Piątek! Wolna sobota! Nareszcie się wyśpię! Huuuura!
Jedna z czytelniczek zostawiła mi komentarz, w którym pytała co dalej z tym odchudzaniem? Kurczę...dobre pytanie ;) Zmusiła mnie do refleksji i krótkiego streszczenia ostatniego roku - od maja do dnia dzisiejszego, 10-go kwietnia.
Dla nowych czytelników, ewentualnie dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć '' z czym '' zaczynałam : klik, klik.
Osiągnęłam wyznaczony cel już dawno temu. Wdrożyłam w swoje życie zasady zdrowego odżywiania, które są oczywiście po to, by je od czasu do czasu złamać. Wielokrotnie powtarzałam, że nie odchudzam się, a raczej modyfikuję, szukam zmian, otwieram się na nowości itd. Wygląd miał być efektem ubocznym niesamowitej zabawy, na drodze do samorozwoju. Nie wiedzieć kiedy wpadłam w cały ten fit szał i mną porządnie zawirowało. Trochę się pogubiłam, skręciłam na rozdrożu, nie tu gdzie trzeba. Zafiksowana na wyglądzie doprowadziłam się....do totalnego wychodzenia, pozbawienia kobiecych kształtów. Ale byłam taka szczuplutka! Taka chudzinka, taki wieszaczek, taka drobniutka...jak patrzę na zdjęcia z maja 2014... gdybym to nie była ja, pomyślałabym, że osoba na zdjęciu jest chora. Jakaś taka bez wyrazu, zapadnięta twarz, zmęczona, przetrenowana... I mimo, że się NIE GŁODZIŁAM wyglądałam jak kostucha. Nie podobałam się sobie, chociaż często w tym okresie słyszałam od koleżanek, że mam świetną figurę. Tylko zgubiłam gdzieś cycki, pupa jakaś taka niby jędrna, ale mała... zresztą co to dużo mówić...
