Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje.. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2013

Sałatka grecka.

Będąc w Grecji koniecznie trzeba spróbować tradycyjnej, miejscowej sałatki - zwanej grecką lub pasterską. Nią żywili się zmęczeni chłopi wracający z pracy, dojadali chlebem nasączonym oliwą z oliwek. I choć w kraju robiłam i jadłam ją niejednokrotnie, to nigdzie nie smakuje tak dobrze jak właśnie w ojczystym kraju. Myślę, że to głównie zasługa słońca - warzywa mają inny - lepszy smak. Pomidory są słodkie, mięsiste. No i feta.

W trakcie podróży po Atenach, zatrzymaliśmy się w dzielnicy Kolonaki. Jest to dzielnica bogata w ekskluzywne butiki. Mieści się tu dużo barów i restauracji, ale również galerii. Zatrzymaliśmy się w jednej z przyulicznej kanjpce by pożywić się przed wejściem na górę  Lykabettus. 



W barze sałatkę podano nam bez fety. Była opcja dodatkowego zamówienia - ale ser był w cenie sałatki - więc sobie darowałam :) Będąc w Grecji podobne danie możemy zrobić w domu - zaoszczędziemy od 5.5 do nawet 8.5 euro.


Koniecznie należy dodać oliwę z oliwek i ocet winny - który doskonale wzbogaca smak sałatki. Zawsze gdy tylko mogę wkrajam również fetę, która dodaje ostrości. Koniecznie muszę zrobić spory zapas do Polski.

Szybko, idealnie na gorące dni :)

wtorek, 23 lipca 2013

Ahoj! Kurs - Kanał Koryncki.

Spacerując po Loutrakach w kierunku parku, zawsze po drodze mijamy niewielki stateczek. Postanowiliśmy przystanąć i dowiedzieć się gdzie i jak często wypływa. Okazało się, że oprócz nocnych rejsów statek w dwa konkretne dni płynie również do Kanału Korynckiego. Stwierdziliśmy jednogłośnie, że płyniemy.


Kanał Koryncki to z pewnością najsłynniejsza tego typu trasa w Europie. Łączy Morze Egejskie z Jońskim, przecinając Przesmyk Koryncki, czyli wąski pas lądu między kontynentalną Grecją a największym półwyspem Hellady – Peloponezem. Można powiedzieć, że jego historia sięga aż VI wieku p.n.e., gdy stworzono pierwsze plany przekopania terenu. Jednak kanał oficjalnie ukończono i otwarto dopiero pod koniec XIX wieku. Do dziś stanowi jeden z ważniejszych i robiących ogromne wrażenie cudów techniki. Kanał ma długość 6343 metrów, a jego otwarcie było jednym z najważniejszych osiągnięć tamtych czasów. Dzięki niemu statki, żeby dostać się z Morza Egejskiego na Jońskie nie musiały okrążać półwyspu. Skróciło to dystans z 400 km do 6 km, niewątpliwie był to krok milowy w rozwoju żeglugi.


Kanał biegnie w linii prostej, najwyżej położony punkt znajduje się na wysokości 78 m n.p.m., a licząc od dna morskiego - na wysokości 86,3 m. Szerokość mierzona na powierzchni wody wynosi 24,6 m, a na dnie 21,3 m. Kanał jest głęboki na 8,3 m. 






Rejs trwał 1,5 godziny. Koszt 22.5 euro od osoby. 
Kanał zrobił na mnie ogromne wrażenie. Do tej pory miałam okazję podziwiać go jedynie z góry - gdy wybrałam się na szaleńczy spacer wzdłuż kanału. 

W tle widok na plażę w Loutrakach i ciągnące się wzdłuż niej tawerny, bary, kluby.

Kanał Koryncki to kolejne miejsce warte zobaczenia. Szkoda tylko,że rejs trwał tak krótko - ale kto wie, może jeszcze wskoczę w łódeczkę i gdzieś popłynę? :)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Gdzie ja jestem?

Region Grecji w którym obecnie przebywam nazywa się Peloponez. Peloponez stanowi najdalej na południe wysuniętą część Półwyspu Bałkańskiego i kontynentalnej Grecji. Znajduje się między Morzem Jońskim a Egejskim. Peloponez zamieszkany jest przez ponad milion osób. Główne miasta to Patras, Korynt, Sparta, Nauplion, Kalamata, Pirgos, Tripolis. Mieszkańcy utrzymują się z turystyki, pasterstwa (na terenach wyżyn i gór) oraz uprawy zbóż, winorośli, oliwek i owoców cytrusowych (na nizinach).

Dwa tygodnie to mało by zwiedzić cały półwysep - zwłaszcza gdy nie podróżuje się własnym samochodem i chce się połączyć zwiedzanie z wypoczynkiem. 


Mieszkam w miejscowości zaznaczonej na czerwono - Loutraki. Jest to mały kurort turystyczny, położony w przepięknym miejscu - pomiędzy górami i morzem. Same Loutraki oferują turystom bardzo wiele ciekawych miejsc wartych zobaczenia - za nami dwie wyjazdowe wycieczki w odległości ok 30 km od miasta. Odwiedziliśmy Ateny i Korynt. W tym tygodniu planujemy podróż do Myken i Nauplio. 

Widok na Loutraki z góry





W następnym poście zabiorę Was w rejs ;)

sobota, 20 lipca 2013

Owoce morza śródziemnego - o tym jak pożerłam ośmiornicę.

Kolacje podczas wakacji jadamy głównie poza domem. Ma to swoje plusy i minusy. Dość przyjemnie jest zjeść niemalże na brzegu morza, podziwiając malowniczy zachód słońca, słysząc szum fal i wesołe trajkotanie wielkich, greckich rodzin. Jest to jedyna okazja do posmakowania oryginalnej, greckiej kuchni. Minusy? Bardzo późno godziny spożywania posiłków, bo życie zaczyna się tu dopiero po 21.00. Wtedy też całe rodziny z dziećmi wychodzą do miasta, by jeść, pić, rozmawiać do późnych godzin nocnych. No i nie zawsze wiesz czego się spodziewać po złożeniu zamówienia - zwłaszcza wtedy gdy menu jest tylko w języku greckim,a kelner średnio włada innym językiem :)

Dzisiaj wybraliśmy się do miejsca, gdzie ludzie stoją godzinami w kolejkach, w oczekiwaniu na wolny stolik. Za czym oni tam stoją?Na co czekają?No cóż, postanowiliśmy sprawdzić.

Udało nam się dostać wolny stolik - Maistrali - bo tak nazywa się tawerna - powoli zaczęła się zapełniać. Wiedzieliśmy co chcieliśmy zamówić, jednak wciąż była niepewność czy dostaniemy właśnie to. We wcześniejszych miejscach zamiast świni dostaliśmy kurczaka, zamiast sera fety, ser kozi do smarowania chleba - wybitnie paskudny. Jednak ryzyko się opłaciło.


Pamiętam, gdy podczas oglądania programów kulinarnych zarzekałam się, że never ever nie zjem ośmiornicy. Od samego patrzenia na nią robiło mi się nie dobrze. Jak można to jeść? - dziwiłam się. I do tego te przyssawki - o nie.

Krewetki jadam często, jednak nigdy nie w takiej postaci. Owszem zdarzyło mi się jeść takie z dupą i ogonem, ale nigdy z łbem - kolejna nowość.

Kalmary w cieście i ich śmieszne główki - ekhm.

Małe rybki - które nie mam pojęcia jak sie nazywają - jadałam wcześniej, ale nie smażone na głębokim oleju. Nie żebym je darzyła większą sympatią, jadłam bo tak wypadało.


Do owoców morza zamówiliśmy surówkę z marchwi,białej kapusty z oliwkami,oliwą z oliwek i octem winnym. Dodatkowo dla mężczyzny frytki. Chleb standardowa przystawka.


Zmieniam zdanie. Ośmiornica jest przepyszna. Mięso delikatne, skóra chrupiąca - nie gumowata jak wcześniej myślałam. Bardzo smakowały mi również głowy kalmarów i kalmary w cieście. Krewetka przy tym wszystkim wydała mi się mocno zwyczajna :)

Jest to miejsce godne polecenia, ja sama będę z wielką ochotą do niego wracać. I stać godzinę w oczekiwaniu na stolik. I już nie będę się bać ośmiornicy :)




piątek, 19 lipca 2013

Jak teraz wyglądam?

Po powrocie do kraju czeka mnie brutalne zderzenie z rzeczywistością - nie tylko powrót do codziennego życia i obowiązków, ale również do pracy nad swoim ciałem.
Jadam nagannie i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Udaje mi się jeszcze w miarę jakotako wyglądać - to chyba zasługa długich spacerów. Pierwszą partią ciała która ucierpiała jest brzuch, potem pupa i wewnętrzna strona ud- czyli moja wielka problemowa trójka. No nic :)

Na zdjęciu nie wyglądam zbyt pięknie i nie mam pojęcia co próbowałam przekazać fotografowi :P





Miałam zamiar pokazać Wam dzisiaj trasy spacerowe jakie pokonuje, ale jestem tak zmęczona dzisiejszą podróżą i przygodami, że odłożę to na jutro.


czwartek, 18 lipca 2013

Siłownia w Grecji :)

Leżąc na plaży i popijąc mocno schłodzone piwo doszłam do smutnego wniosku - szczyt mojej formy miał miejsce w maju i czerwcu. Teraz radośnie dynda brzuszek przy każdym podskoku, nogi też jakby mniej nabite, bardziej wiotkie i żyjące swoim życiem. Dałam sobie na spokój z przygotowaniami do sezonu bikini dwa tygodnie przed wyjazdem.Tutaj też za bardzo nie patrzę na to co i kiedy jem czy piję. Mam nadzieję, że nie wrócę z Grecji kilka kilo cięższa :P  To zaskakujące jak szybko zmienia się nasze ciało.

W sierpniu wracam na siłownię. Cieszę się, bo towarzyszyć będzie mi zagorzała fanka treningu siłowego, która niewątpliwie będzie silną motywacją. Dodatkowo będzie trzymać dyscyplinę :) Dużo tutaj myślę o moich celach, o tym co już osiągnęłam, o tym co jeszcze przede mną. O tym ile pracy i wysiłku należy włożyć i o tym, dlaczego nie warto robić nawet kilkudniowych przerw od wysiłku fizycznego. Spoglądam na moje buty do treningu biegowego. Ochota na bieganie przechodzi, gdy spoglądam na termometr - 38 stopni w cieniu.

W trakcie jednego ze spacerów po okolicy odkryłam takie miejsce :)



Gdybym miała taki widok, nie opuszczałabym parkowej siłowni nawet na chwilę :P



wtorek, 16 lipca 2013

Grecja - dzień drugi.

Wczorajszy, drugi dzień w Grecji zaczęłam bardzo rano - wstałam już o 5.30, siedziałam na tarasie wyczekując wschodu słońca, które leniwie wyłaniało się zza gór. W między czasie wycisnęłam sok ze świeżych pomarańczy. Z wierzchu nie wyglądają za specjalnie, są małe, ale za to mięsiste, zawierają dużo soku i są słodziutkie.




Takie poranki mogłabym spędzać codziennie.



Od godziny 10.00 do 15.00 te dwa dni wyglądały tak samo - leżing, plażing, smażing :) Po zaledwie kilku godzinach mogę cieszyć się delikatną opalenizną.




Po obiedzie i odpoczynku dużo spacerujemy. Zwiedzamy okolice, każdego dnia odkrywam coś nowego. Wczoraj wybraliśmy się autem w góry, nie sądziłam, że 25 kilometrów dalej kryje się równie malownicze miejsce. Grecja zaskakuje. W górach podróżowaliśmy bardzo krętą drogą, widoki zapierały dech w piersiach. Spojrzenie z lotu ptaka na Loutraki jest widokiem cudownym. Nic dziwnego, że nowożeńcy wybierają się tam na malowniczą sesję zdjęciową. Spotkać można również wiele par, które obściskują się i w ciszy patrzą w gwiaździste niebo. Po drodze do naszego celu podróży mijaliśmy dwie miejscowości, malutkie. Ale każda z nich tętniła życiem - południowy temperament - tu nie wiesz czy się na Ciebie drą czy Cię wołają. Im dalej w góry tym więcej gajów oliwnych, psy rozkładały się na środku drogi - bo im gorąco, one mają czas. Dotarliśmy. Do latarni. Będę tu wracać.




niedziela, 14 lipca 2013

Grecja - dzień pierwszy.

Doleciałam. Jest cudownie gorąco i wieje lekki, świeży wiatr. Chce się żyć. Sam widok sprawia, że serce się raduje. Tylko ukochanego u boku brak - za rok. Za rok będziemy wspólnie podziwiać zachody słońca.

Gdy tylko rozpakowaliśmy bagaże, odświeżyliśmy się po podróży udaliśmy się do miasta - na frappe - obowiązkowo. Nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak zrobiona przez greka.


A do kawy grecki specjał - Souvlaki - nie liczę kalorii :)
Długie spacery, wieczorne bieganie i pływanie.




Jutro leżing, plażing, smażing :)