Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan 60 dniowa rewolucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan 60 dniowa rewolucja. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2012

Mieszanka na chorobę i podsumowanie drugiego tygodnia.

Dzisiaj miał pojawić się ciekawy post dotyczący samoakceptacji i zakochaniu się w sobie na nowo - na podstawie własnych doświadczeń, ale będzie musiał zaczekać do jutra. Dzisiaj nie byłam w stanie...

Wczoraj odwiedzili nas przyjaciele, z okazji mojej obrony wypiliśmy kilka drinków. Jeśli kiedyś traficie na tego bloga, to wiedzcie, że strasznie Wam dziękuję za wczorajszy wieczór. Znaczycie dla mnie więcej, niż myślicie.

Przed ich przybyciem do ładu musiałam doprowadzić mieszkanie, chociaż w jakimś stopniu. Odkurzanie, układanie, ścieranie kurzy i mycie podłóg. Żaden trening nie był mi wczoraj potrzebny. Szaleństwo z odkurzaczem i skakanie z pokoju do łazienki, poszukiwanie zaginionych rzeczy kosztowało mnie dużo energii. Ze względu na to, że jestem uczulona na kurz i roztocza, sprzątam zawsze w rękawiczkach lateksowych i otwieram okno. Tak się zgrzałam w połowie porządków, że nie wiele myśląc zdjęłam bluzę i szalałam w samym topie. Teraz wiem, że nie było to zbyt mądre...


wtorek, 30 października 2012

Pierwszy tydzień i długi wywód.

Wczoraj nie pojawił się wpis na blogu, bo nie miałam kompletnie czasu do wieczora. Natomiast gdy wróciłam nie byłam w nastroju na jakiekolwiek aktywności, więc udałam się prosto do łóżka, przykryłam kołdrą po same uszy i tępo gapiłam się w telewizor. Przyczyną takiego stanu była moja konsultacja u lekarza, który operował mi kolano w 2006 - ale o tym w dalszej części posta.

Dzisiaj minął pierwszy tydzień 60dniowego planu rewolucyjnego. Niżej tabelka z pomiarami.

Co robiłam przez ten tydzień? Nie wiele. Jadłam regularnie i zdrowo. Nie zapominałam o śniadaniu, nie jadłam późnych kolacji i dbałam o to, by były one głównie białkowe. Piłam mniej kawy, nie używałam białego cukru, mąki, soli. Wysypiałam się.
Z aktywności fizycznej - zrobiłam trzy długie spacery, nie jeździłam autobusem. Biegałam tylko raz - pierwszego dnia i zrobiłam dwa treningi siłowe FBW według planu, który znajdziecie w zakładce dziennik.

Life is not a spectator sport. Win, lose, or draw, the game is on. So go ahead... argue with the ref, change the rules, cheat a little, take a break and tend to your wounds. But play. Play. Play hard, play fast... play loose and free. Play as if there's no tomorrow. Okay, so it's not whether you win or lose, it's how you play the game... right?

Dostałam maila od osoby anonimowej, do którego nie sposób się nie ustosunkować.
FAKT - prowadzę bloga o zdrowym stylu życia
FAKT - moje efekty nie są spektakularne, nie chudnę w zawrotnym tępię, nie wyglądam jak laski z tumbl i mam na sobie masę fatu - niestety.
FAKT - zdarzają mi się wpadki, dołki i przestoje.
FAKT - zdarzają mi się chwilę, kiedy przez dwa tygodnie nie mam ze sportem niczego wspólnego
FAKT...

Ale. Jestem osobą, która stara się nad sobą nie rozczulać. Osobą, która mimo wielu negatywnych historii jakoś tam trzyma się w całości i stara nie rozpadać na kawałki.
Nie ''chwaliłam'' się co wykazały szczegółowe badania kolana. Ale pomyślałam, że skoro jedna osoba widzi, że coś tam robię, o czymś piszę, a efekty są bardzo, bardzo powolne, to być może więcej po cichu myśli, że jestem osobą mało wiarygodną? Kurczę, sama nie wiem.

Dostałam wczoraj pokrzepiającego maila od Tygryska (cytuję)  Wydaje mi się, że ludzi przyciąga do Ciebie właśnie to, że widzą, że jesteś taka jak oni. Że też masz słabsze momenty, że też masz różne przeciwności, że masz dołki, itp. Po prostu jesteś naturalna dla nich i przez to prawdziwa. Nie ma tu fałszu. A jednocześnie ciągnie ich to, że się nie poddajesz, że starasz się na tyle na ile pozwalają
okoliczności

Jakie okoliczności ?
- zerwane więzadło krzyżowe przednie - po przeszczepie - NIESTABILNOŚĆ PRZEDNIA;
- uszkodzenie rogu tylnego łąkotki przyśrodkowej z obecnością niewielkiej poziomej szczeliny pęknięcia na poziomie rogu tylnego dochodzącej do brzegu prawego;
- torbiel okołołątkotkowa
-nierówna i niejednorodna chrząstka od przyśrodkowej strony rzepki - CHONDROMALACJA II STOPNIA
- OBRZĘK SZPIKU 

Co się z tym wiąże?
Po 3 treningach biegowych moja noga potrzebuję dużo odpoczynku i specjalnej pielęgnacji - maści, kremy, opaska uciskająca a nawet stabilizator. Nie mogę skakać, nie mogę robić przysiadów, nie powinnam robić wykroków, nie mogę wskakiwać i zeskakiwać, siad po turecku sprawia mi ból, nie mogę trzymać nogi przez długi czas w jednej pozycji. Na każdą zmianę pogody odczuwam tępy ból.
Każdego dnia w moim kolanie dochodzi do mikrouszkodzeń, które powodują destrukcję chrząstki. W chwili obecnej osiągnęłam II stopień - IV to całkowita destrukcja. Chrząstka się nie odbuduje, zastępuje się ją sztucznym implantem. Nie operowane kolano w przyszłości zaprocentuje zmianami zwyrodnieniowymi i  poważniejszymi problemami z nogą.
To, że nie czuję bólu biegając spowodowane jest adaptacją do bólu.
Aktywność fizyczną wykonywać muszę - dzięki temu wytwarzany jest płyn maziowy, która zapobiega tarciom w kolanie.

Jedyną opcją jest operacja, roczna rehabilitacja i wtedy powrót do zdrowia. Ale odwołałam operację zaplanowaną na 8 listopada. Dostałam dzisiaj pracę. Zaczynam od pierwszego grudnia (choć w między czasie szukam jeszcze czegoś innego). Operację planuję na wakacje. Więc na moje doświadczenia ze służbą zdrowia i na zdjęcia szpitalnych posiłków musicie jeszcze poczekać :D

Także być może powolne zmiany spowodowane są moim oszczędzaniem siebie? Bo czy zdrowy styl życia to robienie czegoś na wyścigi? Za wszelką cenę? Czy proces dochodzenia do wymorzonej sylwetki ma być obowiązkiem, obsesją czy przyjemnością połączoną z rozsądkiem? Ja nie chcę się śpieszyć. Życie nauczyło mnie pokory. Życie nauczyło mnie myślenia i przewidywania pewnych zachowań.

Maybe we like the pain. Maybe we're wired that way. Because without it, I don't know, maybe we just wouldn't feel real. What's that saying? Why do I keep hitting myself with a hammer? Because it feels so good when I stop. 



No dobra rozpisałam się. Wrzucić miałam jeszcze fotkę, ale jest ona zrobiona z innej perspektywy niż pozostałe, więc porównywanie nic nie daje. Poczekam na powrót Rafała i zrobimy zdjęcie jak poprzednie w sobotę.

UWAGA

Po prawej stronie na różowym tle macie znaczek fejsbuka, klikając trafiacje na fanpejdź bloga. Będzie mi miło jeśli polubicie. Na fanpejdżu znajdować się będą zarówno motywacje na dany dzień, ciekawe linki, artykuły warte uwagi, nowości. Dodatkowo moje zdjęcia prywatne, informacje dla Was w celu bliższego poznania itd.

cytaty pochodzą z drugiego sezonu Grey's Anatomy.

środa, 24 października 2012

60dniowy plan - rewolucja!

Październik zaczął się dla mnie fatalnie o czym już czytaliście niejednokrotnie. Wczoraj, tuż przed snem narodził się w mojej głowie pewien plan. Nic innowacyjnego.

Przez pewien czas stoję w miejscu, jeśli chodzi o wygląd mojego ciała i postanowiłam coś z tym zrobić. Spojrzałam na nagłówek bloga - stop wishing, start doing! No to doing, doing, doing!

Jest to 60- dniowy plan rewolucyjny, który zaczął się właśnie dzisiaj. Zakończy się 23 grudnia :) Jest to przemyślana sprawa. Święta bardzo lubię - z różnych powodów( ale na to przyjdzie jeszcze czas) i zakończenie dzień przed Wigilią jest konieczne. Mogłabym plan podciągnąć do końca roku, ale obawiam się, że mogłabym w Święta troszkę oszukiwać - a to nie ładnie :))

Założenia planu
Dietetyczne
- jeść zdrowo, czysto i regularnie
- prowadzić jadłospis, robić zdjęcia posiłkom
- urozmaicać posiłki i poznawać nowe potrawy/smaki

Aktywność fizyczna
- 3-4xtygodniowo BIEGANIE
- 3xtygodniowo FBW
- jeśli z przyczyn niezależnych ode mnie będę musiała zrezygnować z biegania wprowadzam program treningowy Jillian - Body Revolution

Relacja z planu będzie albo mieć miejsce każdego dnia - np. będzie pojawiać się jako dodatek do postu z innej tematyki, albo będzie to tygodniowe pełne podsumowanie - z jadłospisem, z udokumentowaniem treningów, plus notatki z moimi przemyśleniami.

Jestem teraz w domu rodzinnym - na pewno do końca miesiąca, więc na pewno będzie mi trudniej, ale dam radę ! :D Dzisiaj wybrałam się na zakupy, żeby uzupełnić lodówkę. Jak sobie pomyślałam o lodówce to w mojej głowie zakiełkował pomysł - AKCJA! POKAŻ SWOJĄ LODÓWKĘ! Ale o tym więcej jutro.



W zamrażarce mięso, ryby. W szafkach zwykły makaron i ryż zamienione na pełnoziarniste produkty. Rodzicom średnio się to podoba, ale muszą się dostosować :) O tym, że mają zlewkę na moje poważne plany może świadczyć dzisiejszy zakup taty - specjalnie z myślą o mnie!


Cukierki wyjęłam i oddałam mamie,  ogarnęłam puszkę - przyda mi się na jakieś głupotki :)

Dzisiaj poszłam pobiegać. Było całkiem nieźle - chociaż nie lubię biegać jak jest tak chłodno. Najgorszy problem mam z doborem ubrań do pogody. Biegam w dresach - bo legginsy i pulsometr zostały w Olsztynie - muszę czekać na nie do piątku. Na górę zakładam koszulkę z krótkim rękawem i białą kurteczkę, którą Wam kiedyś pokazywałam na blogu. Nie było mi za zimno, ale miałam na początku problem z rozgrzaniem organizmu. Między 1.5 - 2.5 kilometra złapała mnie taka kolka, że myślałam, że nie dam rady kontynuować biegu. Przystanęłam, napiłam się wody i pomogło. Nie wiem jaka jest geneza kolek, ale zaraz się dowiem. Wiosną i latem nie miałam takiego problemu. A teraz drugi trening- druga kolka.



Moja treningowa buteleczka :D

No dobra, dzisiaj to by było na tyle. Jutro kolejny dzień, kolejne zmagania.