Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2015

Książek stos! Kulturalny luty.

Gdzie jest luty!?

Ostatnimi czasy dużo czytam. Może nie starcza mi dnia żeby sięgnąć po książkę codziennie, ale staram się przeczytać kilka pozycji w ciągu miesiąca. Mam tygodnie, że z książką spędzam niemalże każdy wieczór. Są też takie dni, gdy sterta nowych nabytków leży koło łóżka. Postanowiłam przez jakiś czas wstrzymać się z kupowaniem, co by więcej czytać, a nie posiadać.




Trylogia Czasu jest tak wciągająca, że w zasadzie należałoby powiedzieć: „wsysa”; jest dowcipna, a zarazem totalnie romantyczna. Pewnego dnia piętnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.



Trylogię czasu pochłonęłam w tempie błyskawicznym. Zabawna, urocza, pozwala cofnąć się do lat młodości. Autorka zabiera nas w fantastyczną podróż, pełną przygód, niebezpieczeństw i tajemnic. Mogłabym o trylogii napisać esej, ale z racji tego, że pewnie nie pohamowałabym się przed tysiącem spojlerów powstrzymam się. Zachęcam Was jednak gorąco do jej przeczytania,

Barwni bohaterowie, zabawne dialogi, równomiernie rozłożona akcja, która zaczyna się już od pierwszej strony powieści. Doskonała zarówno dla młodzieży jak i dorosłych, którzy mają ochotę oderwać się od rzeczywistości sięgając po lekką literaturę.




Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela.
Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. A Kielich zaginął....

Naczytałam się super opinii o Darach Anioła. Przeczytałam Miasto Kości i choć ciekawi mnie dalszy los bohaterów, obawiam się, że wątek miłosny będzie tak spaprany, że aż się boję sięgnąć po kolejną część. Pani Cassandra ma ostrą banię, bo świat który stworzyła jest zupełnie inny od tych, które do tej pory miałam okazję spotkać w innych książkach. Za wyobraźnie, akcję, fabułę wielkie ŁAŁ. Natomiast coś mi przeszkadza w bohaterach - pewnie ich osobowości rozwiną się w ciągu kolejnych części, będzie okazja do ich lepszego poznania, ale póki co mam mieszane uczucia. 


Policja znajduje w Sztokholmie zwłoki kilku chłopców. Noszą one ślady ciężkiego pobicia, są na nich dziwne znaki, jakby nakłuwano je igłami, a we krwi ofiar odkryto obecność środków odurzających. Do tego dwóm chłopcom sprawca obciął przed śmiercią genitalia, jednemu wydłubał oczy, obciął wargi i nos, a także powyrywał włosy z głowy.

Śledztwo w sprawie zabójstw prowadzi komisarz policji, Jeanette Kihlberg. Ponieważ awansowała na to stanowisko niedawno, bardzo chce się wykazać. Jednak dochodzenie idzie jak po grudzie, bo sprawca nie zostawił żadnych śladów. Pani komisarz zdołała jedynie ustalić, że jeden z chłopców pochodził z Białorusi, a jeden z Afryki. Wiele wskazuje na to, że mogli paść ofiarą pedofila albo gangu przemycającego dzieci z Europy Wschodniej lub Afryki…

Z Chin przybywa nielegalny imigrant. Ma kilkanaście lat i nazywa się Gao Lin. W Szwecji ma się skontaktować z kimś, kto się nim zaopiekuje. Jednak po drodze na umówione spotkanie poznaje kobietę, która prowadzi go do swojego mieszkania…


Tutaj to się dopiero dzieje ostra psychodelia!!!!! Najlepszy thriller psychologiczny jaki do tej pory miałam okazję przeczytać. Najlepsza pozycja w literaturze, która pokazuje jak chory i przerażający może być człowiek, jego umysł, sposób myślenia. Pozycja która pokazuje czym jest choroba, jak smakuje zemsta i czym skutkuje wyrządzona krzywda. Fantastyczne portrety kobiet, zmienne, niestabilne, silne ale jednocześnie kruche, delikatne i mocne, wrażliwe i bezwzględne. Pozycja genialna. Przede mną trzecia część - Katharsis. Nie chcę skończyć przygody i przyjaźni z Victorią.


piątek, 21 listopada 2014

Chrupiąca, zdrowa przekąska - marchewka słodko-ostra.

Bardzo lubię pieczone warzywa, ale rzadko robię je na słodko. Dzisiaj postanowiłam trochę poeksperymentować w kuchni i spróbować smaku słodko-ostrego. Skoro mięso smakuje fajnie, to marchewka powinna być równie smaczna ;) Fantastyczna przekąska, zamiennik słonych, niezdrowych, chrupiących umilaczy czasu.



Składniki na jedną porcję

2 duże marchewki
2 łyżki miodu
2 łyżki oliwy z oliwek z chilli
1 łyżka oliwy

Przygotowanie

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W między czasie przygotowujemy marynatę - łączymy wszystkie składniki. Marchewkę kroimy na średniej wielkości słupki. Układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy marynatą i dokładnie mieszamy, żeby nasza marchewka w całości została pokryta. Zakrywamy folią aluminiową i wkładamy do piekarnika na 30 minut. Po tym czasie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze przez 15 minut. Można dodać również sezam.





Marchewka jest słodka, ale pod koniec czuć ostrość papryczek chilli. Chrupiąca, szybka i zdrowa przekąska ;)


Ja wracam do lektury drugiego tomu Trylogii Czasu - Rubin pochłonęłam wczoraj wieczorem ;)  A Wam życzę udanego, spokojnego weekendu :)

wtorek, 22 października 2013

#1 Światła Września - Carlos Ruiz Zafon - czyli kącik mola książkowego :)

Zaczynam cykl mola książkowego :) Od czasu do czasu będę polecać przeczytane przeze mnie pozycje :)
Mam nadzieję, że dzielenie się moją drugą pasją sprawi, że będę bardziej systematyczna w czytaniu :)
Zaczynam od autora, którego książki pamiętam do dzisiaj. Książki, które pozostawiły duży ślad w mojej pamięci.

Autor : Carlos Ruiz Zafon
Tytuł : Światła września
Tytuł oryginalny : Las luces de septiembre
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Ilość stron : 255

Moja ocena : 6/6

''Światła września" to trzecia powieść w dorobku Zafona. Tak jak i jej poprzedniczki ( Książe mgły,Pałac północy) została wydana w kategorii literatury młodzieżowej. Nie mniej jednak uważam, że przypadnie ona do gustu czytelnikom, bez względu na ich wiek. 
 
Akcja powieści osadzona jest w roku 1936 i rozgrywa się w Normandii, rejonie położonym w północnej części Francji. Simone Sauvelle - wdowa wraz z dwójką dzieci - Irene i Dorianem postanawia wyprowadzić się z Paryża, gdzie wiodła życie pełne napięcia, spowodowane mnożącymi się długami. Po otrzymaniu atrakcyjnej oferty pracy przeprowadza się do małej, nadmorskiej miejscowości. Rodzina zamieszkuje dom na cyplu, którego koszta utrzymania w pełni pokrywa pracodawca Pani Sauvelle. W trakcie kolacji zapoznawczej cała rodzina wybiera się do posiadłości gospodarza - Cravenmoore. Rezydencja ekscentrycznego wynalazcy i fabrykanta zabawek z miejsca wywiera na całej rodzinie ogromne wrażenie. Zewsząd patrzą na nich oczy zabawek skonstruowanych przez Lazarusa, co sprawia, że dzieci czują się nieswojo. Odnoszą wrażenie, że są zewsząd wnikliwie obserwowane, a w murach domu czai się jakaś złowieszcza, nienamacalna siła. Miła atmosfera jaką tworzy gospodarz domu, sprawia, że wszyscy zapominają o dyskomforcie i pogrążają się w wesołej rozmowie. Irene zaprzyjaźnia się z Hannah - dziewczyną, która jest pracownicą wynalazcy zabawek. Od pierwszego spotkania pomiędzy dziewczynkami nawiązuje się nić porozumienia. To dzięki niej Irene poznaje Ismael'a - chłopca, w którym zakochuje się z wzajemnością. Beztroskę i radość pary przerywa wiadomość o tajemniczym morderstwie, które miało miejsce w lesie okalającym Cravenmoore. 
Dwójka nastolatków, nie bacząc na niebezpieczeństwo pragnie za wszelką cenę wymierzyć sprawiedliwość mordercy. Nie wiedzą jednak, że będą musieli zmierzyć się ze złowrogą siłą, a tajemnica którą po drodze odkryją na zawsze zmieni ich życie...

Do Zafona mam ogromną słabość i już dawno postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie powieści, które wyszły spod pióra tego autora. Oczywiście i tym razem się nie zawiodłam, a podróż w jaką zabrał mnie Carlos zostanie w mojej pamięci na długo. 
Jak to bywa u Zafona, akcja powieści rozwija się bardzo powoli. Mamy możliwość dokładnie poznać bohaterów, wyobrazić sobie miejsce akcji dzięki bogatym opisom. Napięcie budowane jest stopniowo, plastyczny i ciekawy język sprawiają, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Muszę przyznać, że czytając powieść niejednokrotnie moim ciałem wstrząsnął dreszcz, odczuwałam irracjonalny strach, ale mimo wszystko nie mogłam przerwać lektury. Dynamicznie rozwijająca się fabuła, pełna zwrotów akcji i tajemnic sprawia, że książkę chce się pochłonąć niemal natychmiast. Dodatkowo zaskakujące, wstrząsające i niespodziewane zakończenie sprawia, że powieść ogromnie zyskuje na wartości. Z kartek wręcz emanują magia i złowrogie siły...

Jak zakończy się wyścig z czasem? Jaką tajemnice skrywa Lazarus i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Pani Simone ? Musicie koniecznie przeczytać "Światła września" ! 

Zachęcam do obejrzenia trailera książki, umieszczonego poniżej.


Znacie twórczość Zafona?

wtorek, 23 kwietnia 2013

Igrzyska śmierci - trylogia - wrażenia.

Wszystko co pisaliście o trylogii to prawda. Książki wciągają od pierwszych słów. Historia jest na tyle interesująca, że nie sposób przerwać lektury. Nie rzadko skutkowało to zarwaną nocą, niewyspaniem i wyglądem zombie dnia następnego.

UWAGA SPOJLERY!


Długo zastanawiałam się nad sposobem przelania moich wrażeń. Czy zrobić to w jednym wpisie, czy spojrzeć na Igrzyska jako całość, czy jak na każdą część oddzielnie. Prawdą jest, że jedynka i dwójka mnie zachwyciły. Sam pomysł na fabułę zaczerpnięty z czasów starożytnego Rzymu, gdzie liczyły się chleb, igrzyska i dobra zabawa - jak najbardziej trafiony. W starożytności ludzie żyli zupełnie inaczej niż my. Chodzili w togach, gardzili łączonością a ich hobby z obowiązku była walka - niemal o wszystko. O ciepły posiłek, o miłość kobiety, o teryterium. Do tego wszystkiego doszło zabijanie dla zabawy, ku uciesze ludu. Zadaniem gladiaorów było dokładne przygotowanie się do zawodów na arenie, ćwiczyli wszystko niezbędne do walki. Zasada była prosta : wygrywa jeden, najlepszy - którego wielbić będzie cały Rzym. Czasami wygrywała para przyjaciół, jednak prędzej czy później, dla wzrostu dramaturgii, władza upominała się o swoje - jeden musiał wykończyć drugiego. Jak widać inspiracja tamtejszymi czasami jest dość mocna, ale to nie szkodzi. Akcja doskonale obsadzona w przyszłości, gdzie na arenie nie biegają tylko lwy i przeciwnicy, ale znadjuje się cały arsenał, doskonale obmyślonych, śmiercionośnych pułapek.

Rzadko kiedy lubię kobiece bohaterki powieści. Głównie irytują mnie swoją głupotą. Autorzy coraz częściej kreują obraz kobiety słabej, niewinnej, naiwnej, przeciętnej a jednocześnie totalnie odlotowej, zdolnej do łamania najbardziej niedostępnych serc. Bajka. Mnie to nie przekonuje. Być może dlatego, że lubię kobiety z chraktem, z silnie zarysowaną osobowością, mające ciemną stronę, silne, odważne, niezależne, zadziorne, z jednoczesnym ogromnym pokładem niewymuszonej wrażliwości. Taka właśnie jest Katniss (czy też Johanna). Katniss podbiła moje serce. Była dla mnie postacią wiarygodną - miała coś w sobie z królowej Elżbiety I. W trzeciej części trochę mnie irytowała, ale myślę, że to takie subiektywne uczucie pokieorwane tym, że Kosogłosa uważam za najsłabszą z części. Czemu?

Jeśli już jesteśmy przy bohaterach trylogii - pokochałam Finnicka, pokochałam Cinnę, Joahnę i Peetę. Dwójka z nich została zabita ( co to w ogóle za fatalny pomysł z ciężarną Annie?!) Do samego końca miałam głęboką nadzieję, że Cinna przetrzymywany jest w lochach czy coś - to byłby element zaskoczenia. Niestety nic takiego się nie stało. Autorka zabiła niemal wszystkie ważne dla Katniss osoby - wspomniany Finnick, Cinna, Boogs, Prim - co uważam za totalnie nieporozumienie - nie wiem co tym chciała osiągnąć. Trohę to dziwne - najpierw rozwodzi się nad ogromem przyjaźni, sympartii, daje nam jasno do zrozumienia kto dla Katniss jest ważny, a kto obojęnty i morduje tych pierwszych. Jasne, nie można było oczekiwać hepi endingu, no ale zakończenie to totalna tragedia.

Co jeszcze nie podobało mi się w 3? W dwóch pierwszych częściach akcja rozgrywa się bardzo szybko - choć w jedyncje była do przewidzenia, to w dwójce doskonale według mnie sprzwdził się element zaskoczenia - cała ta zegarowa arena, rodzaje pułapek - mistrzostwo. Prawdopodobnie film będzie dużo bardziej atrakcyjny pod względem krajobrazów. Natomiast w trójce miałam wrażenie, że wszystko się niemiłosiernie ciągnie - dopiero wyprawa na Kapitol wniosła jakiś powiew świeżości i okazała się trzymać w napięciu.
Szaleństwo Peety - ciekawy pomysł, szkoda tylko, że tak mało było go w trójce. Naciągane wątki z morfaliną - co i raz powtarzałam sobie w myślach seriosly!? Co fajnie? Miłość gdzieś w tle, jako dodatek, nie dominuje. W książkach chodzi o coś zupełnie innego.

Podsumowując jestem oczarowana trylogią, gdzieś ciągle siedzi mi ona w głowie. Idealna dla czytelnika w każdym wieku. Cieszę się, że po nią sięgnęłam i żałuję, że to już koniec.
Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na ekranizację Pierścienia w ogniu.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jak pogoda niszczy moje plany. Igrzyska Śmierci.


Z planów na ten tydzień udało mi się zrealizować tylko i wyłącznie treningi siłowe. Pogoda nie była wystarczająco dobra, by pobiegać, patrząc za okno wątpię czy w ogóle coś się w ciągu najbliższych dni zmieni. Fakt - wczoraj był bardzo ciepły i słoneczny dzień, który w całości poświęciłam na spacerowanie. Przeszłam ponad 11 kilometrów. W tym tygodniu chciałabym skupić się na bieganiu – dzień dzisiejszy odpadł, wtorek, czwartek i sobota to zaplanowane treningi biegowe.  Mam zamiar zrobić min. 30 kilometrów, mam nadzieję, że się uda. Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to za oknem śnieg, padający na zmianę z deszczem. Teoretycznie takie warunki nie są przeszkodą do biegania, jednak biorąc pod uwagę moje kolano, staram się za wszelką cenę unikać sytuacji, w których mogłabym wyrządzić sobie krzywdę. Staram się jednak nie zmarnować tego czasu na siedzenie i rozmyślanie - a wierzcie mam o czym myśleć. Jeśli tak dalej pójdzie to sezon biegowy zacznę w maju, straszne toto. Próbuję jednak wykorzystać ten czas na nadrobienie zaległości w lekturach - w końcu nie samym treningiem człowiek żyje ;) Ciągną się za mną również posty, artykuły które powinny być napisane i opublikowane  już jakiś czas temu.

Pierwszą część Igrzysk Śmierci pochłonęłam niemal natychmiast. Historia faktycznie wciąga od pierwszych stron, dodatkowo strasznie jarają mnie takie klimaty. I choć momentami książka była do przewidzenia, zwroty akcji nie okazały się dla mnie zaskoczeniem, to sama historia bardzo mnie urzekła. I mam nieodparte wrażenie,że mimo umiejscowienia akcji w przyszłości,  widzę analogiczną sytuację dzisiaj, tu i teraz. Nie trzeba daleko patrzeć, nie trzeba jechać do Afryki by pojąć ukryty sens powieści, nie jeden zresztą. Wystarczy wyjść na ulicę, siąść w parku i uważnie się rozejrzeć. Co Cię otacza? Czy nie czujesz się w swoim życiu czasami jak na arenie? Czy nie czujesz się obserwowany, oceniany, porównywany? Jak często towarzyszy Ci przekonanie, że to wszystko to jakiś boski żart? Z innej strony, czy czytając książkę zastanawiałeś/aś się jak Ty zachowałabyś się wystawiona na arenę, by walczyć? O życie. O miłość. O rodzinę. O przyjaźń. Z wiarą i nadzieją. Czy byś zabił? Czy byłbyś do tego zdolny? Jak cenne jest dla Ciebie Twoje życie? A nasz kraj? Czy nie jest trochę jak Kapitol? Bezwzględny dla biednych, wygodny dla bogatych?

Jedno jest pewne, by przetrwać trzeba być silnym. Nie tylko fizycznie, ale zwłaszcza psychicznie. A co najlepiej kształtuje charakter? Odpowiedź dla większości jest pewnie prosta :)


I na sam koniec - książkowy stosik :)


środa, 9 stycznia 2013

What makes me happy today? Kilka słów o 50 twarzach Greya.

W życiu każdego z nas pojawiają się takie chwile, gdy wszystko idzie nie tak jak powinno, Drobne problemy w naszych oczach urastają do do rangi życia i śmierci, szczęścia i nieszczęścia.
Gdy tylko czuję, że zbiera mi się na takie emocje i odczucia idę biegać.
A jak nie idę biegać, to wyszukuję rzeczy, które wiem, że na pewno sprawią, że się uśmiechnę.

Co dzisiaj sprawiło mi radość ?
1. Owocowa, truskawkowa galareta :) A truskawki pochodzą z babcinego ogródka - świeże, odmrożone. Smakują latem, pachną słońcem, otulają słodkością.


2. Pyszny obiad. Do makaronów mam słabość - wciąż je jadam, aczkolwiek tylko od czasu do czasu pozwalam sobie na jego białą wersję. Nie spotkałam się nigdy z makaronem lasagne pełnoziarnistym. A Wy? Lasagne przekładana mięsem mielonym w sosie pomidorowym z dużą ilością chili oraz szpinakiem.


3. Skończyłam czytać 50 twarzy Greya, niezwłocznie zabieram się za ciemniejszą stronę. I tutaj chciałabym się zatrzymać na chwilkę.



Seks. Temat tabu. Bo o nim mówić,pisać nie wypada. Bo żenuje, zawstydza, gorszy. Ale o tym za chwilę. Kilka słów na temat samej powieści. Hasło reklamowe brzmi : Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.
Yhym.
Jeśli pokochałyście sagę Zmierzch pokochacie również Pięćdziesiąt odcieni. Czemu? Bo bohaterowie których spotykamy są lustrzanym odbiciem Belli i Edwarda, tyle, że w tej ostrej wersji. Nie będę przywoływać podobieństw, ale jest ich na prawdę wiele. Biedna, nieporadna Ana - skrócona wersja imienia - zakochuje się w bajecznie przystojnym, bogatym, tajemniczym, niebezpiecznym, mrocznym Christianie. Ta znajomość z góry skazana jest na niepowodzenie, ale jednak szara myszka, niczym nie wyróżniająca się z tłumu jest w stanie oczarować boga seksu. No dobrze idźmy dalej. Okazuje się jednak, że nie będzie to cukierkowe love story - do czasu. Christian nie bawi się w kochanie i dziewczyny, jego jara ostre rżnięcie, sadomaso, klapsy w tyłek i skórzane pejcze. Ana, oczarowana Christianiem, nie mogąca uwierzyć, że ten fenomenalny mężczyzna zwrócił na nią uwagę, podpisuję pakt z diabłem - umowę na mocy której, ona staje się Uległą a on Panem. Co to oznacza? Może robić z nią wszystko. Ona jest jego własnością. Nie moze go dotknąć, paczać w oczy i przewracać oczami - co robi często a za to czeka ją kara. Dalej fabuły zdradzać nie będę.

Ta książka jest tak głupia, że aż fascynująca!
Uważam, że pomysł jest bardzo dobry. Czuję potencjał. Natomiast sposób wykonania - kiepski, niestety. Co mnie zraziło najbardziej? Słownictwo. Opis aktu seksualnego? Przeciętny. Chyba ja, kompletny laik byłabym w stanie napisać coś pikantniejszego, bardziej podniecającego i enigmatycznego. Przede wszystkim innego, za każdym razem. Do opisania seksu można użyć miliona słów, sam akt przedstawić w kilkadziesiąt sposobów. Ana szczytując za każdym razem rozpada się na milion kawałków, a Gray krzyczy dojdź dla mnie maleńka. O matko, dlaczego tak!!!!??? Czy nie można pokusić się o coś innego?
Monolog Any - omatkoicórko! Dziewczyna nawet nie jest w stanie porządnie klnąć. Nie wiem, może to wina tłumaczenia? Ona jest miałka, nudna jak flaki z olejem i przewidywalna. Razi głupotą i naiwnością, wiecznie się czerwieni i peszy, ale gdy idzie o seks wtedy jest niczym wyuzdana sucz, ubrana w lateksowe ciuszki, która od razu wie co i jak robić. Nie lubię takich bohaterek i wcale nie chodzi o to, że dziewczyna jest Uległa. Ona jest nijaka. Jarają mnie kobiety silne, charakterne, inteligentne i zadziorne.

Powieść ratuje Gray - to chyba jasne. Brutalny, silny, mroczny, ale jednocześnie z dużymi pokładami czułości i wrażliwości. Z jednej strony tyran, z drugiej romantyk. Chodzący seks, ociekający lukrem i zajebistością. No fajne mam Jego wyobrażenie ;)

Na podstawie powieści, powstają inne, o tej samej, ''erotycznej'' tematyce. Jest popyt, jest podaż. Seks przestaje gorszyć i beż strefą zamkniętą. O nim zaczyna się mówić. Jest to ciekawe zjawisko, ciekawa jestem stanowiska środowiska seksuologicznego.

Niemniej jednak z wielką ciekawością sięgam po drugą część. Jestem ciekawa jak rozwinie się związek Any i Christiana. Dobre odmóżdżenie po ciężkim dniu pracy. Wszystko zostaje w sferze marzeń. Dużo romantyzmu i seksu, ale mam apetyt na więcej. Dla Christiana czytam dalej... :) Czy książka mi się podobała? Tak. Czy jest to literatura górnych lotów? No nie. Ale czy tylko po taką mamy sięgać?



‎"Otóż, jeżeli mężczyzna patrzy na kobietę, to od pierwszej chwili jest ona dla niego obiektem erotycznym. W kilka milisekund on wie, czy chciałby się z nią przespać, czy nie. To dotyczy każdego, podkreślam - każdego mężczyzny. Tak po prostu reaguje męski mózg i tego nie da się zmienić." Zbigniew Lew-Starowicz

A czy Wy uległyście urokowi boskiego Christiana Grey'a ? 

poniedziałek, 15 października 2012

Myśleć efektywnie czyli jak?




Tytuł: Myśleć efektywnie czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele.
Autor: Art Markman


Cykl wydawniczy: Samo sedno
Wydawnictwo Edgard
Liczba stron: 200
Opis wydawcy

Książka poświęcona jest zagadnieniu myślenia efektywnego (smart thinking) – jednej z najbardziej cenionych obecnie na świecie zdolności człowieka, dzięki której można lepiej radzić sobie z problemami i sprawnie odnajdywać kreatywne rozwiązania. Autor publikacji, dr Art Markman, korzystając z najnowszych odkryć w zakresie psychologii poznawczej oraz
innych dziedzin nauki, udowadnia, że myślenia efektywnego      można, a nawet trzeba się nauczyć.


Poradnik to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce wykorzystać swój potencjał, myśleć w sposób innowacyjny oraz osiągać wyznaczone cele. Polecany jest wszystkim tym, których interesuje własny rozwój i wykorzystanie psychologii do poprawy jakości życia.

Ta książka to osobista instrukcja obsługi twojego umysłu, dzięki której dowiesz się, jak skuteczniej zapamiętywać informacje, uczyć się oraz wykorzystywać wiedzę do własnych potrzeb. Znajdziesz w niej cenne, rzetelnie omówione przykłady odkryć, eksperymentów, a także narzędzia i ćwiczenia, które pozwolą ci utrwalić zdobyte wiadomości.

Dzięki lekturze poradnika dowiesz się m.in.:
- na czym polega zasada zwana „rolą trzech” i jak wykorzystać ją do treningu pamięci
- co to jest iluzja głębi wyjaśniającej czy efekt generowania
- na czym polega „efekt orzeszków ziemnych”, gdy poznajesz nową osobę
- jak zastosować mechanizm pętli fonologicznej do zapamiętywania nowych faktów
- jakie są sposoby kształtowania mądrych nawyków, pozwalających zdobywać wysokiej jakości wiedzę.

                                                                                                                                                                   

Czytając tego posta prawdopodobnie zaczniesz się zastanawiać co wspólnego z odchudzaniem czy też         z healthly lifestyle ma książka dotycząca myślenia. I to jeszcze sprytnego myślenia. Moim zdaniem ma i to bardzo dużo. Przecież to jak się zachowujemy, jak postępujemy, czy osiągamy sukcesy w konkretnych płaszczyznach życia zależy od naszego kierunku, sposobu i jakości myślenia.

Efektywne myślenie przyda nam się nie tylko podczas nauki. Jest ono także nieocenione w życiu codziennym. To dzięki niemu łatwiej jest nam dążyć do wyznaczonych sobie celów, rozwiązywać problemy i znajdować wyjście z podbramkowych sytuacji. Jeśli nie uważasz, że nie potrafisz w ten sposób myśleć, a  chciałabyś posiąść taką umiejętność to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Sprytne myślenie nie jest wrodzone, możemy się go nauczyć! Wystarczy, że poświęcisz trochę czasu na zapoznanie się z publikacją Art'a Markman'a - psychologa zajmującego się kognitywistyką. 

Jako studentka psychologii nie znosiłam zajęć z  psychologii poznawczej. Prawdopodobnie przyczyniły się do tego niezrozumiałe slajdy, ściana tekstu i nawał informacji. Nie rozumiałam jak nabytą wiedzę na zajęciach mogę przełożyć na praktykę. Przez pięć lat studiów jednak zaczęłam rozumieć, że psychologia jako całość bez psychologii poznawczej nie miałaby racji bytu. 



Markman w doskonały sposób wyjaśnia czytelnikowi na czym polega efektywne myślenie. Dla mnie jako dla osoby obytej już nieco w temacie większość informacji była wcześniej znana, ale rzadko kiedy nabytą wiedzę wykorzystywałam w życiu codziennym. Autor posługuje się prostym językiem, który jest zrozumiały dla każdego. Każdą trudniejszą część obrazuje dzięki podawaniu licznych przykładów. Dodatkowo pojawiają się ćwiczenia i wskazówki, dzięki którym sprawniej będziesz rozwiązywać problemy. 

Myśleć efektywnie moim zdaniem to nie tylko poradnik. Jest to też kopalnia wiedzy, dzięki której łatwiej będzie Ci się odnaleźć w życiu codziennym. Dzięki publikacji dowiesz się, czemu rola trzech jest taka ważna jeśli chodzi o naszą pamięć. Dowiesz się także jak zmieniać złe nawyki na dobre i czemu rezygnując z czegoś musisz koniecznie znaleźć jakieś zastępstwo. Od razu zdecydowałam się na założenie zeszytu w którym zapisuje nawyki, które chcę zmienić a także mądre nawyki, które chcę pielęgnować. I choć czasami denerwowało mnie notoryczne powtarzanie danej rzeczy, uświadomiłam sobie, że właśnie dzięki temu zapamiętałam dużo ciekawych informacji.

To co jeszcze podobało mi się w książce to to, w jaki sposób została ona zaprojektowana. Nie znajdziecie w niej żadnych kolorowych obrazków, ale nie są one potrzebne. Dzięki konkretnym przykładom, obrazki pojawiają się Wam przed oczami spontanicznie. Mało tego, będziecie mieć okazję wracać pamięcią do lat wcześniejszych aby uświadomić sobie jak wielką rolę w życiu odgrywa doświadczenie. 
Poradnik składa się z ośmiu rozdziałów, na początku każdego z nich znajdziesz trzy najważniejsze elementy, które będą poruszane w danym temacie. Dodatkowo każdy rozdział kończy się krótkim podsumowaniem.

Reasumując "Myśleć efektywnie" to doskonały poradnik dzięki którym zrozumiesz istotę sprawnego myślenia. Zwolnisz, zaczniesz spostrzegać różne rzeczy z całkowicie innej perspektywy. Książka pomoże Ci ukierunkować myślenie w taki sposób, abyś mógł sprawnie rozwiązywać problemy, dążył do wyznaczonych celów. Zainwestuj w siebie, bo warto.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Edgard.

                                                                                                                                                                

Pod wpływem książki zaczęłam więcej myśleć - nie żebym wcześniej nie myślała. Może inaczej. Zaczęłam myśleć świadomie. Dzięki temu pozmieniałam nieco mój plan treningowy, dietę, przestałam chwytać się kilku rzeczy na raz. Interesuje mnie jakie Wy macie na ten temat zdanie. Czy uważacie, że kierunek i jakość myślenia może w jakimś stopniu uniemożliwiać nam osiągnięcie danego celu? Czy wykształcenie i rodzaj ukończonej szkoły w dużym stopniu determinują nasze życiowe osiągnięcia? Czy w rozwiązywaniu problemów, w przeskakiwaniu dołków, podczas zastojów treningowych i dietetycznych korzystacie z doświadczenia? Czy świadomie analizujecie swoje zachowanie by w porę zauważyć, że zmierzacie w złym kierunku?

środa, 10 października 2012

O negatywnych zjawiskach w moim życiu i nowych współpracach.

Hejka!
Mam drobne, techniczne problemy z internetem. Walczymy z nim od momentu wprowadzenia się do nowego mieszkania. Początkowo internet miałam tylko ja - mając modem z WiFi i trzy routery w domu. Dzisiaj połączyć się z siecią nie może nikt - ratuje mnie jedynie dostęp do bezprzewodowego Play'a.

Druga sprawa, dowiedziałam się co mi jest. I wiedza jest jedyną pozytywną rzeczą.
Mam toksoplazmozę -_-  . Prawdopodobnie załapałam ją od rudego kociaka mojej babci - Dolara, jakiś czas temu. Nie wiem co z operacją w związku z tym. Pewnie nie będzie ona możliwa dopóki nie wyleczę choroby. Nie miałam pojęcia skąd zmęczenie, skąd pogarszanie się wzroku, skąd bóle mięśniowe a to wszystko może być spowodowane chorobą. Powstała nawet teoria czemu tak przytyłam - jadłam za dwoje :D Nie ma co, trzeba z tego żartować bo inaczej idzie oszaleć. Dużo negatywnych rzeczy zwala mi się ostatnio na głowę.

Trzecia sprawa niezbyt optymistyczna - nie biegam. Po pierwsze miałam problem ze stopą - nie zbyt poważny, aczkolwiek dość dokuczliwy i nie mogłam biegać. Teraz gdy już mogę pogoda jest fatalna! Ciągle pada i wieje. Postanowiłam zmobilizować się do jakiegoś treningu domowego i padło na Jillian. O Jillian i treningu jaki wybrałam napiszę wkrótce.

No ale są też pewne pozytywy. Nawiązałam kilka ciekawych współprac, a także mogę się poświęcić pasji jaką jest literatura. Sprawy na uczelni mam już załatwione, niebawem obrona. Także plusy wyrównują minusy.

Byłam bardzo zaskoczona, gdy dostałam wiadomość od Pani Magdy z wydawnictwa Edgard.
Dzisiaj otrzymałam przesyłkę i z wielką radością przystąpię do lektury. Tematyka jest interesująca, a treści zawarte w książkach niewątpliwie pomogą mi w życiu codziennym.


Samo Sedno to seria nowoczesnych poradników. Myślę, że warto kliknąć  może znajdziecie coś dla siebie?
Niebawem na blogu ukaże się recenzja książek. Ja po ich przekartkowaniu jestem pełna optymizmu i żądna wiedzy. Mnemotechniki, mapy myśli, koncentracja? Szkoda,że tak późno trafiam na tego typu książkę, na pewno znajdują się w niej treści, które ułatwiłyby mi studiowanie.

Dzisiaj także w ramach współpracy z firmą Candle Room otrzymałam dwa woski zapachowe z Yankee Candle.


Już nie mogę się doczekać zapachu unoszącego się z mojego kominka. Aromaterapia to jedna z moich metod na zmęczenie i stres! Może któraś z Was odpalała już te zapachy u siebie w kominku? Ja na punkcie wosków zapachowych oszalałam - zresztą już pisałam, że to moje odkrycie roku 2012.

Muszę nadrabiać zaległości blogowe, zaległości w książkach (kupiłam już kolejną książkę o Sookie), zaległości serialowe - jedynie z Chirurgami jestem na bieżąco. Na sobotę zaplanowaliśmy parapetówkę, więc nadrobię zaległości w życiu towarzyskim.


sobota, 22 września 2012

Walczę z choróbskiem.

 Na początku miesiąca pisałam, że nie lubię września. Z dnia na dzień robi się coraz zimniej, liście zaczynają przybierać pomarańczowe barwy i spadają z drzew. Po lecie zostało tylko wspomnienie i tęsknota...
Jeszcze niedawno pisałam, że silnie bronię się przed paskudnym choróbskiem. Jednak dzisiaj dopadło także mnie. Ból głowy, oczu, kości i mięśni, podwyższona temperatura. Myślę, że to tylko lekkie przeziębienie i nie jest to zapowiedź czegoś poważniejszego - choć wybieram się do hematologa. Powtórzone badania krwi wciąż wyglądają niepokojąco i nie ma na co czekać. Więc przyszły tydzień spędzę prawdopodobnie biegając od lekarza do lekarza. W poniedziałek rezonans, w środę wizyta u ortopedy i w końcu zostanie rozwiązana sprawa z kolanem.
Nareszcie zakończyłam przygodę z pisaniem pracy magisterskiej - promotor ocenił ją na 5 - więc teraz już tylko obrona :)

Musiałam przerwać bieganie i domowe ćwiczenia siłowe. Zrobiłam progres jeśli chodzi o ilość powtórzeń w obwodzie - z 11, 9 powtórzeń doszłam do 15,13 - bez szału, ale nawet to cieszy. Zauważyłam, że moje ręce są coraz silniejsze.

Dzisiejszy wieczór spędzam sama w domu z książką, pod ciepłym kocem, wdycham zapach truskawek w bitą śmietaną i popijam rozgrzewającą herbatę z cytryną i imbirem.

 IMBIR
Imbir jest jedną z tych roślin, bez których wiele narodów nie wyobraża sobie życia. Dla każdego Azjaty to podstawowy dodatek do potraw i bardzo skuteczne lekarstwo na przeziębienie (herbata z imbirem), mdłości (napar z imbiru) czy bóle miesiączkowe (plastry korzenia imbiru)
Akurat dzisiaj jest taki dzień, że piję i herbatę i wcinam surowe plastry :)




Oczywiście towarzyszy mi mój pies, który chyba przechodzi jakiś kryzys. Wszędzie za mną chodzi, chce by ją głaskać, pieścić i tulić. Wkopuje mi się pod koc i ciągle zaczepia, wpatrując się we mnie wzrokiem kota ze Shreka. Jest taka rozkoszna i pocieszna :)


No i mam w końcu czas by przejrzeć zaległe posty na Waszych blogach :)

Ubierajcie się ciepło i łykajcie witaminki !

czwartek, 16 sierpnia 2012

Konieczność zmian?


Dzisiaj od samego rana coś mnie trapiło. Na początku nie potrafiłam jasno określić o co chodzi. I w pewnym momencie mnie olśniło. Po prostu czegoś mi brak, czegoś mam za mało…
Schudłam 8 kilogramów. Uważam, że jest to i tak duży sukces jak na osobę, która nigdy nie była do końca przekonania czy kiedykolwiek uda jej się schudnąć. Ale teraz od jakiegoś czasu stoję w miejscu. Skupiłam się na stabilizacji wagi, bo panicznie bałam się jojo i zapomniałam chyba po drodze jaki był cel ostateczny. Waga jest stabilna, centymetry mozolnie gubię - zasługą jest pewnie bieganie. Ale ja CHCĘ czegoś więcej, potrzebuję czegoś nowego. I jeszcze ta nieszczęsna kontuzja, która wybiła mnie z rytmu. Musiałam wszystko na spokojnie przemyśleć, a kiedy mi się najlepiej myśli ? Jak biegam :)))) [ proszę nie krzyczcie].



Szału nie ma, ale piątka pękła. Czas całkiem spoko. W trakcie biegu czułam leciutki dyskomfort w kolanie, ale teraz jestem już po prysznicu i noga nie boli. Ale oczywiście idę jutro na badania kontrolne.


I do jakich doszłam wniosków ?

  • Odstawiam tabletki antykoncepcyjne. Postanowione. O tabletkach i odchudzaniu powstanie oddzielny post, bo myślę, że to sprawa którą warto poruszyć i też jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie w tej kwestii. Doszliśmy do wniosku co ma być to będzie. Później pomyślałam, że nie po to się odchudzam by zajść w ciążę i znów przytyć. Jednak mój R. pozbawił mnie złudzeń - w ciąży nie powinno się przytyć więcej jak 10 kilogramów. Jeśli przekroczę ten limit, zostanę odcięta od koryta i jeść dla dziecka, nie dla siebie. Słodko :) W każdym razie nie planuję, ale tabletki odstawiam.
  • Do biegania KONIECZNIE muszę dołączyć trening siłowy. Kropka. Chyba nie muszę nic więcej dodawać, prawda? Od października wyjeżdżamy do Olsztyna. Rafał na studia, ja w poszukiwaniu pracy. Tam jest siłownia, do której chodziłam, zajęcia fitness także mi się podobały.
  • Wracam do spisywania posiłków, aby wyeliminować błędy żywieniowe i puste kalorie.
  • Ograniczam się do jednej kawy dziennie ( ze względu na cellulit).
  • Kupuję bańki chińskie.
  • Będę czytać plan ze zdjęcia poniżej przynajmniej raz dziennie :D


 
Koniec stabilizacji, czas zacząć zrzucać. Ważę 67 kilogramów. Teraz po takiej batalii jest co raz to ciężej. Pamiętam, że do 70 kilogramy zleciały bardzo szybko. Ale nie nastawiam się na wagę, nastawiam się na centymetry o czym trąbie od samego początku. Waga to tylko element kontrolny.

Siedzę, popijam kawę i odpoczywam. Czuję jak każda komórka mojego ciała jest mi wdzięczna za dzisiejsze przerwanie rutyny i zrobienie krótkiego treningu biegowego. Po relaksującym prysznicu, jeszcze bardziej zrelaksuję się przy czytaniu Niepokoju. Tak, tak. Nie wytrzymałam, popędziłam do księgarni i kupiłam drugą część o wilkołakach z Mercy Falls. Moją recenzję Drżenia możecie przeczytać <TUTAJ>. Wyszłam z wprawy i pisanie na razie idzie mi dość mozolnie, ale może się rozpiszę, z czasem.  A te kolorowe cudeńka to do zaznaczania ulubionych fragmentów :) Pojawiły się już w Biedronce takie gadżety biurowe. Muszę koniecznie jutro się przejść i dokupić karteczek samoprzylepnych, zeszytów i cienkopisów.



To co mnie zachwyca w tej serii, to piękne okładki. Z pozoru może się wydawać, że są takie same. Ale na mnie działają w dziwny sposób. Aż zaczęłam myśleć o zimie... :)
 
I jeszcze kilka słów dotyczących sierpniowej setki. Jak widzicie, tabelka nie została edytowana. Dostałam tylko 4 maile z podsumowaniem drugiego tygodnia. Wiem, że może to być dla Was uciążliwe. Prowadzicie swoje dzienniki, wszystko skrupulatnie notujecie. Jeśli jest Wam wygodniej możemy umówić się na podsumowanie sierpniowej setki, tuż po jej zakończeniu. Oddzielny post na głównej itd.
Do dziewczyn, które wysłały mi wyniki z drugiego tygodnia: dodam je i edytuję tabelkę, w chwili gdy będę wpisywać wyniki tygodnia trzeciego.

To już połowa sierpniowej setki. Osobiście muszę spiąć mocno poślady :)
Myślę już nad kolejną akcją i mam pewien pomysł. Ale muszę go jeszcze przemyśleć.

 !!!
Zaczęło też mi coś przeszkadzać w blogu. Odnoszę wrażenie, że czytelnik nie ma łatwego dostępu do postów już opublikowanych. Poza tym nie wiem jakie macie zdanie na temat publikowania postów nie związanych z fitnessem, odchudzaniem, posiłkami ? Chodzi mi o wszelkie wpisy z działu kosmetyki naturalnej i innych, które pojawiają się na blogu. Wiem, że blog jest MÓJ i to ja decyduję o tym o czym piszę. Ale chcę byście i Wy czuli się tu dobrze. To moje miejsce, ale miejsce, które tworzę z myślą o Was. Może stworzę jakąś ankietę ? Też macie poczucie chaosu ? Jak to wygląda z punktu widzenia odbiorcy ? Będę wdzięczna za każdą wskazówkę.
 !!!

PS. Mama piecze szarlotkę.... 


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Dieta 3D Chili - dzień pierwszy



Jak tylko wstałam przystąpiłam do zmierzenia obwodów ciała i zważenia się.

Moje dzisiejsze pomiary 
Biodra: 97 (-2cm)
Udo: 58
Talia: 76 (-1cm)
Pas: 86.5 (-3.5cm)
Łydka: 35
Ramię: 27
WAGA: 68.5 kg 

Łuuuhuu :)

Śniadanie ( 10.00 - ale śniadania będę jadać o 9.00 najpóźniej)  : serek wiejski, light, pół papryki, zioła prowansalskie, pieprz
kawa

  
Jak mogłam jeść serek wiejski nie dodają do niego ziół prowansalskich ? To jest takie pyszne! Całkowicie zmieniają smak.

II śniadanie (12.00)  : jogurt naturalny, cynamon; Yerba mate

 
Jak dobrze, że lubię cynamon :) Naprawdę mocno go czuć w jogurcie, bardzo dominująca przyprawa. Jeśli ktoś nie lubi cynamonu, na pewno tego posiłku nie przełknie.

Obiad (14.30 ) : Zupa jarzynowa

 

 
Podwieczorek (17.00)  : grejpfrut, imbir

Kolacja (20.00) : kanapka

Jak wrażenia po pierwszym dniu ? Jest dobrze. Jednak po obiedzie chodziłam po domu sama nie widząc czego chcę. Dotarło do mnie czego mi trzeba, gdy mam wróciła ze sklepu a nektarynkami, borówkami o arbuzem. Zdałam sobie sprawę, że do obiadu nie zjadłam ani jednego owocu - nie przywykłam do tego. Zawsze albo śniadanie, albo jakąś przekąskę stanowił owoc. Grejpfrut po obiedzie to zdecydowanie dla mnie za późno, więc chyba to zamienię i owoc będzie po śniadaniu. Oczywiście nie chcę robić wielkich roszad. Dieta ma być dietą 3D Chili a nie 3D Kama.Jednak dieta jest elastyczna i pozwala na takie mini podmianki. 

Dzisiejszy dzień spędziłam w domu. Przygotowywałam posiłki, popijałam yerbe i czytałam "Drżenie". Książka rewelacyjna, udało mi się ją dzisiaj doczytać do końca. Nie mogłam się od niej oderwać. Jutro będziecie mogły przeczytać moją opinię na blogu książkowym. Nie mogę doczekać się kolejnych części i coraz bardziej czuję parcie na czytnika e-booków. Jest to szalenie przydatne urządzenie. Co prawda uwielbiam zapach książek, szelest przewracanych stron wprowadza mnie w cudowny stan. Jednak mój pokój nie jest przystosowany do kolejnych książek - powoduje to to, że żebym zachowała płynność czytania ciągle książki wypożyczam. Ale wiadomo - to nie to samo. Nie zawsze jest pozycja, którą chcemy poznać. Czytanie z komputera męczy moje oczy - w bonusie mam wadę wzroku ( krótkowzroczność) . Dobrze, że niedługo Gwiazdka :) Ah, no i reaktywowałam także bloga książkowego (klik).
 
Pogoda się spartoliła, więc przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że siedzę w domu, a nie biegam.  Do piątku muszę ogarnąć wyniki, ale nie  chce mi się  tego robić...Strasznie się cieszę, bo okazało się, że dwa kolejne weekendy mam wyjazdowe. Najpierw jedziemy w odwiedziny do przyjaciół, a za dwa tygodnie planujemy wybrać się na spływ kajakowy - przyjaciel załatwia już co trzeba i w tym tygodniu ma być wszystko dograne. Fajnie :)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Itty Bitty i Sparks.

Plan biegowy Pumy, zakłada dni wolne po treningu biegowym. Ja jednak postanowiłam zachować jakoś formę ruchu - może nie tak wymagającą i wyczerpującą. Aczkolwiek wychodzę z założenia, że lepiej robić mało, niż nic ;)
Dzisiaj postawiłam na Itty Bitty ( KLIK) Zrobiłam także ćwiczenia poprzedzające - ale pominęłam jogging. Samo Itty Bitty okazało się średnio męczące. Ćwiczenia są przyjemne, przy większości z nich pracują mięśnie brzucha.
Nie dziwię się, że na Klaudii nie zrobiły większego wrażenia - skoro i ja im podołałam :P

Jutro kolejny mecz polskiej reprezentacji. Planujemy wybrać się do strefy kibica. Jeśli pogoda nie dopisze ( a niestety wszystko na to wskazuje ), sportowe emocje będziemy dzielić z przyjaciółmi. Trening biegowy zaplanowałam na godzinę 12.00.

Kosmetyki z LUSH'a oczywiście jeszcze nie przyszły - ileż to można czekać !? Koleżanka przysłała mi krem brzozowy z betuliną - jest to bardo ciekawy kosmetyk, postaram się jutro coś o nim napisać.

Skończyłam książkę o Marilyn - fantastyczna. Z wielką chęcią sięgnę po inne książki, które opowiadają historię tej niesamowitej kobiety. Tymczasem wróciłam do Sparksa - obecnie czytam Bezpieczną przystań. 

 
 Twórczość Nicholasa nie jest mi obca, przeczytałam już wiele książek, które wyszły spod jego pióra. Wśród nich są lepsze i gorsze. Sparksowi zarzuca się powtarzalność schematów, patetyczność i ckliwość. Autor ma do perfekcji opanowaną manipulację czytelnikiem, doskonale manipuluje emocjami. Niemalże każdą książkę kończę czytać z podpuchniętymi oczami. Czasami urządza taką rozpierduchę emocjonalną, że książkę czytam etapami. Zobaczymy jak będzie tym razem.





Szukając okładki książki, trafiłam na plakat z zapowiedzią filmu.








 

poniedziałek, 28 maja 2012

Biegam, bo lubię.

Przedstawiam Wam mój plan treningowy, biegowy. Lubię stawiać sobie poprzeczkę co raz to wyżej, mieć jakiś cel, do którego dążę. Rywalizacja z samą sobą, własnymi myślami i słabościami dodaje mi odwagi i motywacji. Za każdym razem gdy przełamię zmęczenie i pokonam samą siebie odczuwam ogromną radość i satysfakcję. I chociaż ostatnio po biegu łzy ciekły mi po policzkach wesoło się uśmiechnęłam. Bo się udało.  Udało mi się po raz kolejny pokonać samą siebie. To cholernie cudowne uczucie.

Dlaczego biegam? Biegam bo lubię. Biegam bo sprawia mi to ogromną radość. Biegam, żeby poukładać własne myśli. Biegam by marzyć i snuć nadzieję. Biegam by rozliczyć się z przeszłością. Biegam by zrozumieć, by znaleźć sposób na wyjście z trudnej sytuacji. Biegam by nabrać dystansu i spojrzeć na swoje życie z perspektywy czasu. Biegam, bo lubię. Wróć. Biegam, bo kocham to robić.


Pierwszy tydzień za mną. Plan ma za zadanie przygotować mnie do przebiegnięcia 5 km bez przerwy, bez zadyszki, z uśmiechem na twarzy. Tempo biegu ma być konwersacyjne ( to taki bieg, podczas którego możesz swobodnie rozmawiać). Jednak ja szybko się wtedy nudzę, zawsze biegam w ten sposób by czuć w mięśniach, by czuć całą sobą to co robię. Przyspieszam, by zwolnić do tempa konwersacyjnego, wyrównać oddech i znów wrócić na wyższy poziom. Jutro rozpoczynam drugi tydzień.
Marsz 5' - zastępuję truchtem. Już nie mogę się doczekać piątego tygodnia, kiedy  to będę robić przebieżki.
Party time - trening uzupełniający, z założenia inny niż bieganie - basen, rower, aerobik, pilates itp. Ja wrzucam tutaj ćwiczenia z Ewą Choadkowską, ogólne ćwiczenia wzmacniające, a w tym tygodniu mam w planach bieg.

Po zakończeniu tego treningu rozpoczynam plan na 8 - 12 km .

Książkowe nowości. 

Wróciłam znów do czytania. Praca magisterska zbliża się ku końcowi - jutro ostatnie liczenie, wpisywanie wyników i analiza statystyczna.  Dlatego też z czystym sumieniem poszłam do biblioteki po nowe pozycje.
Wśród moich zdobyczy znajduje się boska Gerritsen - już dwie książki tej autorki za mną, nie mogę się doczekać kolejnego spotkania.
Na samym szczycie - Marilyn. Ostatnie seanse. Jestem właśnie w trakcie lektury. Kosmicznie wciągająca, zachwycająca, nie tylko ze względu na Marilyn. Ostatnie seanse to historia psychoanalizy pięknej blondynki - tematyka, która mnie szalenie interesuje, dużo wstawek dotyczących Freuda, trafne spostrzeżenia i obserwacje, terminy psychologiczne i psychiatryczne, to wszystko sprawia, że książkę czytam z ogromną fascynacją i oddaniem. Jestem dopiero na 70 stronie, ale na pewno książka doczeka się swojej recenzji.
Czyste intencje - trzecia część o Lily Bard.
Zauroczenie - pierwsza część sagi o ludziach lodu. Saga liczy ponad 40 pozycji oO
Ulica tysiąca kwiatów - historia japońskiej rodziny. Książki o Japonii, gejszach, Chinach czytam zawsze z ogromną ciekawością, tym razem nie może być inaczej.
I jedna książka Sparksa - ale nie zauważyłam, że to kontynuacja losów bohaterów, więc najpierw muszę zdobyć książkę poprzedzającą.



Jeszcze muszę Wam pokazać prezent jaki dostałam od cioci.



Wybierasz serce czy rozum :) ?


Uwaga, ogłoszenie !

Zarówno blog jak i ja potrzebujemy nowości i odświeżenia. Dlatego też w ciągu najbliższych dni na blogu będą trwać prace remontowe :P 


piątek, 20 kwietnia 2012

Piątkowe zakupy.

Ale pięknie sie zrobiło na świecie :) Nie mogłam usiedzieć w domu i wybrałam się na prawie trzygodzinny spacer :) W między czasie zrobiliśmy także mini zakupy, starając się wybierać produkty zdrowe i dietetyczne    ( chociaż ta mozarella nie taka znowu fit ... 250 kcal w 100 g )




Już się zastanawiam nad jakoś fajną sałatką - małe kulki mozarelli, pomidor, rucola, czosnek, oliwa z oliwek i balsamico - pychota.
Każdego produktu jest po jednym przedstawicielu :) Z ciasta francuskiego będę robić paszteciki - rodzice po świętach dali mi całą blaszkę pasztetu własnego wypieku, jeszcze go trochę zostało, więc trzeba jakoś wykorzystać.
Mam takie pytanie, znacie jakieś ciekawe przepisy na ciasto francuskie z owocami ? Chodzi mi głównie o maliny, truskawki, jagody - niedługo zacznie się sezon, a tymczasem chciałabym coś wykombinować z mrożonek.Kiedyś na jednym z blogów kulinarnych trafiłam na ciekawe pomysły, ale oczywiście przepis przepadł w tajemniczych zakamarkach mojego komputera.
Niestety, ciasta francuskiego nie powinno się jadać będąc na diecie, ale tak jak już wspominałam na samym początku - nie katuje się milionem ograniczeń, raz na jakiś czas pozwalam sobie nawet na jakiś zakazany produkt. Od czasu do czasu robię rożki nadziane szpinakiem, fetą i suszonymi pomidorami - syte, smaczne i bardzo łatwe, aczkolwiek już mi się troszkę przejadły. Muszę spróbować czegoś nowego.

Będąc w Biedronce zauważyłam, że biblioteczce jest książka, którą od jakiegoś czasu planowałam zakupić. Niższa cena niż gdziekolwiek indziej, a autorka wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie. Chciałam poznać więcej książek jej twórczości, no i będę mieć ku temu okazję :)



Troszkę psychodeliczna okładka, ale bardzo w moim guście :) Już się boję bać :) I jak tylko skończę            " Czyste szaleństwo " , biorę się za "Osaczoną" .