Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kama w podróży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kama w podróży. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

Aktywność w ciąży - wędrówki po górach.

To, że jesteś w ciąży wcale nie oznacza, że musisz zrezygnować ze wszystkich rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność. W październiku wybraliśmy się w Bieszczady - góry niezbyt wysokie, bo najwyższy szczyt - Tarnica - wynosi 1346 m n.p.m. Dla porównania Giewont - 1894 m n.p.m. Bajeczna gra jesiennych barw sprawiła, że wędrówki po lasach i łąkach górskich były prawdziwą przyjemnością.
Cały czas pamiętałam o małym szkrabie i uważałam na siebie, by uniknąć urazu mechanicznego. Jadąc w góry zawsze pamiętam o dobrym przygotowaniu się- odpowiednim obuwiu, odzieży i batoniku w plecaku ;)

W Bieszczady, w miejsce gdzie diabeł mówi dobranoc - odcięte od cywilizacji, nie tknięte zbytnio ludzką ingerencją - wrócimy na pewno. Jeśli nigdy nie byliście w tych rejonach - gorącą zachęcam - zwłaszcza w okresie jesiennym. Nie ma aż tak wielu turystów, szlaki nie są przeludnione - chyba, że w weekendy. Szlaki są na tyle mało wymagające, że można sobie na nich zrobić solidny trening biegowy.






wtorek, 26 maja 2015

Góralu....czy Ci nie żal!?

W końcu mogę napisać, że naprawdę odpoczęłam i naładowałam wewnętrzne akumulatory. I chociaż sposób w jaki spędziłam ostatnie dni był mega intensywny, wymagał dużo wysiłku fizycznego i czasami walki z samą sobą, to czuję się lekka, świeża, odmieniona. Mam wolny umysł, nie zatruwają mnie negatywne myśli i obawy. Żyję ‘tu i teraz’. Cieszę się tym, co przynosi każdy dzień ;)

Kocham góry. Niesamowite widoki zapierające dech w piersiach. Człowiek wspinając się na jakiś szczyt czuje się taki malutki. Góry uczą pokory, zaskakują, zmieniają punkt widzenia i potrafią pomóc człowiekowi otworzyć oczy na wiele spraw, o których nie myśli się na co dzień, pomagając przy tym zapomnieć o smutnej, szarej rzeczywistości.

Do Zakopanego zawsze chętnie wracam i wracać będę. Odpowiada mi tamtejszy klimat, atmosfera i magia tego miejsca. Być tak blisko natury, przyrody to niesamowite doświadczenie, zarówno dla ciała jak i dla umysłu. Kilka następnych wpisów poświęcę właśnie górom. 

Jest to idealne miejsce do pracy nad kondycją fizyczną, siłą i wytrzymałością wysiłku. Sama po sobie zauważyłam, że pierwszego dnia tuż po przybyciu na miejsce miałam problem z wejściem na…Gubałówkę. Natomiast ostatniego dnia skakałam jak kozica, nie zważając na pogodę. Zakwasy miałam lekkie, kolano dopiero po ostatniej – najdłuższej wyprawie zaczęło się buntować (opuchło, zebrał się płyn). Gdyby nie pogoda – na którą na szczęście byłam przygotowana – o czym będziecie mogli przeczytać jutro – pewnie zdobylibyśmy więcej szczytów – jednak w tych warunkach było to nie tylko niebezpieczne, ale i uciążliwe.


W ciągu czterech dni pokonaliśmy 46 kilometrów - tyle udało mi się zliczyć. Zarówno w słońcu jak i w ulewnym deszczu. Przeżyłam burzę życia – takiego nieba i błyskawic nie widziałam nigdy!

Trasy naszych wędrówek możecie zobaczyć poniżej. Niestety nie używałam endomondo na bieżąco, ze względu na zbyt szybkie pochłanianie baterii w telefonie i brak zasięgu w dalszych partiach gór.


Zaraz po przyjeździe weszliśmy na Gubałówkę, z której zjechaliśmy śmiesznym, dwuosobowym wyciągiem. Tego samego dnia poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. W nocy pogoda się popsuła. Kolejnego dnia, w strugach deszczu przeszliśmy przez Dolinę Strążyską i dalej czarnym szlakiem ścieżką Nad Reglami. Doszliśmy do Doliny Białego i wzdłuż Białego Potoku doszliśmy do mety naszej wędrówki. Kolejnego dnia przeszliśmy Dolinę Chochołowską – chochoł w końcu odwiedził rodzinne strony ;D Kilometry zrobiliśmy również spacerując po Krupówkach, zajadając się naturalnymi lodami i oscypkami z żurawiną.


A już jutro relacja ze szlaków i o tym, co zabrać ze sobą w góry.