Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (nie)dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (nie)dieta. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 listopada 2013

Dupa bez diety, to kiepska dupa.

Nie lubię określenia dieta. Dieta kojarzy mi się z czymś ściśle ustanowionym, z zakazami i nakazami. Z przymusem, niepotrzebnymi  wyrzutami sumienia. Jednak w ciągu ostatnich miesięcy w moim codziennym jadłospisie pojawiło się kilka produktów, z których spożywania nie jestem dumna, ale w ogólnym rozrachunku wolałam zjeść zupkę chińską niż głodować. Teraz moje myślenie przeszło na inny tor i chcę być badziej świadoma tego co jem i w jakich ilościach. Bardzo zależy mi również na wnikliwej obserwacji mojego ciała - celem jest zaobserwowanie jak reaguje ono na poszczególne produkty.
Doszłam już do tego, że nie mogę jeść za dużo owsianki - bo po niej mam słoniowaty, mega wzdęty brzuch - bez względu na ilość spożytej wody. Dlatego jadam ją bardzo rzadko, ale nie wykluczyłam jej calkowicie.

Na samym początku muszę napisać o tym, że jestem przeciwna astezie w jadłospisie - nawet na redukcji. Moim celem w trakcie akcji dupa sama się nie zrobi, jest zredukowanie jak największej ilości tkanki tłuszczowej  - to po pierwsze, po drugie dążę do wzmocnienia mięśni, zwiększenia siły i wytrzymałości, po trzecie końcowe kształtowanie sylwetki - wedle schematu już utartego w mojej głowie. Hedonizm jest spoko, hedonizm jest potrzebny. Nie wierzę, że  w okresie Świąt Bożego Narodzenia nie zjem wigilijnych pierogów, nie skosztuję ciasta babci, czy nie napiję się kieliszka wina, albo czterech. I nie mam też zamiaru sobie tego zakazywać. Mam wiedzę, czego powinnam unikać i to mi wystarcza. Jeśli zjem coś z mojej listy produktów, których pragnę uniknąć nie stanie się tragedia - ale będziecie o tym wiedzieć.

Jeśli chodzi o wartość kaloryczną w ciagu dnia to nie chciałabym aby przekraczała ona 2000 kcal. Jeśli chodzi o liczenie kalorii to w moim przypadku nigdy się ono nie sprawdziło. Kilka razy zakładałam dzienniki dietetyczne, a po chwili o nich zapominałam. Dzięki temu, że mam zawsze telefon przy sobie mogę dokumentować to co zjadam. Jeśli znajdę czas, dodatkowo, tygodniowe zestawienie posiłków będę wzbogacać o dziennik ze szczegółową rozpiską. Jeśli znajdę czas.

W moim jadłospsie będą:

  •  białko - mięso, ryby, jaja, rzadziej twaróg, z nabiału serek wiejski, jogurt natualny, mleko 2.0% tylko do kawy, ser feta <3 <3 <3 
  • węglowodany złożone - kasza, ryż, makaron - głównie w dni treningowe
  • węglowodany proste - owoce, miód, konfitury/dżemy 
  • tłuszcze - awokado, oliwa z oliwek, olej sezamowy, olej kokosowy,  olej słonecznikowy do smażenia
  • warzywa 
  • majonez - sorry. Majonez <3 <3 <3 - w sumie to jadam łyżkę raz na dwa tygodnie, to chyba nie jest jakiś wielki grzech redukcyjny. Ostatnio też doszłam do wniosku, że przecież sama mogę ukręcić majonez. 
  • orzechy i nasiona
Będę unikać:
  • słodyczy - jak nie jem to nie jem, jak spróbuję, posmakuję to przepadam, nie potrafię się zatrzymać. 
  • ciast, tortów, babeczek 
  • białego pieczywa
  • napojów gazowanych 
  • fast food'ów 
  • owsianki
  • chipsów, krakersów, paluszków
  • naleśników z owocowym sosem - polecam sos Suzete - mega pyszne naleśniki. Mój narzeczony stanął na głowie i zaskoczył mnie totalnie. 

Rezygnuję z:
  • ziemniaków gotowanych. 
  • kukurydzy
  • ostatnio opuchnięta jestem również po długotrwałym jedzeniu kaszy gryczanej - nie wiem czy to sprawa kaszy, czy miesiączki. Do obserwacji.

Założenie jest takie, że każda z nas może sobie pozwolić raz w tygodniu na cheatowe święto. U mnie często jest tak, że jak już świętuję, to świętowania nie ma końca. Nie zakładam małych, dużych odstępstw. Jeśli się coś pojawi, to po prostu o tym napiszę. 

Wklejam kilka przykładowych obiadów z bieżącego tygodnia.








Dzisiejszy jadłospis, gdy pracuję od 7.00 do 19.00.  O 6.00 wychodzę z domu, wracam o 20.00

5.50 - serek wiejski z kiełkami rzodkiewki i ogórkiem; banan; kawa
8.45

13.45



18.00 - jedna kanapka jak na śniadanie, grejpfrut

20.40




środa, 22 sierpnia 2012

miszmasz.

Oooooooł jea ! Dopiero wieczorem znalazłam czas na zrobienie zaplanowanego treningu. Moje nogi umierają i błagają o litość...
Te dwa dni były dość intensywne i bez treningu dziewczyn z Tone It Up.

Wczoraj był rower. Łącznie 19,12 km.


Dzisiaj spotkaliśmy się z przyjaciółmi, więc wieczór spędziłam baaaardzo miło :) Wybraliśmy się do pizzeri. W pierwszej wersji miałam zamówić sałatkę, ale jednak się nie wyrwałam i skusiłam na kawałek pizzy. A pizza była ogromna! [ czerwoną kreską zaznaczyłam mój kawałek :P ] My kobiety grzecznie odmówiłyśmy dalszej konsumpcji, za to nasi panowie powalczyli z resztą.


A po pizzy misja spalanie :)



Do tego dołożyłam trening, dlatego jeśli chodzi o jego intensywność nie mogę zbyt wiele powiedzieć, bo równie dobrze mogłabym napisać, że okazał się zabójczy dla moich nóg. Serio, padam :D Z pozoru takie niewinne ćwiczonka a potrafią nieźle dać w kość, szczególnie takim nowicjuszom jak ja.

No i jeszcze jadłospis.

Śniadanie: jogurt naturalny, owsianka, musli, maliny
II śniadanie : 2 kromki ciemnego chleba z serkiem śmietankowym, rukolą i pomidorem; kawa, brzoskwinia i gruszka
Obiad

Ryż biały jaśminowy, kurczak chiński (sos z torebki) - mama wczoraj zrobiła obiad. Dla niej przyjęcie do wiadomości faktu, że córka jest na diecie graniczy z cudem. Podratowałam jedynie posiłek sałatką. Aczkolwiek ryż mi posmakował, inny w smaku niż zwykły biały. A ta czerwona plama to sos samba oelek. Ostatnio chilli wrzucam gdzie się da.


4 posiłek : kawałek pizzy, sok jabłkowy.

Jestem tak padnięta, że marzy mi się już tylko spokojny, głęboki sen.


piątek, 27 lipca 2012

Pani Kokosowa.

Już jestem po zabiegu. Nie czuję się zbyt dobrze, jak zeszło ze mnie znieczulenie ból zaczął dawać się we znaki. 2 sierpnia zdjęcie szwów, do tego czasu jestem całkowicie wyłączona z jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Mogę jedynie spacerować. Oczywiście nie znaczy to, że przestanę pisać - na pewno nie ! :) Ale mogą pojawić się posty nie do końca związane z bieganiem, ćwiczeniami. Może być bardziej dietetycznie, kosmetycznie i kulturalnie.

Po prawej stronie znajduję się zakładka wyzwania. Laski sprawdźcie czy zapisałam Was wszystkie, czy kogoś nie brakuje. Oczywiście zachęcam do przyłączenia się do wyzwania.

Jakiś czas temu pisałam, że zrobiłam pyszną, kokosową kawę ;) Zapraszam do skosztowania ;D


Składniki
2 łyżeczki kawy
50 ml mleka kokosowego
100 ml mleka
wiórki kokosowe
bita śmietana
wiórki czekoladowe

Lecę odpoczywać.

Całuję !

poniedziałek, 16 lipca 2012

Niedietetyczna kawa i pytanie o detox.

Na wstępie chciałabym Was wszystkim razem i każdemu z osobna podziękować za wsparcie, krzepiące komentarze, systematyczne odwiedzony i obserwowanie mojego bloga. Gdy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem nie spodziewałam się takiego zainteresowania, ciepła i wsparcia. Nie spodziewałam się, że poznam tak wiele wspaniałych osób, dziękuję, że ijesteście.
Cieszą mnie niezmiernie wiadomości mailowe, które od Was otrzymuję. Są one nieocenione. Stanowią ważne źródło motywacji, bo mam świadomość, że to co robię jest komuś przydatne, dla kogoś ważne  i inspirujące. A co najważniejsze, moja osoba odbierania jest przez Was w pozytywny sposób. Cenię sobie Wasze rady, spostrzeżenia i sugestie, część z nich już wcieliłam w swoje życie. To wszystko sprawia, że się chce, mimo iż czasami nie jest łatwo.
Strasznie Wam wszystkim dziękuję.

Nie zawsze są we mnie pozytywne emocje i niezłomna energia do działania. W takim dniu jak dzisiejszy kłębią się we mnie czarne myśli a duszę ogarnia fala negatywnych emocji. Wpływają one na moje samopoczucie,motywację, wolę walki i chęć do działania. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa depresja sytuacyjna, który zniknie równie szybko jak się pojawiła. Moja psychika jest trochę pokręcona i wiem, że niepotrzebnie wszystko biorę do siebie.

Od dłuższego czasu nie jadałam słodyczy, ale czasami potrzebuję jakiejś zewnętrznej dawki endorfin. Choć na złość i na lekkie dołki zawsze skuteczny okazywał się porządny trening, dzisiaj nie było ku niemu warunków. Nastrój zazwyczaj poprawiałam sobie czekoladą, ulubionym żarciem z baru szybkiej obsługi lub kilkoma paczkami chipsów. Później czułam się jeszcze gorzej. Teraz staram się nie uzależniać mojego nastroju od jedzenia. Ale dla lepszego samopoczucia postawiłam na kawę. W trochę bardziej kalorycznej wersji.




Składniki
- 2 łyżeczki kawy Jacobs Cronat Gold
- 2 gałki lodów sernik z maliną - Carte'Dor
- zimne mleko
- cukier według uznania
- bita śmietana
- elementy dekoracyjne : borówki, cukrowe gwiazdki, wiórki czekoladowe.


Wczoraj na TVN Turbo wypowiadał się jakiś ekspert, dietetyk na temat spalania tłuszczu z brzucha.
Pan dietetyk radzi :
- dieta - 5 posiłków, co 3 godziny -  bez tego nawet trening w niczym nie pomoże,
- bieganie na czczo,
- dobre ukrwienie brzucha - masaże,
- detox organizmu.

Nad dietą oczyszczającą zastanawiałam się jakiś czas temu i może to faktycznie nie głupi pomysł. O bieganiu na czczo też już czytałam - chyba na blogu Pauliny. I tak się zastanawiam... no faktycznie spalamy od razu tłuszcz. Alje, skąd wziąć energię na 30 minutowy bieg w godzinach rannych ? Jutro idę spróbować.
Macie jakieś doświadczenia z tym związane ? Szczególnie proszę Was o radę w kwestii detoxu. Ile powinien trwać, jak to w ogóle wygląda ?

środa, 11 lipca 2012

Szpinaki.

Pisałam jakiś czas temu, że koniecznie muszę zrobić coś ze szpinakiem. Wczoraj zdecydowałam się na małe kucharzenie i postanowiłam zrobić paszteciki z ciasta francuskiego z farszem ze szpinaku, suszonych pomidorów i fety. Nie jest to danie dietetyczne - ciasto francuskie jest bardzo kaloryczne, o czym pisałam tutaj. Ale od czasu do czasu można sobie pozwolić na chwilę zapomnienia.


Do przygotowania 24 pasztecików potrzebujemy :

- 2 opakowania ciasta francuskiego ( ja używam biedronkowego )
- ok 500 g szpinaku
- 10 sztuk suszonych pomidorów - to wychodzi około pół słoiczka
- kilka ząbków czosnku - ja dodaję dużo, bo wszyscy lubimy
- pół opakowania sera typu feta
- kilka oliwek - jeśli chcecie - ja przepis wzbogaciłam o nie i bardzo mi smakowało
- 2 jajka

Przygotowanie :

Szpinak rozmrażamy i czekamy aż woda wyparuje.  Chyba, że dysponujemy świeżym, wtedy wrzucamy do blendera i cichamy na mniejsze kawałki i wtedy wrzucamy do garnka.


 W między czasie zajmujemy się suszonymi pomidorami. Wrzucamy je do blendera razem z kilkoma oliwkami i czosnkiem i miksujemy. Do masy dodajemy 1/4 kostki sera typu feta.



Masę dodajemy do szpinaku i gotujemy całość przez 5 minut na małym ogniu, często mieszając. Zdejmujemy z ognia, czekamy aż farsz ostygnie i wbijamy jedno całe jajko, dokładnie mieszamy, składniki ładnie się nam połączą.


Ciasto dzielimy na równe części a boki smarujemy jajkiem.


Nakładamy farsz...


Zawijamy ...




Smarujemy paszteciki jajkiem i wkładamy do piekarnika. Pieczemy w 200 stopniach przez ok 15 minut.



Smacznego ;)