Gdy zostajesz mamą gwałtownie wzrasta ilość ekspertów w Twoim otoczeniu. Jedni powiedzą Ci jak karmić, drudzy jak ubierać, inni jak wychowywać, czego brońboże nie robić. Znajdą się też tacy, co będą krytykować Twój sposób opieki nad dzieckiem. Że ja to nie dam smoczka, że jak ona mogła nie okryć śpiącego dziecka, ja tak nie zrobię, moja mama nie da mi tak robić mojemu dziecku. I mówią to osoby, które doświadczenie w wychowywaniu dzieci mają zerowe.
NIE NOŚ - bo przyzwyczaisz.
NIE DAJ SPAĆ NA SOBIE, ODKŁADAJ - bo przyzwyczaisz
NIE REAGUJ TAK SZYBKO JAK PŁACZE - dziecko musi troche popłakać
NAUCZ JE JEŚĆ CO 3 GODZINY - bo nic przy nim nie zrobisz
WISI NA TOBIE, NIE KARM TYLE - bo gu upasiesz
NIE LICZ SIĘ Z JEGO POTRZEBAMI - bo go od siebie uzależnisz i wychowasz maminsynka
To co mam do cholery robić? Niech moje głodne dziecko leży samo, płacze w łóżeczku a ja w tym czasie obejrzę serial w telewizji? Urodziłam dziecko, a nie układ pokarmowy, który mam zapchać mlekiem, najlepiej w określonym odstępie czasu. Wciąż zdaje się, że ludzie sądzą, że kobieca pierś ma za zadanie jedno - nakarmić.
Dziecko CHCE być przy mamie w pierwszych miesiącach życia. CHCE być karmione piersią. CHCE w nocy się do piersi przytulić (bo do pewnego momentu mama jest piersią a pierś jest mamą) i spokojnie, ponownie zasnąć. Ma taką POTRZEBĘ. Niestety jak się okazuje noszenie na rękach, karmienie piersią na żądanie, nocne tulenie, wspólne spanie dziecka a matką/rodzicami to według społeczeństwa prosta droga do uzależnienia dziecka od matki.
