Dzisiaj wybraliśmy się do miejsca, gdzie ludzie stoją godzinami w kolejkach, w oczekiwaniu na wolny stolik. Za czym oni tam stoją?Na co czekają?No cóż, postanowiliśmy sprawdzić.
Udało nam się dostać wolny stolik - Maistrali - bo tak nazywa się tawerna - powoli zaczęła się zapełniać. Wiedzieliśmy co chcieliśmy zamówić, jednak wciąż była niepewność czy dostaniemy właśnie to. We wcześniejszych miejscach zamiast świni dostaliśmy kurczaka, zamiast sera fety, ser kozi do smarowania chleba - wybitnie paskudny. Jednak ryzyko się opłaciło.
Pamiętam, gdy podczas oglądania programów kulinarnych zarzekałam się, że never ever nie zjem ośmiornicy. Od samego patrzenia na nią robiło mi się nie dobrze. Jak można to jeść? - dziwiłam się. I do tego te przyssawki - o nie.
Krewetki jadam często, jednak nigdy nie w takiej postaci. Owszem zdarzyło mi się jeść takie z dupą i ogonem, ale nigdy z łbem - kolejna nowość.
Kalmary w cieście i ich śmieszne główki - ekhm.
Małe rybki - które nie mam pojęcia jak sie nazywają - jadałam wcześniej, ale nie smażone na głębokim oleju. Nie żebym je darzyła większą sympatią, jadłam bo tak wypadało.
Do owoców morza zamówiliśmy surówkę z marchwi,białej kapusty z oliwkami,oliwą z oliwek i octem winnym. Dodatkowo dla mężczyzny frytki. Chleb standardowa przystawka.
Zmieniam zdanie. Ośmiornica jest przepyszna. Mięso delikatne, skóra chrupiąca - nie gumowata jak wcześniej myślałam. Bardzo smakowały mi również głowy kalmarów i kalmary w cieście. Krewetka przy tym wszystkim wydała mi się mocno zwyczajna :)
Jest to miejsce godne polecenia, ja sama będę z wielką ochotą do niego wracać. I stać godzinę w oczekiwaniu na stolik. I już nie będę się bać ośmiornicy :)