Najpierw wybraliśmy się na Avengersów, a dzisiaj na Królewnę Śnieżkę i Łowcę.
Charlize Theron to wielka aktorka. Jej gra aktorska, mimika i sposób wyrażania emocji powalił mnie na kolana. Cudownie wykreowana postać, interesująca, zjawiskowa, która całkowicie zdominowała film. Straszliwa przepaść jeśli chodzi o grę aktorską pomiędzy nią a Stewart. Kristen jest nijaka, miałka i groteskowa. W momentach, które powinny wprowadzić odbiorcę w zdumienie, zaskoczenie czy wzbudzić jakiekolwiek głębokie emocję, ona wywoływała we mnie śmiech. Najfajniej wyszła jej scena, gdy leżała nie żywa. Królewna Śnieżka miała być piękniejsza od złej królowej. Jasne, nie zawsze chodzi o piękno zewnętrzne, najważniejsze są pokłady drzemiące w głębi naszej duszy. Śnieżka niewinna, przyjacielska, wrażliwa. Królowa diaboliczna, kobieca, zła, ale - totalnie powalająca urodą.
Ogólnie film mi się podobał, piękne widoki, rewelacyjne efekty specjalne - głównie te dotyczące magii, spadające szkła. Śliczne kostiumy, niezła ścieżka dźwiękowa, fajny montaż i dynamika.
Zamiast popcornu i coli wybraliśmy dzisiaj żelki (:
Żelki to jedyny słodycz, na który sobie pozwalam od czasu do czasu. Strasznie dużo cukru.
Dzisiaj przypadkiem odkryłam, że w olsztyńskim CH są masełka shea z Organique. Jutro tam pędzęęę :)
