią i leżymy relaksując się przez 30 minut. Można dodać kroplę jakiegoś olejku eterycznego - chociaż uważam, że połączenie tych trzech składników to tez doskonała aromaterapia. Dzisiaj albo jutro zrobię swój pierwszy body wrap. Koleżanka ze studiów często robiła taki zabieg. Używała tylko kawy i mówiła, że jest bardzo zadowolona z efektów.

WTF ? Czy to możliwe ?

Na tej stronie  znajdziecie fajny przepis na ziołową mieszankę do body wrapu.  


 Przeciwwskazaniami do zabiegu są: choroby krążenia, ciążą, żylaki, choroby nerek, cera naczynkowa.

Reasumując:
Do zabiegu potrzebujemy kosmetyku, folii spożywczej bądź też nagrzanych bandaży, godziny wolnego czasu.
Zabieg jak każdy inny trzeba wykonywać regularnie - moim zdaniem do dwóch razy w tygodniu. 

TUTAJ  możecie zaczerpnąć więcej informacji na temat zabiegu i kosmetyków. 

BTW takie owinięte ciało przypomina mi mumię :D Ciekawe czy Kleopatra używała takich zabiegów :)
Nawet jeśli zabieg ten nie okaże się aż tak skuteczny w walce z cellulitem, myślę, że i tak przyniesie dużo dobrego dla naszego ciała. 

Tutaj znajduje się przepis na mieszankę jogurt-miód. 


Robiłyście kiedyś ten zabieg? W salonie czy w domu? Widziałyście jakieś efekty?