Moją dietę wzbogaciły dwa produkty firmy KFD. W sklepie wybór suplementów jest ogromny, ja zdecydowałam się na: białko oraz kolagen. Kolagen testuję dłużej, dlatego dziś post poświęcony właśnie jemu.
KFD Premium Collagen to suplement diety, stworzony z myślą o osobach z dolegliwościami stawów, struktur okołostawowych (więzadeł, torebek stawowych, chrząstek, ścięgien, kości) lub profilaktycznie dbających o stan stawów, skóry, włosów i paznokci. Dla mnie, dla osoby borykającej się z problemami stawu kolanowego jest to produkt idealny.
Produkt oprócz białka kolagenowego zawiera witaminę D3, węglan wapnia i kwas hialuronowy.
Jedno opakowanie (400 g ) starczy nam na 20 porcji. W środku dołączona jest miarka ( 1 porcja - 4 płaskie miarki rozpuszczone w 200 ml wody).
Smak który otrzymałam to ananasowo-kokosowy, taka pinacolada. Obawiałam się, że będzie mocno sztuczny i niezbyt dobry w smaku. A tu niespodzianka! Smak jest dobry, nie sztuczny, nie czuć chemii. Kolor jasnofioletowy nadaje naturalny barwnik - wyciąg z czarnej marchwi.
Rozpuszczalność bardzo dobra, jedynie się troszkę pieni - ale gdy odstawi się na jakiś czas ilość piany się zmniejsza.
Produkt do kupienia tutaj. Jeśli chcecie zaciągnąć więcej opinii odsyłam Was do Forum KFD.
Ja ten produkt bardzo polubiłam i włączam go do codziennej diety.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 grudnia 2014
wtorek, 30 października 2012
Pierwszy tydzień i długi wywód.
Wczoraj nie pojawił się wpis na blogu, bo nie miałam kompletnie czasu do wieczora. Natomiast gdy wróciłam nie byłam w nastroju na jakiekolwiek aktywności, więc udałam się prosto do łóżka, przykryłam kołdrą po same uszy i tępo gapiłam się w telewizor. Przyczyną takiego stanu była moja konsultacja u lekarza, który operował mi kolano w 2006 - ale o tym w dalszej części posta.
Dzisiaj minął pierwszy tydzień 60dniowego planu rewolucyjnego. Niżej tabelka z pomiarami.
Co robiłam przez ten tydzień? Nie wiele. Jadłam regularnie i zdrowo. Nie zapominałam o śniadaniu, nie jadłam późnych kolacji i dbałam o to, by były one głównie białkowe. Piłam mniej kawy, nie używałam białego cukru, mąki, soli. Wysypiałam się.
Z aktywności fizycznej - zrobiłam trzy długie spacery, nie jeździłam autobusem. Biegałam tylko raz - pierwszego dnia i zrobiłam dwa treningi siłowe FBW według planu, który znajdziecie w zakładce dziennik.
Life is not a spectator sport. Win, lose, or draw, the game is on. So go ahead... argue with the ref, change the rules, cheat a little, take a break and tend to your wounds. But play. Play. Play hard, play fast... play loose and free. Play as if there's no tomorrow. Okay, so it's not whether you win or lose, it's how you play the game... right?
Dostałam maila od osoby anonimowej, do którego nie sposób się nie ustosunkować.
FAKT - prowadzę bloga o zdrowym stylu życia
FAKT - moje efekty nie są spektakularne, nie chudnę w zawrotnym tępię, nie wyglądam jak laski z tumbl i mam na sobie masę fatu - niestety.
FAKT - zdarzają mi się wpadki, dołki i przestoje.
FAKT - zdarzają mi się chwilę, kiedy przez dwa tygodnie nie mam ze sportem niczego wspólnego
FAKT...
Ale. Jestem osobą, która stara się nad sobą nie rozczulać. Osobą, która mimo wielu negatywnych historii jakoś tam trzyma się w całości i stara nie rozpadać na kawałki.
Nie ''chwaliłam'' się co wykazały szczegółowe badania kolana. Ale pomyślałam, że skoro jedna osoba widzi, że coś tam robię, o czymś piszę, a efekty są bardzo, bardzo powolne, to być może więcej po cichu myśli, że jestem osobą mało wiarygodną? Kurczę, sama nie wiem.
Dostałam wczoraj pokrzepiającego maila od Tygryska (cytuję) Wydaje mi się, że ludzi przyciąga do Ciebie właśnie to, że widzą, że jesteś taka jak oni. Że też masz słabsze momenty, że też masz różne przeciwności, że masz dołki, itp. Po prostu jesteś naturalna dla nich i przez to prawdziwa. Nie ma tu fałszu. A jednocześnie ciągnie ich to, że się nie poddajesz, że starasz się na tyle na ile pozwalają
okoliczności
Jakie okoliczności ?
- zerwane więzadło krzyżowe przednie - po przeszczepie - NIESTABILNOŚĆ PRZEDNIA;
- uszkodzenie rogu tylnego łąkotki przyśrodkowej z obecnością niewielkiej poziomej szczeliny pęknięcia na poziomie rogu tylnego dochodzącej do brzegu prawego;
- torbiel okołołątkotkowa
-nierówna i niejednorodna chrząstka od przyśrodkowej strony rzepki - CHONDROMALACJA II STOPNIA
- OBRZĘK SZPIKU
Co się z tym wiąże?
Po 3 treningach biegowych moja noga potrzebuję dużo odpoczynku i specjalnej pielęgnacji - maści, kremy, opaska uciskająca a nawet stabilizator. Nie mogę skakać, nie mogę robić przysiadów, nie powinnam robić wykroków, nie mogę wskakiwać i zeskakiwać, siad po turecku sprawia mi ból, nie mogę trzymać nogi przez długi czas w jednej pozycji. Na każdą zmianę pogody odczuwam tępy ból.
Każdego dnia w moim kolanie dochodzi do mikrouszkodzeń, które powodują destrukcję chrząstki. W chwili obecnej osiągnęłam II stopień - IV to całkowita destrukcja. Chrząstka się nie odbuduje, zastępuje się ją sztucznym implantem. Nie operowane kolano w przyszłości zaprocentuje zmianami zwyrodnieniowymi i poważniejszymi problemami z nogą.
To, że nie czuję bólu biegając spowodowane jest adaptacją do bólu.
Aktywność fizyczną wykonywać muszę - dzięki temu wytwarzany jest płyn maziowy, która zapobiega tarciom w kolanie.
Jedyną opcją jest operacja, roczna rehabilitacja i wtedy powrót do zdrowia. Ale odwołałam operację zaplanowaną na 8 listopada. Dostałam dzisiaj pracę. Zaczynam od pierwszego grudnia (choć w między czasie szukam jeszcze czegoś innego). Operację planuję na wakacje. Więc na moje doświadczenia ze służbą zdrowia i na zdjęcia szpitalnych posiłków musicie jeszcze poczekać :D
Także być może powolne zmiany spowodowane są moim oszczędzaniem siebie? Bo czy zdrowy styl życia to robienie czegoś na wyścigi? Za wszelką cenę? Czy proces dochodzenia do wymorzonej sylwetki ma być obowiązkiem, obsesją czy przyjemnością połączoną z rozsądkiem? Ja nie chcę się śpieszyć. Życie nauczyło mnie pokory. Życie nauczyło mnie myślenia i przewidywania pewnych zachowań.
Maybe we like the pain. Maybe we're wired that way. Because without it, I don't know, maybe we just wouldn't feel real. What's that saying? Why do I keep hitting myself with a hammer? Because it feels so good when I stop.
No dobra rozpisałam się. Wrzucić miałam jeszcze fotkę, ale jest ona zrobiona z innej perspektywy niż pozostałe, więc porównywanie nic nie daje. Poczekam na powrót Rafała i zrobimy zdjęcie jak poprzednie w sobotę.
UWAGA
Po prawej stronie na różowym tle macie znaczek fejsbuka, klikając trafiacje na fanpejdź bloga. Będzie mi miło jeśli polubicie. Na fanpejdżu znajdować się będą zarówno motywacje na dany dzień, ciekawe linki, artykuły warte uwagi, nowości. Dodatkowo moje zdjęcia prywatne, informacje dla Was w celu bliższego poznania itd.
cytaty pochodzą z drugiego sezonu Grey's Anatomy.
Dzisiaj minął pierwszy tydzień 60dniowego planu rewolucyjnego. Niżej tabelka z pomiarami.
Co robiłam przez ten tydzień? Nie wiele. Jadłam regularnie i zdrowo. Nie zapominałam o śniadaniu, nie jadłam późnych kolacji i dbałam o to, by były one głównie białkowe. Piłam mniej kawy, nie używałam białego cukru, mąki, soli. Wysypiałam się.
Z aktywności fizycznej - zrobiłam trzy długie spacery, nie jeździłam autobusem. Biegałam tylko raz - pierwszego dnia i zrobiłam dwa treningi siłowe FBW według planu, który znajdziecie w zakładce dziennik.
Life is not a spectator sport. Win, lose, or draw, the game is on. So go ahead... argue with the ref, change the rules, cheat a little, take a break and tend to your wounds. But play. Play. Play hard, play fast... play loose and free. Play as if there's no tomorrow. Okay, so it's not whether you win or lose, it's how you play the game... right?
Dostałam maila od osoby anonimowej, do którego nie sposób się nie ustosunkować.
FAKT - prowadzę bloga o zdrowym stylu życia
FAKT - moje efekty nie są spektakularne, nie chudnę w zawrotnym tępię, nie wyglądam jak laski z tumbl i mam na sobie masę fatu - niestety.
FAKT - zdarzają mi się wpadki, dołki i przestoje.
FAKT - zdarzają mi się chwilę, kiedy przez dwa tygodnie nie mam ze sportem niczego wspólnego
FAKT...
Ale. Jestem osobą, która stara się nad sobą nie rozczulać. Osobą, która mimo wielu negatywnych historii jakoś tam trzyma się w całości i stara nie rozpadać na kawałki.
Nie ''chwaliłam'' się co wykazały szczegółowe badania kolana. Ale pomyślałam, że skoro jedna osoba widzi, że coś tam robię, o czymś piszę, a efekty są bardzo, bardzo powolne, to być może więcej po cichu myśli, że jestem osobą mało wiarygodną? Kurczę, sama nie wiem.
Dostałam wczoraj pokrzepiającego maila od Tygryska (cytuję) Wydaje mi się, że ludzi przyciąga do Ciebie właśnie to, że widzą, że jesteś taka jak oni. Że też masz słabsze momenty, że też masz różne przeciwności, że masz dołki, itp. Po prostu jesteś naturalna dla nich i przez to prawdziwa. Nie ma tu fałszu. A jednocześnie ciągnie ich to, że się nie poddajesz, że starasz się na tyle na ile pozwalają
okoliczności
Jakie okoliczności ?
- zerwane więzadło krzyżowe przednie - po przeszczepie - NIESTABILNOŚĆ PRZEDNIA;
- uszkodzenie rogu tylnego łąkotki przyśrodkowej z obecnością niewielkiej poziomej szczeliny pęknięcia na poziomie rogu tylnego dochodzącej do brzegu prawego;
- torbiel okołołątkotkowa
-nierówna i niejednorodna chrząstka od przyśrodkowej strony rzepki - CHONDROMALACJA II STOPNIA
- OBRZĘK SZPIKU
Co się z tym wiąże?
Po 3 treningach biegowych moja noga potrzebuję dużo odpoczynku i specjalnej pielęgnacji - maści, kremy, opaska uciskająca a nawet stabilizator. Nie mogę skakać, nie mogę robić przysiadów, nie powinnam robić wykroków, nie mogę wskakiwać i zeskakiwać, siad po turecku sprawia mi ból, nie mogę trzymać nogi przez długi czas w jednej pozycji. Na każdą zmianę pogody odczuwam tępy ból.
Każdego dnia w moim kolanie dochodzi do mikrouszkodzeń, które powodują destrukcję chrząstki. W chwili obecnej osiągnęłam II stopień - IV to całkowita destrukcja. Chrząstka się nie odbuduje, zastępuje się ją sztucznym implantem. Nie operowane kolano w przyszłości zaprocentuje zmianami zwyrodnieniowymi i poważniejszymi problemami z nogą.
To, że nie czuję bólu biegając spowodowane jest adaptacją do bólu.
Aktywność fizyczną wykonywać muszę - dzięki temu wytwarzany jest płyn maziowy, która zapobiega tarciom w kolanie.
Jedyną opcją jest operacja, roczna rehabilitacja i wtedy powrót do zdrowia. Ale odwołałam operację zaplanowaną na 8 listopada. Dostałam dzisiaj pracę. Zaczynam od pierwszego grudnia (choć w między czasie szukam jeszcze czegoś innego). Operację planuję na wakacje. Więc na moje doświadczenia ze służbą zdrowia i na zdjęcia szpitalnych posiłków musicie jeszcze poczekać :D
Także być może powolne zmiany spowodowane są moim oszczędzaniem siebie? Bo czy zdrowy styl życia to robienie czegoś na wyścigi? Za wszelką cenę? Czy proces dochodzenia do wymorzonej sylwetki ma być obowiązkiem, obsesją czy przyjemnością połączoną z rozsądkiem? Ja nie chcę się śpieszyć. Życie nauczyło mnie pokory. Życie nauczyło mnie myślenia i przewidywania pewnych zachowań.
Maybe we like the pain. Maybe we're wired that way. Because without it, I don't know, maybe we just wouldn't feel real. What's that saying? Why do I keep hitting myself with a hammer? Because it feels so good when I stop.
No dobra rozpisałam się. Wrzucić miałam jeszcze fotkę, ale jest ona zrobiona z innej perspektywy niż pozostałe, więc porównywanie nic nie daje. Poczekam na powrót Rafała i zrobimy zdjęcie jak poprzednie w sobotę.
UWAGA
Po prawej stronie na różowym tle macie znaczek fejsbuka, klikając trafiacje na fanpejdź bloga. Będzie mi miło jeśli polubicie. Na fanpejdżu znajdować się będą zarówno motywacje na dany dzień, ciekawe linki, artykuły warte uwagi, nowości. Dodatkowo moje zdjęcia prywatne, informacje dla Was w celu bliższego poznania itd.
cytaty pochodzą z drugiego sezonu Grey's Anatomy.
środa, 26 września 2012
Pain is temporary ... ale co dalej!?
Bez zbędnych otoczek, dramatów i upiększania. Mam nawrotową niestabilność przednią kolana prawego ( przewlekła niestabilność kolana) i ósmego listopada będę mieć operację. Wiele to komplikuje jeśli chodzi o moje plany na przyszłość zarówno te związane z pracą, szkołą jak i życiem w ogóle. Przede mną wiele dylematów, które muszę rozwiązać i wybrać to co najlepsze. Tutaj stawką jest zdrowie. Czuję się strasznie rozgoryczona, bezradna i bezsilna. Miałam tyle planów, tyle marzeń, tyle wiary, nadziei i motywacji. Tyle pomysłów zarówno na siebie jak i na bloga. Miałam wystartować w półmaratonie, miałam zacząć regularnie chodzić na siłownię, regularnie biegać i robić ze swoim ciałem rzeczy o których kilka lat temu nawet bałam się pomyśleć. I wszystko szlak trafił. Cała praca którą włożyłam pójdzie na marne. Bo znów będę musiała wszystko zaczynać od nowa. Ile jeszcze razy będę wracać do punktu wyjścia?
Druga operacja jest trudniejsza, ciężko by była lepsza od pierwszej. Każda operacja wiąże się z ryzykiem, każdy uraz może się odnowić. Operacja będzie musiała być na otwartym kolanie, przeszczep zrobimy z więzadła rzepki, wyczyścimy kolano,m potem usuniemy śruby. Operacja nie może trwać dłużej jak trzy godziny. Jeśli będą komplikacje konieczne będą dwie operacje. Operacja jest niezbędna. Pani kolano jest w gorszym stanie niż przed pierwszą operacją.
Nie dziwcie się, że po takiej lawinie informacji czuję się przerażona. Ja już przez to przechodziłam i wiem z czym to się wiąże. Wiem jak to boli. Wiem jak długa i ciężka jest rehabilitacja. A tu będzie operacja na otwartym kolanie i bardzo duża blizna ... No i wiem jak koszmarne jest szpitalne żarcie :)
Póki co mam wzmacniać mięśnie nóg. Jaką wybiorę formę to zależy ode mnie. Lekarz zabronił skakać, biegać mam w rozsądnych ilościach, wskazany również basen i siłownia.
Powoli schodzą ze mnie emocje i rozum zaczyna przejmować władzę nad moim ciałem.
Nie chce na razie myśleć co dalej z blogiem, jak i czy się on zmieni. Staram się myśleć pozytywnie i wierzyć, że to jeszcze nie koniec. Moja historia nie dobiegła końca, przecież mam jeszcze tak wiele do zrobienia...
Założyłam bransoletkę, której dawno nie nosiłam...
Druga operacja jest trudniejsza, ciężko by była lepsza od pierwszej. Każda operacja wiąże się z ryzykiem, każdy uraz może się odnowić. Operacja będzie musiała być na otwartym kolanie, przeszczep zrobimy z więzadła rzepki, wyczyścimy kolano,m potem usuniemy śruby. Operacja nie może trwać dłużej jak trzy godziny. Jeśli będą komplikacje konieczne będą dwie operacje. Operacja jest niezbędna. Pani kolano jest w gorszym stanie niż przed pierwszą operacją.
Nie dziwcie się, że po takiej lawinie informacji czuję się przerażona. Ja już przez to przechodziłam i wiem z czym to się wiąże. Wiem jak to boli. Wiem jak długa i ciężka jest rehabilitacja. A tu będzie operacja na otwartym kolanie i bardzo duża blizna ... No i wiem jak koszmarne jest szpitalne żarcie :)
Póki co mam wzmacniać mięśnie nóg. Jaką wybiorę formę to zależy ode mnie. Lekarz zabronił skakać, biegać mam w rozsądnych ilościach, wskazany również basen i siłownia.
Powoli schodzą ze mnie emocje i rozum zaczyna przejmować władzę nad moim ciałem.
Nie chce na razie myśleć co dalej z blogiem, jak i czy się on zmieni. Staram się myśleć pozytywnie i wierzyć, że to jeszcze nie koniec. Moja historia nie dobiegła końca, przecież mam jeszcze tak wiele do zrobienia...
Założyłam bransoletkę, której dawno nie nosiłam...
piątek, 17 sierpnia 2012
Czy może być jeszcze gorzej!?
Pffffffffffffffffffffff. Jestem po wizycie u lekarza. Pfffffffffffffff. Pfffffffffffffffffffffffff. Pffffffffffffff. Ja nie wiem co mam napisać. Serio. Mam pustkę w głowie. Brakuje mi słów, mam depresję sytuacyjną i przeżywam swój mały wielki dramat. KURWA !
Jeśli ktoś ma problem z czytaniem lekarskiego pisma.
Diagnoza : Podejrzenie uszkodzenia przeszczepu.
Reszta to moja radosna twórczość.
ŻADNEGO SKAKANIA, ŻADNEGO BIEGANIA.
..................................................
Dlaczego? Ja się pytam, DLACZEGO MUSI MI SIĘ ZAWSZE PRZYTRAFIĆ COŚ ZŁEGO!?
Te słowa brzmią dla mnie jak wyrok. Co dalej ? Co dalej z blogiem ? Co dalej z odchudzaniem? Co dalej?
Znów jestem pozbawiona tego co kocham. Znów jestem skazana na badania, wizyty u lekarzy, w powietrzu wisi prawdopodobny zabieg, długa rehabilitacja i mozolny powrót. Powrót...ale do czego!?
Pfff. Jestem twarda. Udaję, że to mnie nie rusza. Ale siedząc teraz przed komputerem łzy płyną mi strumieniami, a strach jest w tej chwili nie do ogarnięcia. Nagle wszystko przestało być ważne. Nagle nic nie sprawia radości.
Jaki jest następny krok? Rezonans magnetyczny.
Co powiedział lekarz?
ZNACZĄCA NIESTABILNOŚĆ KOLANA. [ serio, jak Pani chodzi, to kolano nie skacze na prawo i lewo? Pani wczoraj biegała!? Jak to możliwe (...)].
Uszkodzenie przeszczepu czyli co - pytam prawie ze łzami w oczach - co to dla mnie oznacza? (poza tym, że żadnego skakania,żadnego biegania)
a. Albo zerwane zostały więzadła = operacja.
b. Albo więzadło uległo rozciągnięciu. Rozciągnięte więzadło jest narażone na zerwanie i temu trzeba zapobiegać = operacja.
c. niestabilność kolana to mój urok osobisty - wszystko jest okiej, ale generalnie kolano jest rozjebutane i żyje swoim życiem.
Nie wiem, która opcja jest najlepsza. Kolano nie kwalifikuje się na rehabilitacje - bo nie wiadomo co rehabilitować. Robimy rezonans, przychodzimy z wynikami i wtedy podejmiemy kolejne kroki. A do tego czasu żadnego skakania, żadnego biegania (lekarz powtarzał to chyba 23939503393953 razy - wciąż nie mógł uwierzyć jak można biegać z taką niestabilnością).
Nie mam ochoty pisać mojego dzisiejszego jadłospisu, nie mam ochoty planować dnia jutrzejszego. Nie mam ochoty czytać, mam ochotę wrzeszczeć. Mam ochotę tupać nogami, walić talerzami o ścianę, mam ochotę piszczeć, mam ochotę ryczeć. Mam ochotę pójść pobiegać.
Moja historia.
Jeśli ktoś ma problem z czytaniem lekarskiego pisma.
Diagnoza : Podejrzenie uszkodzenia przeszczepu.
Reszta to moja radosna twórczość.
ŻADNEGO SKAKANIA, ŻADNEGO BIEGANIA.
..................................................
Dlaczego? Ja się pytam, DLACZEGO MUSI MI SIĘ ZAWSZE PRZYTRAFIĆ COŚ ZŁEGO!?
Te słowa brzmią dla mnie jak wyrok. Co dalej ? Co dalej z blogiem ? Co dalej z odchudzaniem? Co dalej?
Znów jestem pozbawiona tego co kocham. Znów jestem skazana na badania, wizyty u lekarzy, w powietrzu wisi prawdopodobny zabieg, długa rehabilitacja i mozolny powrót. Powrót...ale do czego!?
Pfff. Jestem twarda. Udaję, że to mnie nie rusza. Ale siedząc teraz przed komputerem łzy płyną mi strumieniami, a strach jest w tej chwili nie do ogarnięcia. Nagle wszystko przestało być ważne. Nagle nic nie sprawia radości.
Jaki jest następny krok? Rezonans magnetyczny.
Co powiedział lekarz?
ZNACZĄCA NIESTABILNOŚĆ KOLANA. [ serio, jak Pani chodzi, to kolano nie skacze na prawo i lewo? Pani wczoraj biegała!? Jak to możliwe (...)].
Uszkodzenie przeszczepu czyli co - pytam prawie ze łzami w oczach - co to dla mnie oznacza? (poza tym, że żadnego skakania,żadnego biegania)
a. Albo zerwane zostały więzadła = operacja.
b. Albo więzadło uległo rozciągnięciu. Rozciągnięte więzadło jest narażone na zerwanie i temu trzeba zapobiegać = operacja.
c. niestabilność kolana to mój urok osobisty - wszystko jest okiej, ale generalnie kolano jest rozjebutane i żyje swoim życiem.
Nie wiem, która opcja jest najlepsza. Kolano nie kwalifikuje się na rehabilitacje - bo nie wiadomo co rehabilitować. Robimy rezonans, przychodzimy z wynikami i wtedy podejmiemy kolejne kroki. A do tego czasu żadnego skakania, żadnego biegania (lekarz powtarzał to chyba 23939503393953 razy - wciąż nie mógł uwierzyć jak można biegać z taką niestabilnością).
Nie mam ochoty pisać mojego dzisiejszego jadłospisu, nie mam ochoty planować dnia jutrzejszego. Nie mam ochoty czytać, mam ochotę wrzeszczeć. Mam ochotę tupać nogami, walić talerzami o ścianę, mam ochotę piszczeć, mam ochotę ryczeć. Mam ochotę pójść pobiegać.
Moja historia.
sobota, 11 sierpnia 2012
Kontuzje.
Jeśli o mnie chodzi - temat na czasie.
Wczoraj mój lekarz rodzinny powiedział, że podejrzewa przeciążenie stawu kolanowego. Na szczęście jest to kontuzja łatwa do wyleczenia.
Kontuzja jest czymś najgorszym co może przydarzyć się sportowcowi. Nagle okazuje się, że nasz wysiłek idzie na marne. Oczywiście nie zawsze tak jest. Niektóre kontuzje, nie wymagają od nas długiej przerwy w treningach.
Drobne urazy, stłuczenia, zapalenia, naderwania, przeciążenie - często występują w grupie biegaczy. Jest to niejako wpisane w ten rodzaj sporu i nie zawsze można ich uniknąć. Prawdopodobnie zdarzają się każdemu. Najistotniejsze to to, by nie dopuścić do ciężkiej kontuzji, która może wyeliminować z aktywnego życia na bardzo długi czas.
Wczoraj mój lekarz rodzinny powiedział, że podejrzewa przeciążenie stawu kolanowego. Na szczęście jest to kontuzja łatwa do wyleczenia.
Kontuzja jest czymś najgorszym co może przydarzyć się sportowcowi. Nagle okazuje się, że nasz wysiłek idzie na marne. Oczywiście nie zawsze tak jest. Niektóre kontuzje, nie wymagają od nas długiej przerwy w treningach.
Drobne urazy, stłuczenia, zapalenia, naderwania, przeciążenie - często występują w grupie biegaczy. Jest to niejako wpisane w ten rodzaj sporu i nie zawsze można ich uniknąć. Prawdopodobnie zdarzają się każdemu. Najistotniejsze to to, by nie dopuścić do ciężkiej kontuzji, która może wyeliminować z aktywnego życia na bardzo długi czas.
Najbardziej oczywistym efektem zbyt mocnego treningu jest kontuzja typu przeciążeniowego. Ja nie uważam bym trenowała zbyt intensywnie. Po prostu chwilowa dekoncentracja, złe ustawienie nogi, próba asekuracji i problem gotowy.
O ile kontuzje typu przeciążeniowego są
dość łatwe do uniknięcia (wystarczy po prostu robić mniej, więcej
odpoczywać), tak sprawa jest bardziej skomplikowana z kontuzjami
wynikającymi z zaniedbań. Tutaj bowiem trzeba się zmusić do wykonywania
tego, czego większość biegaczy unika jak ognia - wykonywania dodatkowych
ćwiczeń. Tak, tak ! Rozgrzewka, rozciąganie, ale nie tylko ! Trening siłowy jest także niezmiernie ważny !!!! Dlaczego ? Nasz organizm to zbiór elementów - kości, mięśnie, ścięgna - to wszystko stanowi całość. System napędzający się wzajemnie. Dzięki sobie sprawnie funkcjonują, bez siebie nie znaczą nic. Gdy czułam ból prawego kolana, chcąc je odciążyć, przerzucałam ciężar ciała na kolano lewe. Jaki był tego skutek ? Oczywiście zaczęło mnie bardzo szybko boleć lewe kolano. Ważne jest aby równomiernie rozwijać wszystkie grupy mięśniowe - ja teraz w okresie wakacji trochę to zaniedbałam, ale nie szukałabym przyczyny swojej kontuzji w tym - aczkolwiek kto wie !? Ważna jest praca nad brzuchem i grzbietem - wpływają na stabilizacje ciała, poprawną sylwetkę w trakcie biegu. Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, jak nasze plecy wyglądają w trakcie biegu. Nie powinno się pochylać do przodu, ani wyginać zbytnio w tył. Należy pamiętać o wyprostowanych plecach. Ramiona i nogi pracują w trakcie biegu, więc ta grupa mięśni jest wystarczająco rozwijana.
Przykłady kontuzji
1. Staw kolanowy.
Zwiastunem, że coś niedobrego dzieje się z naszymi kolanami jest przede wszystkim ból. W drugiej kolejności często pojawia się obrzęk, rzadko zaś wylew. Należy wtedy odpocząć, udać się do lekarza w celu zrobienia USG. Jeśli ból się nasila, może być to oznaką, że dzieje się coś poważniejszego. Zdarzają się skręcenia stawu kolanowego a także poważne kontuzje - naderwania i zerwania więzadeł, uszkodzenia łąkotki ( nadpęknięcia, pęknięcia, obszczypanie). Jeśli czujesz często przeskoki w kolanie, rwący, piekący ból z tyłu kolana nie lekceważ tego i niezwłocznie udaj się do lekarza. Czasami zdarzają się także uszkodzenia chrząstek - przetarcia na skutek zbyt małej ilości płynu maziowego. Z tego co wiem, lekarz zaleca wtedy serię zastrzyków. W ostateczności stosuje się rezonans magnetyczny - wtedy na pewno będzie wiadomo co nam jest. Moich zerwanych wiązadeł lekarz nie zauważył podczas badania USG. Wydawało się, że wszystko jest ok.
2. Ścięgno Achillesa
Problemy ze ścięgnem Achillesa są często przyczyną długotrwałego biegania po twardej nawierzchni takiej jak beton czy asfalt. Przyczyny kontuzji są różne : zbyt duże przeciążenie, źle dobrane buty. Na szczęście tej kontuzji nie miałam, lecz wiem, że jest ona dość bolesna. Często pojawiają się zapalenia ścięgna Achillesa. Diagnoza jest wystawiana przez lekarza na podstawie badania USG. Bardzo pomocne mogą być w przypadku
zapalenia lodowe okłady oraz stosowanie leków i maści przeciwzapalnych.
Poza tym - bezwzględny odpoczynek.
Jeśli stan zapalny został wyleczony,
należy rozpocząć rehabilitację - czyli znaleźć przyczynę kontuzji i ją
usunąć. To mogą być zbyt napięte mięśnie, złe buty, zła mechanika ruchu,
czy zbyt słabe mięśnie, np. łydek. Przyczyną może też być nieprawidłowy
trening - np. nadmiar biegów pod górkę.
3. Ból piszczeli
Mój narzeczony, gdy zaczęliśmy biegać bardzo skarżył się na ból w tej okolicy. Nie był w stanie chodzić a co dopiero biegać. Mięśnie napuchły. Ból jest spowodowany zwykle przeciążeniem lub nadmiernym napięciem mięśni przedniej części podudzia. Mój narzeczony zajmuje się kulturystyką, wygląda na prawdę fajnie, ale jest dość ciężki. Więc prawdopodobnie było to przeciążenie. Zbyt długi i zbyt intensywny bieg jak na początek treningu. Po kilku dniach przerwy, zimnych okładach i delikatnym rozciąganiu ból minął. Niezmiernie ważne jest,aby dopasować trening do swoich możliwości.
4. Staw skokowy
Wielu biegaczy asfaltowych ma niewystarczająco wykształcone mięśnie
stabilizujące staw skokowy. Bieganie po twardej nawierzchni nie wymaga
umiejętności uważnego stawiania nóg i wykształcenia mocnych mięśni przez
co staw ten jest bardziej narażony na skręcenia, uszkodzenia wiązadeł
okalających stopę czy skręceń uszkadzających chrząstkę wewnątrz stawu. Skręcenia są gorsze od złamań. Raz skręcona tzw kostka, jest niesamowicie narażona na kolejne skręcenia w małym odstępie czasu. Chwilowa nieuwaga i kontuzja gotowa.
Jak zminimalizować ryzyko wystąpienia kontuzji ?
- przede wszystkim odpowiednie obuwie !!! Proszę pamiętajcie o tym
- rozgrzewka i stretching - o rozgrzewce możecie przeczytać TUTAJ, artykuł o rozciąganiu pojawi się w tym tygodniu. NIE ZAPOMINACIE O TYCH ELEMENTACH TRENINGU !!!!
- dobierz strój do warunków pogodowych - nie można doprowadzić do przegrzania organizmu, czyli np bieganie latem w kurtce. Ale należy też zwrócić uwagę na dobre nagrzanie mięśni
- biegaj skoncentrowany !
- urozmaicaj trasę - wybierz czasami polną drogę, łąkę, las czy piasek. Jeśli biegasz po tych powierzchniach, spróbuj czasami biegu po asfalcie.
- nie forsuj się ( KRZYCZĘ TU SAMA NA SIEBIE! ) Gdy Twój organizm daje Ci sygnał, odbierz go i pomyśl. Odpocznij.
- dbaj o zdrowie psychiczne
- nie zapominaj o diecie
źródła: wiedza własna, MaratonyPolskie.com, bieganie.com
Miałyście kiedyś kontuzje ? Jak się ich wystrzegacie ?
czwartek, 9 sierpnia 2012
Nowy projekt dietetyczny.
Miałyście rację - z kolanem nie jest najlepiej. Dzisiaj miałam problem w zejściu ze schodów. Czuję bolesne ciągnięcie z tyłu kolana. Darowałam sobie dzisiaj bieganie, pojeździłam tylko trochę na rowerze. Udało się przyspieszyć wizytę u ortopedy - idę już 17 sierpnia. Natomiast jutro wybieram się do lekarza rodzinnego, po potrzebne skierowanie do lekarza specjalisty, a także po skierowanie na badanie krwi. Nie chcę złapać jakiejś poważnej kontuzji, znów zaczynam się blokować psychicznie. Jednak jutro spróbuję chociaż lekko potruchtać. Gdy zaczęłam biegać, stan moich kolan uległ poprawie. Nic nie chrzęściło, wytworzyło się więcej mazi między chrząstkami. Już nie skarżyłam się na ból kolan, aż do tego dnia gdy musiałam krzywo stanąć. Ewentualnie mogłam coś odstawić na weselu - czego mogę nie pamiętać :)
Pisałam Wam kilka dni temu, że z moją dietą nie jest najlepiej. Jednak dostałam bodziec, dzięki któremu wszystko ulegnie zmianie. Postanowiłam przetestować zdrową, innowacyjną dietę - Dietę 3D Chili.
Do diet zawsze podchodziłam z dystansem i kierowałam się zasadą mniej jedz, ale zdrowo. Jednak otrzymana oferta jest nie tylko zdrowa, ale i porcje dopasowane są do Twojego trybu życia. Po wstępnym zapoznaniu się z nią, doszłam do wniosku, że jest ona idealna dla mnie. Dlaczego ? Nie ma tu głodówek, posiłki są zbilansowane, jest także elastyczna i innowacyjna. Dieta 3D Chili oparta jest na nowej formule, która została potwierdzona w trakcie badań. Ja mam problem z jedzeniem nie od dziś. W sumie gdybym go nie miała, to bym teraz tak desperacko nie walczyła o zdrowie i figurę. Dzienny jadłospis pozwala trzymać się planu. Generalnie jestem osobą, która lubi planować, lubi mieć wszystko wypisane na kartce i z uśmiechem na twarzy wykreślać poszczególne zadania. Na układanie jadłospisu ostatnio nie miałam ani czasu, ani ochoty. O założeniach diety i wszystkim co z nią związane dowiecie się jutro :)
Pisałam Wam kilka dni temu, że z moją dietą nie jest najlepiej. Jednak dostałam bodziec, dzięki któremu wszystko ulegnie zmianie. Postanowiłam przetestować zdrową, innowacyjną dietę - Dietę 3D Chili.
Do diet zawsze podchodziłam z dystansem i kierowałam się zasadą mniej jedz, ale zdrowo. Jednak otrzymana oferta jest nie tylko zdrowa, ale i porcje dopasowane są do Twojego trybu życia. Po wstępnym zapoznaniu się z nią, doszłam do wniosku, że jest ona idealna dla mnie. Dlaczego ? Nie ma tu głodówek, posiłki są zbilansowane, jest także elastyczna i innowacyjna. Dieta 3D Chili oparta jest na nowej formule, która została potwierdzona w trakcie badań. Ja mam problem z jedzeniem nie od dziś. W sumie gdybym go nie miała, to bym teraz tak desperacko nie walczyła o zdrowie i figurę. Dzienny jadłospis pozwala trzymać się planu. Generalnie jestem osobą, która lubi planować, lubi mieć wszystko wypisane na kartce i z uśmiechem na twarzy wykreślać poszczególne zadania. Na układanie jadłospisu ostatnio nie miałam ani czasu, ani ochoty. O założeniach diety i wszystkim co z nią związane dowiecie się jutro :)
Zatem ruszam z nowym projektem dietetycznym. Planuję zacząć od poniedziałku. Do tego czasu będę zapoznawać się z otrzymanymi poradnikami, a także muszę zrobić zakupy i zaopatrzyć się w podstawowe produkty diety. Jestem podekscytowana i czuję, że to początek zmian na lepsze.
Oczywiście sama dieta to nie wszystko. Ćwiczenia i bieganie na dobre zagościły w moim życiu.
Walczę z sierpniową setką, wyzwanie okazało się dla mnie znacznie trudniejsze. Ale dam radę. Wierzę w to.
Etykiety:
dieta,
Dieta 3D Chili,
kolano,
kontuzja,
projekt,
sierpniowa setka
środa, 8 sierpnia 2012
Przykra niespodzianka i nowy LUSH'ak
Ja nie wiem, jak ten czas pędzi ! Już dzisiaj mamy środę, pierwszy tydzień sierpnia już za nami. Już zaczynam wybiegać myślami w przyszłość i wizja jesieni, krótszych dni wprowadza mnie w nastrój lekko depresyjny.
Humor mi się trochę pogorszył odkryciem jakiego dokonałam tuż po wstaniu. Ale o tym co złe za chwilę.
Dzisiaj doszła przesyłka z LUSH'a :) Już nie mogę doczekać się wieczornego użycia Angelsa. Zaczęłam troszkę bawić się w obróbkę zdjęć. Nie mam jakiś profesjonalnych programów, dlatego też nie są to jakieś cuda cudeńka.
Co kryje się pod znakiem zapytania ? O tym za dni kilka, kiedy to pojawi się recenzja naturalnego czyścika do twarzy Lush'a.
A to co złe...
Na kolanie pojawił się wylew niewiadomego pochodzenia. Poczułam wczoraj lekki przeskok, źle stanęłam na prawą nogę. Nie wygląda to ładnie i chociaż bólu nie czuję już umówiłam wizytę u ortopedy( dopiero na końcówkę września :/ ). Nie chcę znów przeżywać tego co kilka lat temu, biorąc pod uwagę to, że to właśnie operowane kolano.
Muszę iść do apteki po jakiś żel.
Humor mi się trochę pogorszył odkryciem jakiego dokonałam tuż po wstaniu. Ale o tym co złe za chwilę.
Dzisiaj doszła przesyłka z LUSH'a :) Już nie mogę doczekać się wieczornego użycia Angelsa. Zaczęłam troszkę bawić się w obróbkę zdjęć. Nie mam jakiś profesjonalnych programów, dlatego też nie są to jakieś cuda cudeńka.
Co kryje się pod znakiem zapytania ? O tym za dni kilka, kiedy to pojawi się recenzja naturalnego czyścika do twarzy Lush'a.
A to co złe...
Na kolanie pojawił się wylew niewiadomego pochodzenia. Poczułam wczoraj lekki przeskok, źle stanęłam na prawą nogę. Nie wygląda to ładnie i chociaż bólu nie czuję już umówiłam wizytę u ortopedy( dopiero na końcówkę września :/ ). Nie chcę znów przeżywać tego co kilka lat temu, biorąc pod uwagę to, że to właśnie operowane kolano.
Muszę iść do apteki po jakiś żel.
Etykiety:
Angels on Bare Skin,
kolano,
kontuzja,
kosmetyki,
kosmetyki naturalne,
LUSH,
twarz,
uroda
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.png)


